Oficjalnie oświadczam, że nasza przygoda z Norwegią wkrótce się zakończy. Przynajmniej tymczasowo. Co nie oznacza, że wracamy do Polski. To byłoby dla nas za proste ;)
Firma Piotra przenosi część pracowników do... Dublina. Przenosi się Litwin, Brazylijczyk, Chińczyk i dwóch Polaków. Tylko Roman trochę później. Nie wiem na ile. Nie planujemy, bo nie ma po co. Nie odpowiadamy na pytania co dalej. Wyjdzie w praniu. Prędzej czy później.
Do końca lutego będziemy w Irlandii. Mamy sporo ubrań, dwa rowery, narty, garnki, sprzęt kuchenny, odkurzacz, wieżę i wiele innych niezbędnych rzeczy jak hełm i miecz czy kwitnący kwiatek i świeczuszki. Na szczęście firma organizuje kontener. Nie wiem jak, gdzie i kiedy, ale słowo "kontener" mnie uspokaja. Wydaje się być wystarczająco przestronne.
Z "In the middle of Nowhere" do "Krainy Deszczowców". Z "Krainy Deszczowców" do ... to się jeszcze okaże :)
A z innych nowości - jakbyście nie wiedzieli, to mała, niepozorna. zapalona lampka w bagażniku zostawiona na 3 dni, też jest w stanie rozładować akumulator. Całkiem skutecznie.
czwartek, 28 stycznia 2010
Oto nowe przedsięwzięcie, haftowanie me zajęcie....
Stairway to hell...
czyli parę słów prawdy ;)
"Dungeons and Dragons is one of Satan's sneakiest tactics, leading a long parade of unsuspecting souls down the stairway to hell."
"How did the demons get in him? Through the D & D. That's the ultimate (but well hidden) purpose of the "game." When a player begins worshipping a new deity (Satan) and asking help of characters in the game (demons), they are doing exactly what out-and-out Satan worshipers do, they just don't realize it."
"Literally millions of young people are unknowingly participating in genuine occult practices and opening the doors for demons to enter their bodies through this seemingly innocent game."
Ciekawskich odsyłam tutaj i tutaj.
Bawcie się dobrze :)
W Bergen pogoda wybitnie sztormowa. Plucha, pochmurno, pada deszcz, śnieg topnieje, wilgotno i wieje. Wieczorem wyszłam z domu na chwilę. Zapomniałam zabrać raków...
Właściwie to nie rozumiem narzekań nadsyłanych z Polski, że jest zimno. Generalnie jak było -15 st, to było mi cieplej niż jest teraz jak jest 0 st. Wtedy nie wiało, świeciło piękne słońce i człowiek aż chciał żyć. A wiedząc, że jest mróz ubierał się odpowiednio mając w dupie całą modę czy inne wymysły. A teraz mrozu nie ma, więc olałam takie pierdoły jak getry pod spodniami, więc nic dziwnego, że zmarzłam. Zwłaszcza, że jakimś sztormem z nad morza zawiewa, a w końcu morze tutaj jest wszędzie dookoła. Najbliższe jest pół km od nas, na południowy zachód, mimo że główny port jest 7 km na północny zachód.
Ale z drugiej strony... mam ciepłe mieszkanko w piwnicy, gdzie utrzymanie temperatury 25st nie jest problemem. A zima tylko wtedy jest przyjemna jak człowiek nie marznie w domu lub w pracy.
EDIT, godz. 2.30
Środek nocy. Mąż śpi. Cisza. Uchylone okno. Siedzicie przodem do niego pisząc na komputerze. Nagle kątem oka widzicie jakiś ruch za oknem. W ułamku sekundy w oknie pojawia się głowa kota (białego, w końcu to odpowiedni zimowy kamuflaż), kot mówi ciche "Miiauuu" po czym znika. Wtapiając się w ścieżkę zasypaną świeżym śniegiem.
"Dungeons and Dragons is one of Satan's sneakiest tactics, leading a long parade of unsuspecting souls down the stairway to hell."
"How did the demons get in him? Through the D & D. That's the ultimate (but well hidden) purpose of the "game." When a player begins worshipping a new deity (Satan) and asking help of characters in the game (demons), they are doing exactly what out-and-out Satan worshipers do, they just don't realize it."
"Literally millions of young people are unknowingly participating in genuine occult practices and opening the doors for demons to enter their bodies through this seemingly innocent game."
Ciekawskich odsyłam tutaj i tutaj.
Bawcie się dobrze :)
W Bergen pogoda wybitnie sztormowa. Plucha, pochmurno, pada deszcz, śnieg topnieje, wilgotno i wieje. Wieczorem wyszłam z domu na chwilę. Zapomniałam zabrać raków...
Właściwie to nie rozumiem narzekań nadsyłanych z Polski, że jest zimno. Generalnie jak było -15 st, to było mi cieplej niż jest teraz jak jest 0 st. Wtedy nie wiało, świeciło piękne słońce i człowiek aż chciał żyć. A wiedząc, że jest mróz ubierał się odpowiednio mając w dupie całą modę czy inne wymysły. A teraz mrozu nie ma, więc olałam takie pierdoły jak getry pod spodniami, więc nic dziwnego, że zmarzłam. Zwłaszcza, że jakimś sztormem z nad morza zawiewa, a w końcu morze tutaj jest wszędzie dookoła. Najbliższe jest pół km od nas, na południowy zachód, mimo że główny port jest 7 km na północny zachód.
Ale z drugiej strony... mam ciepłe mieszkanko w piwnicy, gdzie utrzymanie temperatury 25st nie jest problemem. A zima tylko wtedy jest przyjemna jak człowiek nie marznie w domu lub w pracy.
EDIT, godz. 2.30
Środek nocy. Mąż śpi. Cisza. Uchylone okno. Siedzicie przodem do niego pisząc na komputerze. Nagle kątem oka widzicie jakiś ruch za oknem. W ułamku sekundy w oknie pojawia się głowa kota (białego, w końcu to odpowiedni zimowy kamuflaż), kot mówi ciche "Miiauuu" po czym znika. Wtapiając się w ścieżkę zasypaną świeżym śniegiem.
środa, 27 stycznia 2010
Czwarta nad ranem....
... może sen przyjdzie.
Może mnie odwiedzisz...
Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem.
Tak cicho, żeby nie zbudzić sąsiadów.
Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie.
Myślałby kto, że rodem z Manhattanu...
(zaraz) Już piąta.
Może sen przyjdzie.
Może mnie odwiedzisz.
Może mnie odwiedzisz...
Śpiewamy bluesa, bo czwarta nad ranem.
Tak cicho, żeby nie zbudzić sąsiadów.
Czajnik z gwizdkiem świruje na gazie.
Myślałby kto, że rodem z Manhattanu...
(zaraz) Już piąta.
Może sen przyjdzie.
Może mnie odwiedzisz.
piątek, 22 stycznia 2010
Le Mhrrau....
godz. 8.40. Zaczęłam dostrzegać świat za oknem. Nie dlatego, że dopiero otworzyłam oczy, o nie nie, moje patrzałki męczą się już od 7.15 (w związku z wizytą hydraulików u właścicieli i u nas, którzy mieli być o 7.30 a przyszli oczywiście o 8.15). Chodzi o to, że dopiero teraz świat zaczyna się wynurzać z odmętów ciemności. Powoli, powoli.
Wiecie, że 5 osób może wypić prawie kilogram kawy w ciągu tygodnia? Dzisiaj skończyłam mój zapas Astry, a że przyrządzam ją teraz z innymi przyprawami i jest przepyszna, to mam ochotę na jeszcze. A tu nie ma...
Ptaki za oknem ćwierkają, jakby wiosna szła. Ale z drugiej strony w grudniu jak było -13 st ćwierkały tak samo, więc może te norweskie tak mają.
A w ogóle to zaczynam odczuwać zapotrzebowanie na... magla. Nie jestem pewna czy ta profesja jeszcze w ogóle istnieje. Ale raz w życiu próbowała wyprasować prześcieradło na desce do prasowania. Tak, miała schizę na gładkie prześcieradło, czasami miewam takie przebłyski samobójcze. Mniej więcej raz na pół roku rzucam się wyprasować Piotrowi koszulki po praniu, ale mniej więcej po 10 minutach przypominam sobie jak bardzo ja nienawidzę tej pracy domowej. Anyway - deska do prasowania zupełnie nie nadaje się dla prześcieradeł. Tym bardziej, że teraz posiadamy również takie o wymiarach 2,20 na 2,40...
Jeden wielki zieeeeeeew.
Wiecie, że 5 osób może wypić prawie kilogram kawy w ciągu tygodnia? Dzisiaj skończyłam mój zapas Astry, a że przyrządzam ją teraz z innymi przyprawami i jest przepyszna, to mam ochotę na jeszcze. A tu nie ma...
Ptaki za oknem ćwierkają, jakby wiosna szła. Ale z drugiej strony w grudniu jak było -13 st ćwierkały tak samo, więc może te norweskie tak mają.
A w ogóle to zaczynam odczuwać zapotrzebowanie na... magla. Nie jestem pewna czy ta profesja jeszcze w ogóle istnieje. Ale raz w życiu próbowała wyprasować prześcieradło na desce do prasowania. Tak, miała schizę na gładkie prześcieradło, czasami miewam takie przebłyski samobójcze. Mniej więcej raz na pół roku rzucam się wyprasować Piotrowi koszulki po praniu, ale mniej więcej po 10 minutach przypominam sobie jak bardzo ja nienawidzę tej pracy domowej. Anyway - deska do prasowania zupełnie nie nadaje się dla prześcieradeł. Tym bardziej, że teraz posiadamy również takie o wymiarach 2,20 na 2,40...
Jeden wielki zieeeeeeew.
wtorek, 19 stycznia 2010
Drobne frustracje.
Ustalmy fakty.
Po pierwsze: powinnam wyjść z domu dawno temu. Ot, nowość.
Po drugie: idziemy do kina na 18.30. Miałam połazić po sklepach zanim mąż mój skończy pracę, a czyni to teoretycznie o 17.
Po trzecie: wyjście do kina oraz znaczne ocieplenie spowodowało, że wymyśliłam sobie, że jest okazja, żeby ubrać się wreszcie inaczej niż tylko przeciwdeszczowo i przeciwwietrznie od stóp do głów. Prognoza pogody od kilku dni głosiła, że we wtorek ma być słonecznie. Ucieszyłam się, zasnęłam z planami krótkiej pseudowojskowej spódniczki i glanów, bo nie chciało mi się w kozakach na obcasie latać po sklepach.
.... No więc.... wstałam. Spojrzałam za okno. Zrobiłam sobie kawę, aby chwilowo zająć się czymś innym. I tak siedzę sobie od dłuższego czasu patrząc to na monitor z prognozą pogody, to za okno. Bo na yr.no twierdzi, że aktualnie w Bergen jest bezchmurne niebo i słońce. Okno natomiast twierdzi, że są wyjątkowo niskie chmury, mgła i pada deszcz. Oczywiście nadal jest biało, bo taka ilość śniegu tak łatwo nie stopnieje. Nawet makijaż się boję zrobić przy takiej wilgoci w powietrzu...
Co ciekawe, jutro podobno też ma być słońce...
Po pierwsze: powinnam wyjść z domu dawno temu. Ot, nowość.
Po drugie: idziemy do kina na 18.30. Miałam połazić po sklepach zanim mąż mój skończy pracę, a czyni to teoretycznie o 17.
Po trzecie: wyjście do kina oraz znaczne ocieplenie spowodowało, że wymyśliłam sobie, że jest okazja, żeby ubrać się wreszcie inaczej niż tylko przeciwdeszczowo i przeciwwietrznie od stóp do głów. Prognoza pogody od kilku dni głosiła, że we wtorek ma być słonecznie. Ucieszyłam się, zasnęłam z planami krótkiej pseudowojskowej spódniczki i glanów, bo nie chciało mi się w kozakach na obcasie latać po sklepach.
.... No więc.... wstałam. Spojrzałam za okno. Zrobiłam sobie kawę, aby chwilowo zająć się czymś innym. I tak siedzę sobie od dłuższego czasu patrząc to na monitor z prognozą pogody, to za okno. Bo na yr.no twierdzi, że aktualnie w Bergen jest bezchmurne niebo i słońce. Okno natomiast twierdzi, że są wyjątkowo niskie chmury, mgła i pada deszcz. Oczywiście nadal jest biało, bo taka ilość śniegu tak łatwo nie stopnieje. Nawet makijaż się boję zrobić przy takiej wilgoci w powietrzu...
Co ciekawe, jutro podobno też ma być słońce...
piątek, 15 stycznia 2010
Zdjęcia, smog i zakazy.
Październikowa wycieczka na południe Norwegii, do Haugesund do Jara, wreszcie opublikowana.
Grudniowa wycieczka po górach po okolicach Bergen również. Wtedy po raz pierwszy będąc w górach widziałam jak słońce zachodzi za taflę morza ;)
W Bergen trwa stan ostrzeżenia przed smogiem, ponieważ w związku z utrzymującą się od dłuższego czasu inwersją temperatur, (podobno) nad miastem zalega powietrze pełne szkodliwych substancji. Podobno, ponieważ nie jest to jakoś specjalnie odczuwalne. Znaczy świeci słońce, ptaszki śpiewają, a spacer nie powoduje nagłego ataku kaszlu. Faktem jest, że widać, jak po najniższych partiach doliny (a my jesteśmy trochę wyżej) snuje się mgła, no i zdecydowanie nie nazwałabym tego przejrzystym powietrzem... Ale żebyśmy od razu byli w tej chwili najbardziej skażonym miastem Europy??? (Przynajmniej mgła jest całkiem fotogeniczna ;))
W każdym razie w związku z panującym zagrożeniem władze miasta podjęły odpowiednie działania mające na celu ograniczenie ruchu samochodowego w mieście (bo z domami opalanymi drewnem to raczej niewiele są w stanie zrobić). Mianowicie: wszystkie prywatne miejsca parkingowe w centrum zostają tymczasowo zlikwidowane, na parkingach (zazwyczaj podziemnych) będzie dostępna tylko połowa miejsc, a ponadto ... w dni parzyste miesiąca do centrum mogą wjeżdżać samochody o numerze rejestracyjnym kończącym się cyfrą parzystą, a w dni nieparzyste - nieparzystą. Aby było śmieszniej... numer naszego samochodu kończy się... lirerą "K" :) Ale i tak nie jeździmy nim zbyt często do centrum, bo trzeba przejechać przez bramki - w końcu wjazd do centrum jest płatny. Ponadto trzeba też płacić za parking, bo wszędzie jest strefa. Autobus wychodzi taniej, zwłaszcza że z miejsca gdzie mieszkamy mamy całkiem sporo linii.
Aby chwilowo choć trochę się oderwać od wielkich śniegów ;)

Grudniowa wycieczka po górach po okolicach Bergen również. Wtedy po raz pierwszy będąc w górach widziałam jak słońce zachodzi za taflę morza ;)
W Bergen trwa stan ostrzeżenia przed smogiem, ponieważ w związku z utrzymującą się od dłuższego czasu inwersją temperatur, (podobno) nad miastem zalega powietrze pełne szkodliwych substancji. Podobno, ponieważ nie jest to jakoś specjalnie odczuwalne. Znaczy świeci słońce, ptaszki śpiewają, a spacer nie powoduje nagłego ataku kaszlu. Faktem jest, że widać, jak po najniższych partiach doliny (a my jesteśmy trochę wyżej) snuje się mgła, no i zdecydowanie nie nazwałabym tego przejrzystym powietrzem... Ale żebyśmy od razu byli w tej chwili najbardziej skażonym miastem Europy??? (Przynajmniej mgła jest całkiem fotogeniczna ;))
W każdym razie w związku z panującym zagrożeniem władze miasta podjęły odpowiednie działania mające na celu ograniczenie ruchu samochodowego w mieście (bo z domami opalanymi drewnem to raczej niewiele są w stanie zrobić). Mianowicie: wszystkie prywatne miejsca parkingowe w centrum zostają tymczasowo zlikwidowane, na parkingach (zazwyczaj podziemnych) będzie dostępna tylko połowa miejsc, a ponadto ... w dni parzyste miesiąca do centrum mogą wjeżdżać samochody o numerze rejestracyjnym kończącym się cyfrą parzystą, a w dni nieparzyste - nieparzystą. Aby było śmieszniej... numer naszego samochodu kończy się... lirerą "K" :) Ale i tak nie jeździmy nim zbyt często do centrum, bo trzeba przejechać przez bramki - w końcu wjazd do centrum jest płatny. Ponadto trzeba też płacić za parking, bo wszędzie jest strefa. Autobus wychodzi taniej, zwłaszcza że z miejsca gdzie mieszkamy mamy całkiem sporo linii.
Aby chwilowo choć trochę się oderwać od wielkich śniegów ;)

środa, 13 stycznia 2010
Matt vs. Baterie
Dla wszystkich narzekających na śnieg zalegający na chodnikach w Polsce. Śnieg w Bergen spadł 19 grudnia i leży do tej pory. Śnieg z chodników zniknął po Nowym Roku. Znam 4 osoby, które osobiście zaciągnęłam na pieszą wycieczkę do sklepu, mogące zaświadczyć, jak fatalnie się chodziło.
Zniknął, znaczy został zepchnięty pługiem/łopatą i koparką ładowany na wywrotki, które z kolei wywiozły go w siną dal. Z chodników, znaczy z części teoretycznie uważanej za główne chodniki. To znaczy, że na przystanek już da się przejść normalnie, do sklepu Safari jest dalej trudno, a mniejsze uliczki w centrum Bergen pokrywa warstwa ubitego śniegu pokrytego na powierzchni warstwą lodu.
Inna sprawa, że Norwedzy tej chwili chodzą głównie w porządnych burach z goretexem i antypoślizgową podeszwą. Samobójców na obcasach nie widziałam, co oczywiście nie jest dowodem, że nie istnieją.
Dla kontrastu dodam również, że dzisiaj Karen, żona Matta, uświadomiła mi, że niektóre chodniki w centrum są.... podgrzewane. Jako niedowiarek oczywiście musiałam dotknąć. SĄ. Owszem, zastanowiło mnie dlaczego niektóre chodniki są suche, bez śniegu, błota czy lodu. Ale ogrzewanie nie przyszło mi do głowy jako rozwiązanie zagadki.
Oczywiście ma to swoje dobre strony. Np. kiedy mała Ronja (dwuletnia córka wcześniej wspomnianych) postanowiła okazać swoje niezadowolenie spowodowane byciem wyniesioną pod pachą z księgarni poprzez tarzanie się po chodniku.
W zeszłą niedzielę poszliśmy z Mattem w góry. Wykazałam się szczytem inteligencji zabierając ze sobą aparat i obiektywy, ale zapominając o takim drobiazgu jak karta pamięci. Jak tylko zaczęłam się na górze nad sobą użalać, Matt wyciągnął swój aparat ze słowami "O, jaki ładny widok, chyba zrobię zdjęcie". Jak wiadomo, (czasami) jest sprawiedliwość na tym świecie, więc długo tych zdjęć nie porobił, ponieważ rozładowały mu się baterie. Ale miał zapasowe, więc oczywiście natychmiast je wymienił. Okazało się jednak, że aparat nie działa. Zrzuciwszy na zimno, stare baterie czy inne chochliki schował aparat do plecaka i nie denerwował mnie więcej.
A lato było piękne tego roku... Znaczy się zima. Widoki również :)
Anyway, jak już zeszliśmy z gór, tudzież miejscami zjechaliśmy na naszych tyłkach przy pomocy plastikowych jabłuszek, usiedliśmy na przystanku i czekaliśmy na autobus, Matt wyciągnął aparat. Otworzył pojemnik na baterie. Popatrzył. Przełożył baterie tak, żeby jednak były plusem do plusa i minusem do minusa. Uruchomił aparat. Wyobrażacie sobie moją satysfakcję malującą się na twarzy?
Oczywiście, jak już dojechaliśmy do ich mieszkania posiedzieć jeszcze z całą trójką, była to jedna z pierwszych historii dnia opowiedzianych jego żonie :)
Zniknął, znaczy został zepchnięty pługiem/łopatą i koparką ładowany na wywrotki, które z kolei wywiozły go w siną dal. Z chodników, znaczy z części teoretycznie uważanej za główne chodniki. To znaczy, że na przystanek już da się przejść normalnie, do sklepu Safari jest dalej trudno, a mniejsze uliczki w centrum Bergen pokrywa warstwa ubitego śniegu pokrytego na powierzchni warstwą lodu.
Inna sprawa, że Norwedzy tej chwili chodzą głównie w porządnych burach z goretexem i antypoślizgową podeszwą. Samobójców na obcasach nie widziałam, co oczywiście nie jest dowodem, że nie istnieją.
Dla kontrastu dodam również, że dzisiaj Karen, żona Matta, uświadomiła mi, że niektóre chodniki w centrum są.... podgrzewane. Jako niedowiarek oczywiście musiałam dotknąć. SĄ. Owszem, zastanowiło mnie dlaczego niektóre chodniki są suche, bez śniegu, błota czy lodu. Ale ogrzewanie nie przyszło mi do głowy jako rozwiązanie zagadki.
Oczywiście ma to swoje dobre strony. Np. kiedy mała Ronja (dwuletnia córka wcześniej wspomnianych) postanowiła okazać swoje niezadowolenie spowodowane byciem wyniesioną pod pachą z księgarni poprzez tarzanie się po chodniku.
W zeszłą niedzielę poszliśmy z Mattem w góry. Wykazałam się szczytem inteligencji zabierając ze sobą aparat i obiektywy, ale zapominając o takim drobiazgu jak karta pamięci. Jak tylko zaczęłam się na górze nad sobą użalać, Matt wyciągnął swój aparat ze słowami "O, jaki ładny widok, chyba zrobię zdjęcie". Jak wiadomo, (czasami) jest sprawiedliwość na tym świecie, więc długo tych zdjęć nie porobił, ponieważ rozładowały mu się baterie. Ale miał zapasowe, więc oczywiście natychmiast je wymienił. Okazało się jednak, że aparat nie działa. Zrzuciwszy na zimno, stare baterie czy inne chochliki schował aparat do plecaka i nie denerwował mnie więcej.
A lato było piękne tego roku... Znaczy się zima. Widoki również :)
Anyway, jak już zeszliśmy z gór, tudzież miejscami zjechaliśmy na naszych tyłkach przy pomocy plastikowych jabłuszek, usiedliśmy na przystanku i czekaliśmy na autobus, Matt wyciągnął aparat. Otworzył pojemnik na baterie. Popatrzył. Przełożył baterie tak, żeby jednak były plusem do plusa i minusem do minusa. Uruchomił aparat. Wyobrażacie sobie moją satysfakcję malującą się na twarzy?
Oczywiście, jak już dojechaliśmy do ich mieszkania posiedzieć jeszcze z całą trójką, była to jedna z pierwszych historii dnia opowiedzianych jego żonie :)
wtorek, 12 stycznia 2010
Uderz w politykę.
Zaczęrpnięte od Mari. Zasada jest prosta: wrzucasz całą muzykę jaką masz na dysku i losujesz piosenki przy pomocy "DJ Winamp" :) Tytuły wpisujesz jako odpowiedzi na pytania.
1. If someone says, “Is this okay?” You say?
Valamon Kirkonkellot
2. How would you describe yourself?
Alleluia, Noli flere Maria
3. What do you like in a guy/girl?
Bog An Lochain Strathspey and Reels
4. How do you feel today?
Danger Zone (:D)
5. What is your life’s purpose?
Harmageddon (well...)
6. What's your motto?
Piosenka zauroczonego
7. What do your friends think of you?
Lets Get It On
8. What do you think of your parents?
Implant
9. What do you think about very often?
Numb-Encore
10. What is 2 + 2?
Jak się masz, Kochanie
11. What do you think of your best friend?
Good God
12. What do you think of the person you like?
Valravnen
13. What is your life story?
Salvation (..........)
14. What do you want to be when you grow up?
Infinite Dreams
15. What do you think of when you see the person you like?
Leave it behind
16. What will you dance to at your wedding?
You are not alone
17. What will they play at your funeral?
Ja Stawiam
18. What is your biggest fear?
Attitude
19. What is your biggest secret?
Bad Seed
20. What will you post this as?
Uderz w politykę
Hmm.... Czyli wychodzi, że powinnam zbawić świat poprzez armagedon? Przemyślę ;)
1. If someone says, “Is this okay?” You say?
Valamon Kirkonkellot
2. How would you describe yourself?
Alleluia, Noli flere Maria
3. What do you like in a guy/girl?
Bog An Lochain Strathspey and Reels
4. How do you feel today?
Danger Zone (:D)
5. What is your life’s purpose?
Harmageddon (well...)
6. What's your motto?
Piosenka zauroczonego
7. What do your friends think of you?
Lets Get It On
8. What do you think of your parents?
Implant
9. What do you think about very often?
Numb-Encore
10. What is 2 + 2?
Jak się masz, Kochanie
11. What do you think of your best friend?
Good God
12. What do you think of the person you like?
Valravnen
13. What is your life story?
Salvation (..........)
14. What do you want to be when you grow up?
Infinite Dreams
15. What do you think of when you see the person you like?
Leave it behind
16. What will you dance to at your wedding?
You are not alone
17. What will they play at your funeral?
Ja Stawiam
18. What is your biggest fear?
Attitude
19. What is your biggest secret?
Bad Seed
20. What will you post this as?
Uderz w politykę
Hmm.... Czyli wychodzi, że powinnam zbawić świat poprzez armagedon? Przemyślę ;)
poniedziałek, 11 stycznia 2010
Mały przyjaciel
Dzisiaj były fajny dzień. Padam na pyszczek, albo klawiaturę jak kto woli, więc szczegóły jutro. Kilka efektów czajenia się w śniegu przy -13 stopniach :)
Mały przyjaciel:

Myślący przyjaciel (lub królik jak kto woli):

Zawstydzony przyjaciel:

"Nie myśl sobie, że tylko ty mnie możesz bezkarnie podglądać!"
Mały przyjaciel:

Myślący przyjaciel (lub królik jak kto woli):

Zawstydzony przyjaciel:

"Nie myśl sobie, że tylko ty mnie możesz bezkarnie podglądać!"
piątek, 8 stycznia 2010
Takie sobie zabawy
W związku z pewnymi kontrowersjami na temat wersji kolorystycznej zdjęcia, sepii i innych przedstawiam oto zdjęcie oryginalne. Żadnych modyfikacji, przeróbek czy czegokolwiek. Przesłona 4,0 czas 1/6 sek.

Oto proponowana wersja z wyciągniętym śniegiem. Dalsze wyciąganie powoduje przejście w kolorystykę czarno-białą.

Dla porównania wersja z poprzedniego postu.

Oraz wcześniejsza wersja czarno-biała.

I co myślicie tym razem?
Dzisiaj termometr w samochodzie twierdził, że jest -17st. Wybrałam się z polowaniem na ćwierkadełka. Wróciłam zmarznięta acz zadowolona ;)
Agata, Twoje nożyczki znalazłam w moim pudełku z przyborami do szycia.
Mamo, czekolada Wedla ze strzelającym cukrem, którą przysłałaś jest genialna :) I na dodatek za słodka dla mojego męża, więc cała moja ;)
A, zapomniałabym: jeżeli ktoś ma ochotę zobaczyć nasze mieszkanko i okolice to zapraszam do obejrzenia :)

Oto proponowana wersja z wyciągniętym śniegiem. Dalsze wyciąganie powoduje przejście w kolorystykę czarno-białą.

Dla porównania wersja z poprzedniego postu.

Oraz wcześniejsza wersja czarno-biała.

I co myślicie tym razem?
Dzisiaj termometr w samochodzie twierdził, że jest -17st. Wybrałam się z polowaniem na ćwierkadełka. Wróciłam zmarznięta acz zadowolona ;)
Agata, Twoje nożyczki znalazłam w moim pudełku z przyborami do szycia.
Mamo, czekolada Wedla ze strzelającym cukrem, którą przysłałaś jest genialna :) I na dodatek za słodka dla mojego męża, więc cała moja ;)
A, zapomniałabym: jeżeli ktoś ma ochotę zobaczyć nasze mieszkanko i okolice to zapraszam do obejrzenia :)
czwartek, 7 stycznia 2010
Pytanko
Dzisiaj, w mekkce dla fanów fantasy, RPG i innych nawiedzonych, zakupiłam "Krew Elfów" Sapkowskiego. W wersji angielskiej. W końcu czytanie ciągle tych samych książek nie rozwija. Ale czytanie ich w różnych językach już chyba tak, prawda? :)
W związku trudnością podjęcia decyzji, proszę o opinie na temat: lepsza wersja w kolorze czy czarno-biała?

W związku trudnością podjęcia decyzji, proszę o opinie na temat: lepsza wersja w kolorze czy czarno-biała?

Nostalgicznie
Nagle po 2 tygodniach pełnych wrażeń zrobiło się pusto. Piotr pracował do późna ostatnie dwa dni, co spotęgowało wrażenie samotności. Jutro wybieram się do muzeum, bo odkryłam, że studenci mają darmowe bilety a ja mam wciąż ważny ISIC ;) Znajoma Polka wybiera się ze mną :)
Dzisiejsza wyprawa do sklepu (samochodem, bo jechałam do Pakistańczyka) zabrała mi ponad 45 minut. Do sklepu jedzie się jakieś 5-6 minut w jedną stronę. Zakupy zajęły mi również nie więcej niż 5. Ale... temperatura spadła do -13, więc musiałam odskrobać samochód z zewnątrz, potem odskrobać go wewnątrz cały czas czekając aż silnik choć trochę się nagrzeje... Zaczął dmuchać ciepłem mniej więcej w połowie drogi powrotnej.
Ostatnie efekty wieszania Gimpa, czyli znajdź 10 różnic na zdjęciach :)
Dzisiejsza wyprawa do sklepu (samochodem, bo jechałam do Pakistańczyka) zabrała mi ponad 45 minut. Do sklepu jedzie się jakieś 5-6 minut w jedną stronę. Zakupy zajęły mi również nie więcej niż 5. Ale... temperatura spadła do -13, więc musiałam odskrobać samochód z zewnątrz, potem odskrobać go wewnątrz cały czas czekając aż silnik choć trochę się nagrzeje... Zaczął dmuchać ciepłem mniej więcej w połowie drogi powrotnej.
Ostatnie efekty wieszania Gimpa, czyli znajdź 10 różnic na zdjęciach :)
poniedziałek, 4 stycznia 2010
Wszystko co dobre...
... szybko się kończy, jak wiadomo od dawien dawna.
Jedni przyjaciele przyjechali na Święta. Pojechali. Zaraz po nich drudzy przyjaciele przyjechali na Sylwestra. Dzisiaj odwiozłam ich na lotnisko. Jednym i drugim dziękuję za wspólnie spędzone chwile. Za ciepło, uśmiech i zabawę. Za sen i bezsenność, ironię, troskę, wparcie i masaż. Za jelenia, pasztet z zająca i kiełbasę z dzika (tak, ja to powiedziałam, wiem, dziwne. Swoją drogą to dawno nie miałam takiego przeglądu dziczyzny ;). Nawet za wkładanie łap w wyrośnięty chleb ;)
Czas przestać siedzieć do późna w nocy, czyli idę spać. Zwłaszcza że muszę się zająć zdjęciami zanim jedni i drudzy mnie zaczną mordować. :*
Jedni przyjaciele przyjechali na Święta. Pojechali. Zaraz po nich drudzy przyjaciele przyjechali na Sylwestra. Dzisiaj odwiozłam ich na lotnisko. Jednym i drugim dziękuję za wspólnie spędzone chwile. Za ciepło, uśmiech i zabawę. Za sen i bezsenność, ironię, troskę, wparcie i masaż. Za jelenia, pasztet z zająca i kiełbasę z dzika (tak, ja to powiedziałam, wiem, dziwne. Swoją drogą to dawno nie miałam takiego przeglądu dziczyzny ;). Nawet za wkładanie łap w wyrośnięty chleb ;)
Czas przestać siedzieć do późna w nocy, czyli idę spać. Zwłaszcza że muszę się zająć zdjęciami zanim jedni i drudzy mnie zaczną mordować. :*
niedziela, 3 stycznia 2010
Posylwestrowo
Subskrybuj:
Posty (Atom)






