sobota, 29 maja 2010

Rzeczne niespodzianki

Zrobiliśmy dzisiaj przyjemny spacer po Dublinie. Portowa część jest bardzo ciekawie rewitalizowana, muszę powiedzieć, że jestem pod wrażeniem. Potem przeszliśmy na południową część miasta, gdzie przeważały kontrasty między nowym a starym budownictwem. Ogólnie muszę podjechać z aparatem.

Miasto, oprócz głównej rzeki dzielącą miasto na część południową i północną, posiada również sieć kanałów i rzeczek. W połączeniu jeszcze z licznymi parkami miasto jest gigantycznym siedliskiem kaczek wszelkiej maści, o łabędziach nie wspomnę. Zdarzają się również czaple i gęsi.

Anyway - jest wiosna, jak wiadomo. Wiosna w przyrodzie oznacza małe, często puchate, słodkie maleństwa. Ostatnio czatowałam z aparatem pod domem polując na młode sroki. Rodzice fruwali nade mną skrzecząc niemiłosiernie. Raz tylko bałam się bardziej, kiedy w Norwegii pikowała na nas mama-mewa (z gatunku WIELKICH MEW na dodatek), bo na jedynej dla nas lądowej drodze, którą mogliśmy wrócić na nabrzeże (na końcu falochronu była cypel z ławeczką), jej młode, jeszcze nieloty, postanowiły pójść na spacer. Na kanale niedaleko nas pływa sobie kaczka krzyżówka ze stadem kaczątek. Dzisiaj na brzegu kanału, metr od chodnika siedziała dumnie mama łąbędziowa z mnóstwem szarych, puchatych maleństw, a tata łabędź obserwował groźnie wszystkich przechodniów. Widząc nie raz szarżujące łabędzie ominęliśmy rodzinkę szerokim łukiem.

Kiedy w Liffey opada poziom wody, standardowym widokiem są leżące na dnie, obrośnięte glonami rowery. Można też znaleźć koszyki sklepowe. Przechodząc sobie przez mostek na jakiejś bocznej rzeczce w dokach, obecnie będących nowym osiedlem, zauważyliśmy wrak całkiem sporej łódki leżącej sobie na brzegu cieku. Stan wody niski, więc była odsłonięta. Przystanęliśmy, aby przyjrzeć się bliżej. W pewnym momencie krzyknęłam "Zobacz!", tonem sugerującym zakończenie "zobacz jakie słodkie, małe...". Problem polegał na zdefiniowaniu "małe co?". Dwa podłużne kształty płynęły w wodzie. Pierwszą moją myślą było młode wydry, ale rozsądek kopnął mózg, że wydra i miasto się nie dodaje. Piotr rzucił "Kuna?" (nie wiem od kiedy kuna pływa, ale nie pytałam), ja pomyślałam z niedowierzaniem "Bobry?" Wszystko trwało dosłownie kilka sekund. Po tym czasie zwierzątka wyszły z wody na odsłonięty brzeg (którego normalnie tam nie ma, bo woda jest wyżej) i pokazały całą sylwetkę. I ogon. Popatrzeliśmy na siebie z niesmakiem i czym prędzej się oddaliśmy. Jakoś uważam, że szczury nie powinny być na tyle bezczelne, aby pokazywać się ludziom w biały dzień.

sobota, 22 maja 2010

Powódź

Po pierwsze. Bardzo współczuję wszystkim zalanym. Naprawdę i szczerze.
Po drugie: woda musi mieć gdzie się rozlać. Jak tylko się podwyższa i podwyższa wały to efekt jest jaki widać. Nie będę się rozpisywać i wymądrzać, zainteresowanych odsyłam tutaj.
Po trzecie: Jeżeli ktoś buduje się na terenie zalewowym to niech się nie dziwi, że go zalewa! Ja wiem, że nie zawsze się wie i nie zawsze można. Ale taki Kozanów we Wrocławiu - w 1997 zalany do pierwszego piętra. I co? Po 1997 dobudowali tam kolejne bloki, położone JESZCZE niżej niż te zalane 13 lat wcześniej. Te z pierwszych dzisiejszych raportów, przy u. Iguta. I gdzie tu logika, pytam?
I tak samo Kaszczorek w Toruniu - osiedle domków jednorodzinnych położone w dolinie rzecznej, niedaleko Wisły. Natomiast całe wielkie osiedle bloków jest położone z dobre 20m wyżej, bo tyle wynosi wysokość skarpy. A przecież skarpa w dolinie rzecznej się sama nie zrobiła, woda jej raczej pomogła. W Sandomierzu woda też zalała tylko jedną część miasta - bo druga, w tym całe miasto, jest na wzgórzu.
Wzdech... Ale z drugiej strony miasta gdzieś się muszą rozwijać. Tylko ludzi szkoda.

A teraz po czwarte: jest szansa, że coś pozytywnego wyjdzie z tej powodzi. Otóż sławna szkoła ojca Rydzyka umiejscowiona jest przy Porcie Drzewnym w Toruniu. Port Drzewnym, jak sama nazwa wskazuje jest sztuczną odnogą Wisły, połączoną z nią bezpośrednio i oddzielona od niej jakimś tam większym lub mniejszym polem. Czyli jak podniesie się woda w Wiśle to podniesie się w woda w porcie. A od brzegu portu do "terenów zielonych" szkoły jest zaledwie kilka metrów. Do budynków - kilkanaście :D
Co ciekawe w okolicach Portu Drzewnego we wczesnym średniowieczu była pierwsza osada toruńska. Ze względu na liczne powodzie osada została przeniesiona w obecne miejsce w górze rzeki.

Anyway - jest szansa, że zaleje Rydzyka :) Co prawda, jeżeli go zaleje, to będzie to oznaczało, że zaleje również fajny drewniany domek z pięknym ogrodem mojej dalekiej rodziny. Ale... on jest położony jakieś 30 m od brzegu, wału brak - więc i tak ich zaleje, jeżeli już ich nie zalało.

Instrukcja pójścia spać:

1. Wyłączyć komputery
2. Umyć ząbki.
3. Zrobić to co się uważa za konieczne, np nastawić budziki.
... i najważniejsze:

4. PRZED zamknięciem okien w salonie (bo ostatnio ciepło, to otwarte) sprawdzić czy w mieszkaniu nie przebywa kot. Jeżeli przebywa to wygonić. Jeżeli nie przebywa to najlepiej zamknąć okno. Chodzące, futrzaste niespodzianki w środku nocy mogą doprowadzić do zawału nawet w młodym wieku.

PS. Kot dzisiejszy jest już naszym drugim gościem. Siedząc na kanapie, tyłem do okna zauważyłam kątem oka ruch w okolicach pralki. Po kilku sekundach, które spędziłam gapiąc się na spokojnie zmierzające w kierunku przedpokoju zwierzę, spytałam siedzącego przy stole męża "Kochanie, dlaczego mamy kota w mieszkaniu?"
Kot wcześniejszy wszedł tym samym oknem, wykorzystując moją nieobecność w salonie, przyszedł zrobił "Mmmmmiiiiaaaa!", otarł się o nogi, po czym zwinął się w kłębek na kanapie.

czwartek, 20 maja 2010

Notka hermetyczna.

Liczę. Dochodzi północ, 10 rozdań za nami, więc już mi się znaczki zlewają. Liczę jeszcze raz, bo coś chyba przesadziłam. 20 pkt. No 20, nie mniej nie więcej. Grzecznie otwieram z trefla, zastanawiając się jakby tu nie spieprzyć takiej ładnej karty. Przeciwnicy na szczęście nie przeszkadzają. Dostaję odpowiedź pozytywną, na 7+ pkt. Myślę sobie fajnie to mamy tak z 27, może 30, trzymam się tego co znam omijając masę odzywek, które znać powinnam (czyli 1 trefl-1 kier-4 bez atu). Na pytanie o asy mój mąż wydaje z siebie jakiś niekontrolowany okrzyk i łamiącym się głosem stwierdza "I ty mi jeszcze silnego zgłaszasz!"
Myślę sobie "O co mu chodzi, no zgłaszam, no i?" No... On miał na ręce 17pkt...

wtorek, 18 maja 2010

Myślicie, że nadszedł już czas?

wtorek, 11 maja 2010

Żeby nie było, że zapadłam się pod ziemię, czy coś... Wstęp do relacji z wycieczki :)



sobota, 1 maja 2010

Ktoś na górze chyba się zirytował moimi wczorajszymi narzekaniami na pogodę, bo dzisiaj po prostu nieprzerwanie leje. Prognoza pogody, pewnie chcąc być zabawna, dzisiejszy stan określa jako "shower".

Powszechnie wiadomo, że jestem zrzęda. Zazwyczaj staram się nie marudzić jak mi strasznie źle na blogu. W najbliższym czasie jednak nie ręczę za siebie.