Bergen. Wg danych internetowych miejsce gdzie ciągle pada. Wg przewodników miejsce gdzie pada tylko 365 dni w roku. Wg Norwegów (a także Szwedów) spotkanych w Hjerkinn opinia jest przesadzona. Czasami pojawia się tu słońce. Tak raz na pół roku.
Miejsce gdzie kalosze do spódniczki są nie tylko szczytem mody, ale także i praktyki i zdrowego rozsądku. Położone nad morzem, ale jednocześnie mające w obrębie granic miasta przynajmniej 2 wysokie góry (nie wiem jak wysokie, pewnie jakieś 600-700m npm. jak się dowiem to sprostuję).
Kraina Deszczowców, o dziwo, przywitała mnie przedwczoraj słońcem. Takim standardowym - 10 minut i po ptakach. Znaczy się po 10 minutach spadł grad. A potem już tylko padało.
W środę nad ranem, o 1.30, wsiadłam w pociąg w środku zasypanych śniegiem gór na wysokości 1000 m npm. Obudziłam się koło 6 rano w Oslo, nad morzem, gdzie świeciło słońce i była piękna, zielono-kolorowa jesień. Zmieniłam pociąg, koło 9 rano zasnęłam. Obudziłam się koło 11.30. 800 m npm i znowu biało. 2 godziny później byłam w miejscu, gdzie leżało przynajmniej pół metra śniegu, ludzie jeździli na biegówkach i nawet na karłowate brzózki było za wysoko. Drobne 1222 m npm. Następnę 2,5h zjeżdżałam w dół, żeby znowu znaleźć się nad morzem. Ostrzegam jeszcze raz wszystkich z lękiem wysokości. Koleje norweskie to specyficzny środek podróżowania. Podnosi adrenalinę. Zwłaszcza na zakrętach.
Muszę powiedzieć, że Norwegia nie jest przereklamowana. Jest zdecydowanie niedoreklamowana. Jest dla mnie zagadką jak oni pobudowali te wszystkie drogi i tunele jeszcze przed wojną. Jest dla mnie również zagadką sposób, w jaki zbudowali niektóre domy. A raczej: jak oni, do cholery, wjechali na to zbocze, co, do licha, robi tam ta farma i co Ci ludzie robią przez cały rok a przede wszystkim, jak się tam dostają bez drogi dojazdowej??? Chociaż szefowa nam opowiadała, że są miejsca, gdzie drogi nie ma. Zostawiasz samochód po jednej stronie doliny, a sam poruszasz się wagonikiem na linie, do swojego domu...
piątek, 9 października 2009
wtorek, 6 października 2009
Goodbye in the middle of Nowhere.
W nocy było -10 st C. Wyjeżdżam. Koniec sezonu, hotel sprzątnięty, dzisiaj Anne, Anne Stine i Hege szabrowały lodówkę, my spakowane, więc czas do domu. Gdziekolwiek by nie był. Dzisiaj się Anne Stine stwierdziła, że minęły aż 4,5 miesiąca od kiedy ostatnio jeździli samochodem po śniegu...
Ogólnie mam dość. Mniej ogólnie mam dość jeszcze bardziej. Wszystkiego i wszystkich.
Pociąg mamy o 1.30, jadę do Bergen. Będę w Polsce w przyszłym tygodniu.
Ogólnie mam dość. Mniej ogólnie mam dość jeszcze bardziej. Wszystkiego i wszystkich.
Pociąg mamy o 1.30, jadę do Bergen. Będę w Polsce w przyszłym tygodniu.
niedziela, 4 października 2009
W lesie listopadowym i Boże Narodzenie.
Zmobilizowana przez Mo. dodałam w końcu zdjęcia. Krótkie kalendarium pogodowe z ostatnich 2 tygodni. Dodam, że koło 8-9 września było całkiem zielono, z jakimiś tam brunatnymi elementami. Potem mnie nie było przez prawie 4 dni i było już pomarańczowo. A resztę sami zobaczycie. A jeżeli macie ochotę zobaczyć optymistyczną prognozę pogody to proszę bardzo.
sobota, 3 października 2009
czwartek, 1 października 2009
Gwiazdka
Wichury przeszły zabierając resztki liści z drzew. Jest cisza. Białe coś lecące z nieba od kilku godzin pokryło wszystkie możliwe obiekty. Dziadek Mróz ciągnie mnie za uszy. Kot zwiał ze stajni i przyszedł wylegiwać się na werandzie. Zimno, ciemno i biało. Prawie jak Boża Narodzenie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

