Mokre lato mamy tego roku. Cieplejsze. Ale co z tego, skoro potoki deszczu spływają z nieba co drugi dzień i wszystko jest mokre. A na mokrej skale wspinać się specjalnie nie da.
Marzec upłynął pod hasłem zmiany samochodu. Kwiecień na poszukiwaniu mieszkania. Przełom kwietnia i maja na przeprowadzce, po której myślałam że kolejnej zwyczajnie nie przeżyję. Maj był pod znakiem słońca, skał i ciepłej Hiszpanii. Czerwiec... nawet nie pamiętam. Chyba głównie deszczu i pracy, tak mi się przynajmniej wydaje. No i pod znakiem przyjazdu Leszka. Lipiec - krótkie wyjazdy i goście. Złapanie oddechu od miasta, nocowanie na klifach w samochodzie przerobionym na sypialnie. I zmiany w pracy. I tak nagle jest już sierpień.
Sierpień, który jeszcze nie wiem jaki będzie, ale na razie upływa mi pod znakiem pakowania. Uciekam na chwilę do słońca. W 30 stopni. I pakuję puchową kurtkę i raki. Bo tam wyżej nigdy nic nie wiadomo. Bo lepiej mieć niż nie mieć. No i wieczorem w schronisku wg prognoz może być ze 2 stopnie ;) Trzymajcie kciuki za ładną pogodę :)
I tak to się kręci. Mój kolega z pracy (który spada do Nepalu od września, na 3 miesiące) kiedyś powiedział, że tacy ludzie jak my zawsze powinni mieć zabukony gdzieś bilet. Nieważne na jak długo, nieważne za ile czasu ani gdzie, ważne żeby był. Wtedy są szczęśliwi. No i rzeczywiście, coś w tym jest :)
In the middle of Chaos
poniedziałek, 6 sierpnia 2012
czwartek, 15 marca 2012
Update
Chyba jednak będziemy zdobywać najwyższy szczyt Irlandii w Paddy's Day, ponieważ prognozy pogody na Walię okazały się koszmarne. Prognozy na Kerry są przyzwoite. Aczkolwiek może się zdarzyć, że pojedziemy w zupełnie przeciwnym kierunku. Tak czy inaczej zostajemy w IE, odpuszczamy UK tym razem.
wtorek, 13 marca 2012
Żegnaj zimo.
Zima poszła w cholerę. Chociaż właściwie nigdy tak na prawdę się nie pojawiła. Magnolie kwitną, krokusy, przebiśniegi, żonkile, w zasadzie to powoli wszystko kwitnie.
W raz z końcem zimy udało mi się skończyć szal. Źródło tutaj




Poza tym u nas dobrze. Weekend spędziliśmy w górach, ucząć się nawigacji z kompasem, w dzień, w nocy, we mgle, na stromych zboczach, na bagnach (ale te w tym kraju są wszędzie, więc to nie nowość). Przez dwa dni zdążyłam się utaplać w błocie bardziej niż kiedykolwiek a jednocześnie w niedzielę okazało się, że przyszło lato i nawet się trochę opaliłam na twarzy.
W przyszły weekend, długi, znaczy trzydniowy spadamy do Walii, więc nas nie ma. Mieliśmy jechać ze znajomymi do Kerry zdobywać najwyższy szczyt Irlandii, ale znajomi są tak samo narwani jak my, więc w ciągu 15 minut zmieniliśmy plany :)
W raz z końcem zimy udało mi się skończyć szal. Źródło tutaj
Poza tym u nas dobrze. Weekend spędziliśmy w górach, ucząć się nawigacji z kompasem, w dzień, w nocy, we mgle, na stromych zboczach, na bagnach (ale te w tym kraju są wszędzie, więc to nie nowość). Przez dwa dni zdążyłam się utaplać w błocie bardziej niż kiedykolwiek a jednocześnie w niedzielę okazało się, że przyszło lato i nawet się trochę opaliłam na twarzy.
W przyszły weekend, długi, znaczy trzydniowy spadamy do Walii, więc nas nie ma. Mieliśmy jechać ze znajomymi do Kerry zdobywać najwyższy szczyt Irlandii, ale znajomi są tak samo narwani jak my, więc w ciągu 15 minut zmieniliśmy plany :)
niedziela, 1 stycznia 2012
Muminkowy Nowy Rok
piątek, 16 grudnia 2011
Nowe coś na przechowywanie różnych różności :)
piątek, 25 listopada 2011
Miałam swoje pierwsze spotkanie z Narciarzami. Takimi, o których mi opowiadano Historie. Wyglądało ono tak:
On: Dzień dobry, szukamy kurtki narciarskiej.
Ja: Dobrze, a jakiej konkretnie?
On: Czerwonej.
To prawie tak samo jak "Chcę kupić laptopa. Ma być czerwony."
Nie sądziłam, że to powiem, ale naprawdę wolę "Jadę na Kilimandżaro/Mount Everest Base Camp/trekking w Azji/w Andy/na pustynię w Jordanii - czego ja tam właściwie będę potrzebował???"
Zawsze mam ochotę powiedzieć, że osobistego asystenta, proszę mnie spakować do walizki.
Z cyklu "bezcenne": przychodzi klient walczyć o coś (po 4miesiącach od zakupu, bezpodstawnie). Conor mu powtarza, że nic się nie da zrobić, facet, że przecież, ale, coś tam. Conor to samo. Facet swoje, Conor swoje. Po dobrych dwudziestu minutach (zdążyłam sobie pójść i wrócić) facet mówi, że chciałby jednak porozmawiać z menadżerem. Conor "Oczywiście, nie ma problemu. To ja"
Z cyklu "zamorduję": babka kazała mi zdjąć kurtkę rozmiaru S z manekina (podczas gdy inne rozmiary wisiały na wieszaku) po czym wzięła ją do ręki i stwierdziła, jest w sumie to myślała, że jest lżejsza i jest za ciężka na granie w golfa.... Ale ma taki ładny kolor...
Poza tym fascynuje mnie fakt, że ktoś ze Stanów robi zakupy na naszej stronie internetowej... Poprzednim razem ktoś kupił zapalniczkę Zippo (produkowaną w Stanach, jak mi powiedziano), za zapalniczkę zapłacił 20 euro, za przesyłkę 80. Tym razem ktoś kupił czapkę firmy na 100% amerykańskiej. 18 euro za czapkę z daszkiem. 70 za przesyłkę. Czy ktoś mi może wyjaśnić o co chodzi?
A z cyklu ludzi nie myślących dzisiaj miałam zestaw ciekawych przypadków na drodze. Do tego stopnia, że ja, zawsze spokojna i cierpliwa, klnęłam, a nawet użyłam klaksonu. No bo, ja przepraszam, ale jak można ustawić się na wewnętrznym pasie (prawy), który idzie prosto (lewy idzie w prosto i w lewo) a potem spokojnie, bez migacza zacząć skręcać w lewo? O innych kierowcach dzisiejszego dnia nie wspomnę...
Mam nadzieję, że Gaia nie zmieniła zdania i zamierza się u nas zatrzymać we wtorek, bo dla niej niespodziankę, z której nawet Melon się ucieszy, bo też się załapie ;)
Za oknem dziwna jesień, przeplatana deszczem i słońcem, ciepła i wietrzna, z kolorami granatu i złota. Śniegu chyba jednak nie będzie.
Powoli planujemy przyszłoroczne wyprawy. Na razie mamy ileś różnych planów i znajomi podsuwają nam coraz ciekawsze propozycje :) Od północy do południa, ja jeszcze sama mam nadzieję na najwyższe szczyty Europy :) Teraz tylko trzeba się zdecydować :)
On: Dzień dobry, szukamy kurtki narciarskiej.
Ja: Dobrze, a jakiej konkretnie?
On: Czerwonej.
To prawie tak samo jak "Chcę kupić laptopa. Ma być czerwony."
Nie sądziłam, że to powiem, ale naprawdę wolę "Jadę na Kilimandżaro/Mount Everest Base Camp/trekking w Azji/w Andy/na pustynię w Jordanii - czego ja tam właściwie będę potrzebował???"
Zawsze mam ochotę powiedzieć, że osobistego asystenta, proszę mnie spakować do walizki.
Z cyklu "bezcenne": przychodzi klient walczyć o coś (po 4miesiącach od zakupu, bezpodstawnie). Conor mu powtarza, że nic się nie da zrobić, facet, że przecież, ale, coś tam. Conor to samo. Facet swoje, Conor swoje. Po dobrych dwudziestu minutach (zdążyłam sobie pójść i wrócić) facet mówi, że chciałby jednak porozmawiać z menadżerem. Conor "Oczywiście, nie ma problemu. To ja"
Z cyklu "zamorduję": babka kazała mi zdjąć kurtkę rozmiaru S z manekina (podczas gdy inne rozmiary wisiały na wieszaku) po czym wzięła ją do ręki i stwierdziła, jest w sumie to myślała, że jest lżejsza i jest za ciężka na granie w golfa.... Ale ma taki ładny kolor...
Poza tym fascynuje mnie fakt, że ktoś ze Stanów robi zakupy na naszej stronie internetowej... Poprzednim razem ktoś kupił zapalniczkę Zippo (produkowaną w Stanach, jak mi powiedziano), za zapalniczkę zapłacił 20 euro, za przesyłkę 80. Tym razem ktoś kupił czapkę firmy na 100% amerykańskiej. 18 euro za czapkę z daszkiem. 70 za przesyłkę. Czy ktoś mi może wyjaśnić o co chodzi?
A z cyklu ludzi nie myślących dzisiaj miałam zestaw ciekawych przypadków na drodze. Do tego stopnia, że ja, zawsze spokojna i cierpliwa, klnęłam, a nawet użyłam klaksonu. No bo, ja przepraszam, ale jak można ustawić się na wewnętrznym pasie (prawy), który idzie prosto (lewy idzie w prosto i w lewo) a potem spokojnie, bez migacza zacząć skręcać w lewo? O innych kierowcach dzisiejszego dnia nie wspomnę...
Mam nadzieję, że Gaia nie zmieniła zdania i zamierza się u nas zatrzymać we wtorek, bo dla niej niespodziankę, z której nawet Melon się ucieszy, bo też się załapie ;)
Za oknem dziwna jesień, przeplatana deszczem i słońcem, ciepła i wietrzna, z kolorami granatu i złota. Śniegu chyba jednak nie będzie.
Powoli planujemy przyszłoroczne wyprawy. Na razie mamy ileś różnych planów i znajomi podsuwają nam coraz ciekawsze propozycje :) Od północy do południa, ja jeszcze sama mam nadzieję na najwyższe szczyty Europy :) Teraz tylko trzeba się zdecydować :)
czwartek, 6 października 2011
Żyjemy
Mam wrażenie, że kiedyś już napisałam notkę o identycznym tytule. Po podobnie długiej przerwie.
Mamy się dobrze. Tylko jakoś czasu brak, a jak nawet trochę jest, to zawsze jest coś innego do zrobienia. Czyli w skrócie:
- zrobiliśmy kurs instruktorów wspinaczki skałkowej, teraz staż, za pół roku egzamin.
- zmieniam pracę,
- w następną sobotę jedziemy w Alpy na wakacje, znaczy wspinać się i łazić
- było fajnie i ciepło przez ostatni tydzień września
- teraz jest paskudnie zimno i wieje
- zepsułam zakwas, znaczy sam się zepsuł, głupi
- goście są fajni, zapraszamy częściej :)
- Irlandczycy są przerażeni wizją śniegu, który zapowiadają na koniec września (o tym szerzej kiedy indziej)
- zaatakował mnie dzisiaj bilbord wyborczy (tutaj też są wybory), taki ze słupa na lekkiej dykcie, roztrzaskał mi się na kierownicy roweru,
- pracuję z człowiekiem, któremu do Korony Ziemi brakuje tylko Góry Kościuszki!!!
Poza tym, zdjęcia z Goli, wszystkie są tutaj


A więcej zdjęć z Tall Ships Races 2011 jest tu
Ps. Mam wrażenie, że zaczęłam prowadzić bardziej fotobloga....
Mamy się dobrze. Tylko jakoś czasu brak, a jak nawet trochę jest, to zawsze jest coś innego do zrobienia. Czyli w skrócie:
- zrobiliśmy kurs instruktorów wspinaczki skałkowej, teraz staż, za pół roku egzamin.
- zmieniam pracę,
- w następną sobotę jedziemy w Alpy na wakacje, znaczy wspinać się i łazić
- było fajnie i ciepło przez ostatni tydzień września
- teraz jest paskudnie zimno i wieje
- zepsułam zakwas, znaczy sam się zepsuł, głupi
- goście są fajni, zapraszamy częściej :)
- Irlandczycy są przerażeni wizją śniegu, który zapowiadają na koniec września (o tym szerzej kiedy indziej)
- zaatakował mnie dzisiaj bilbord wyborczy (tutaj też są wybory), taki ze słupa na lekkiej dykcie, roztrzaskał mi się na kierownicy roweru,
- pracuję z człowiekiem, któremu do Korony Ziemi brakuje tylko Góry Kościuszki!!!
Poza tym, zdjęcia z Goli, wszystkie są tutaj


A więcej zdjęć z Tall Ships Races 2011 jest tu
Ps. Mam wrażenie, że zaczęłam prowadzić bardziej fotobloga....
wtorek, 23 sierpnia 2011
Pralinki
Dawno nic nie robiłam, poza chlebem ;)
Teraz kombinuję jakby tu zrobić malinowe nadzienie...
Przepis stąd, polecam. Nie zgodzę się co prawda, że z porcji wychodzi 10 sztuk, bo mi z podwójnej (serki są sprzedawane po 250g) wyszło ... 60? Zaraz, tacka ma 15 sztuk, dwie takie i dwie takie... tego było aż tyle??? Niesamowite.... ;)
Teraz kombinuję jakby tu zrobić malinowe nadzienie...
Przepis stąd, polecam. Nie zgodzę się co prawda, że z porcji wychodzi 10 sztuk, bo mi z podwójnej (serki są sprzedawane po 250g) wyszło ... 60? Zaraz, tacka ma 15 sztuk, dwie takie i dwie takie... tego było aż tyle??? Niesamowite.... ;)
wtorek, 12 lipca 2011
Ile waży szczęście III
Ostatnie doświadczenia dowodzą, że szczęście, po odrzuceniu prawie wszystkich ubrań i zakładając 2l wody na osobę + prowiant na 2 dni, waży łącznie jakieś 45kg.
Szczęśliwie marsz zakładał tylko 5 km i był względnie w płaskim terenie. Obozowisko w środku gór, w dolinie nad rzeką, owce, skały, meszki. Było cudownie. Z wyjątkiem meszek (których ilości były absolutnie nie do zniesienia) ;)
Szczęśliwie marsz zakładał tylko 5 km i był względnie w płaskim terenie. Obozowisko w środku gór, w dolinie nad rzeką, owce, skały, meszki. Było cudownie. Z wyjątkiem meszek (których ilości były absolutnie nie do zniesienia) ;)
piątek, 24 czerwca 2011
Ile waży szczęście II
Subskrybuj:
Posty (Atom)

