Październikowa wycieczka na południe Norwegii, do Haugesund do Jara, wreszcie
opublikowana.
Grudniowa wycieczka po górach po okolicach Bergen
również. Wtedy po raz pierwszy będąc w górach widziałam jak słońce zachodzi za taflę morza ;)
W Bergen trwa stan ostrzeżenia przed smogiem, ponieważ w związku z utrzymującą się od dłuższego czasu inwersją temperatur, (podobno) nad miastem zalega powietrze pełne szkodliwych substancji. Podobno, ponieważ nie jest to jakoś specjalnie odczuwalne. Znaczy świeci słońce, ptaszki śpiewają, a spacer nie powoduje nagłego ataku kaszlu. Faktem jest, że widać, jak po najniższych partiach doliny (a my jesteśmy trochę wyżej) snuje się mgła, no i zdecydowanie nie nazwałabym tego przejrzystym powietrzem... Ale żebyśmy od razu byli w tej chwili najbardziej skażonym miastem Europy??? (Przynajmniej mgła jest całkiem fotogeniczna ;))
W każdym razie w związku z panującym zagrożeniem władze miasta podjęły odpowiednie działania mające na celu ograniczenie ruchu samochodowego w mieście (bo z domami opalanymi drewnem to raczej niewiele są w stanie zrobić). Mianowicie: wszystkie prywatne miejsca parkingowe w centrum zostają tymczasowo zlikwidowane, na parkingach (zazwyczaj podziemnych) będzie dostępna tylko połowa miejsc, a ponadto ... w dni parzyste miesiąca do centrum mogą wjeżdżać samochody o numerze rejestracyjnym kończącym się cyfrą parzystą, a w dni nieparzyste - nieparzystą. Aby było śmieszniej... numer naszego samochodu kończy się... lirerą "K" :) Ale i tak nie jeździmy nim zbyt często do centrum, bo trzeba przejechać przez bramki - w końcu wjazd do centrum jest płatny. Ponadto trzeba też płacić za parking, bo wszędzie jest strefa. Autobus wychodzi taniej, zwłaszcza że z miejsca gdzie mieszkamy mamy całkiem sporo linii.
Aby chwilowo choć trochę się oderwać od wielkich śniegów ;)
