poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Lato

Mokre lato mamy tego roku. Cieplejsze. Ale co z tego, skoro potoki deszczu spływają z nieba co drugi dzień i wszystko jest mokre. A na mokrej skale wspinać się specjalnie nie da.

Marzec upłynął pod hasłem zmiany samochodu. Kwiecień na poszukiwaniu mieszkania. Przełom kwietnia i maja na przeprowadzce, po której myślałam że kolejnej zwyczajnie nie przeżyję. Maj był pod znakiem słońca, skał i ciepłej Hiszpanii. Czerwiec... nawet nie pamiętam. Chyba głównie deszczu i pracy, tak mi się przynajmniej wydaje. No i pod znakiem przyjazdu Leszka. Lipiec - krótkie wyjazdy i goście. Złapanie oddechu od miasta, nocowanie na klifach w samochodzie przerobionym na sypialnie. I zmiany w pracy. I tak nagle jest już sierpień.

Sierpień, który jeszcze nie wiem jaki będzie, ale na razie upływa mi pod znakiem pakowania. Uciekam na chwilę do słońca. W 30 stopni. I pakuję puchową kurtkę i raki. Bo tam wyżej nigdy nic nie wiadomo. Bo lepiej mieć niż nie mieć. No i wieczorem w schronisku wg prognoz może być ze 2 stopnie ;) Trzymajcie kciuki za ładną pogodę :)

I tak to się kręci. Mój kolega z pracy (który spada do Nepalu od września, na 3 miesiące) kiedyś powiedział, że tacy ludzie jak my zawsze powinni mieć zabukony gdzieś bilet. Nieważne na jak długo, nieważne za ile czasu ani gdzie, ważne żeby był. Wtedy są szczęśliwi. No i rzeczywiście, coś w tym jest :)