piątek, 17 grudnia 2010

Pierniczkowanie

Pierniczki pierwsze:



Pierniczki drugie wersja eksperyment:


Pierniczki drugie wersja podstawowa:








Wspominałam, że mam komputer w lukrze? ;)

Gość

Najwyraźniej goście walą do nas drzwiami i oknami. Tej pani dawno u nas nie było, pewnie przeszkadzał jej śnieg w ogrodzie. Wygląda na to, że stęskniła się za nami, bo nawet rozpłaszczyła nosek na szybie. Długo jednak w takiej pozycji nie wytrzymała ;)



czwartek, 16 grudnia 2010

Nie zając, nie ucieknie.

Miałam wklejać zdjęcia niespodzianki oraz wypieków. W dzień nie zdążyłam, bo opuściłam dom już spóźniona, wróciłam też spóźniona, bo zasiedziana wcześniej u Aśki i Gaji (co ja na to mogę, że dziewczyny mi dobrze na samopoczucie robią, zwłaszcza dzisiaj), więc tylko wpadłam do domu, herbata w termon i na ściankę. Na ściance znajomi Polacy w ilościach nie małych oraz umówione sweet-party, czyli co, kto ze sobą przytachał (ja pierniczki oczywiście :)). Powtórka w niedzielę, w końcu Wigilia ściankowa być musi ;)

Więc zdechłam, padłam i olałam. Zdjęcia nie zając, nie uciekną, wkleję jutro.
A teraz DOBRANOC.

Ps. Nadal zdrapuję lukier z komputera. Po dzisiejszych wyczynach kuchnia się lepi bardziej niż po zdobieniu pierników. A sąsiedzi mogli mnie znienawidzić. Życie. ;)

wtorek, 14 grudnia 2010

odwilż

Jakiś czas temu przyszła odwilż. Lodośnieg zaczął topnieć, chodniki stały się jeszcze większym lodowiskiem. Obecnie jest całkiem dobrze. Śmieciarka nadal do nas nie przyjechała, więc dzisiaj śmieci wyrzucałam na zasadzie delikatnego kładzenia ich na szczyt góry, tak żeby nie spowodować lawiny (a przynajmniej do czasu mojego zniknięcia z okolicy). Liczę, że przyjadą jutro, bo na koniec tygodnia zapowiadają silny arktyczny snowstorm i obawiam się, że sparaliżuje to miasto na następny tydzień. Mam nadzieję, że nie zamkną nam znowu ścianki wspinaczkowej!

środa, 8 grudnia 2010

Irlandia vs. zima

Miałam napisać odkrywczą notkę, ale ktoś mnie uprzedził.

Dostałam już dwa telefony proszące o ustosunkowanie się do powyższego artykułu. Zacznę może od tego, że widzieliśmy chodnik posypany kocim żwirkiem.
Śniegu spadło w sumie może ze 30 cm, ale w związku za wahaniami temperatury + i - zamienił się zbitą skorupę. Na chodnikach i schodach deptany przez ludzi stworzył po prostu grubą warstwę śniegu i lodu. Podobnie jak na większości ulic, z wyjątkiem tych bardzo głównych, gdzie w dzień była woda a wieczorami ze dwa cm lodu. W przeciwieństwie do Polski właściciele posesji nie mają obowiązku sprzątać śnieg sprzed swoich budynków (tak samo jak śniegu i sopli z dachu). Ba, nawet nam zaprzyjaźniona Irlandka powiedziała, że zeszłej zimy jeżeli ktoś ZGARNĄŁ śnieg z chodnika a coś się komuś stało w tym miejscu, to poszkodowany miał prawo pozwać właściciela. W związku z tym śnieg i lód zalegają wszędzie. W połowie tygodnia Piotr się wkurzył, wziął saperkę i wykuł wąską ścieżkę na schodach, którą ja później poprawiłam wspomnianą saperką w nocy podczas opadów. (Tak, mamy saperkę. Mamy również piłę i siekierę, a czemu? Nie mamy natomiast skrobaczki do szyb i na dodatek nie można takowej kupić) Szufle do śniegu i miotły tu nie istnieją, więc jak już miasto zabrało się do czyszczenia chodników (a raczej odkuwania, bo tak to jest jak się nie sprząta śniegu kiedy jeszcze jest sypki i miękki) to wyposażyli swoich pracowników w szpadle, takie jak przekopywania ogródka. Chociaż może faktycznie przy tym lodzie się lepiej sprawdziły...
Od środy do niedzieli nasze centrum sportowe ze ścianką było zamknięte na 4 spusty (z powodu "extremely heavy weather conditions"). Sklepy w centrum handlowym czynnym do 21 przez 2-3 dni były zamykane koło 18-19 (z powodu "extremely heavy weatherconditions"). W czwartek w połowie dnia Dublin Bus wywiesił na stronie, że z powodu "extremely heavy weather conditions" zawiesza kursowanie większości autobusów, więc Ci, którzy zostawili swoje samochody w domach i nie zerwali się z pracy utknęli w centrum miasta. No fakt, sypało w czwartek. Nawet nam się samochód ślizgał przy ruszaniu czy hamowaniu. Raz na jakiś czas.

Przez 3 dni po Dublinie jeździło się cudowanie. Prawie żadnych korków. Mały ruch, zwłaszcza wieczorami, kiedy ścinało. Dundrum (centrum handlowe. Wielkie. Zatłoczone. Przeraźliwie zatłoczone, głośne i skomplikowane, gubię się w nim, przez co czasami chodzę "kilometry" zanim się znajdę) jest cudownie przyjaznym miejscem kiedy jest opustoszałe.

Odnośnie "extremely heavy weather conditions". W ciągu ostatniego tygodnia temperatura dwa razy spadła do -7. Poza tym oscylowała pomiędzy +2 a -4. Śnieg padał w soboty na niedzielę przez kilka godzin. Potem sobie leżał, coś tam może przyprószyło raz czy drugi. W czwartek sypało w ciągu dnia aż do późnego wieczora. Wtedy to śnieg na naszym parkingu za domem zaczął mi sięgać tak trochę mniej niż do połowy łydki. W połączeniu z tym pierwszym opadem oczywiście. Oprócz tych dwóch razy trochę prószyło jeszcze potem (na przykład wczoraj, ale roztapiało się rano (i zamarzało wieczorem). To byłoby na tyle.

A. O ile śmieciarka w ogóle dojedzie naszą tylną uliczką, która jest pokryta wyślizganym śniegiem to jestem bardzo ciekawa jak ekipa da radę przepchnąć dwa ciężkie duże śmietniki przez ten zaśnieżony parking. Bo ja im saperką drogi wykopywać nie zamierzam.

PS. W Bergen na nasze wzgórza śmieciarka przez miesiąc przyjeżdżała z łańcuchami na kołach ;)

piątek, 3 grudnia 2010

Harry Potter i czarna dziura

Wybieram się na film. Ogólnie książki czytałam i lubiłam, filmy widziałam, choć do tej pory chyba tylko jeden w kinie. Piotr w którejś rozmowie stwierdził, że tej ostatniej książki to on w sumie nie pamięta. Ja w sumie też nie, więc dzisiaj z ciekawości zajrzałam na ciocię Wikipedię. Przeczytałam streszczenie (mizerne). Przeczytałam je jeszcze raz. Przeczytałam je Piotrowi. Słuchał mnie z coraz bardziej niedowierzającą miną a podsumował pytaniem "Jesteś pewna, że myśmy to czytali?"

Otóż nie, nie jestem. Jedyne co z tego streszczenia pamiętam to epilog. Krótki do zapamiętania fakt, że Harry ożenił się z Ginny a Ron z Hermioną. Nie kojarzę ABSOLUTNIE nic więcej, czarna dziura w pamięci. Jest to dla mnie zagadką ciekawą, bo wydaje mi się, że przecież musiałam to czytać, bo to tak samo (dla mnie) jakbym nie przeczytała ostatniej książki Wiedźmina, czy Prathetta. Kolejną czarną dziurą jest dla mnie kwestią CZYJĄ książkę przeczytałam, ponieważ nie posiadam ani jednej własnej. Pierwsze 5 części pożyczałam od Moniki jeszcze w Toruniu, szóstą od Lidii, a czy ktoś się przyznaje do posiadania i pożyczenia nam siódmej?

Poza tym u nas to samo co u Was, czyli śnieżnie i mroźnie. Jedynie stopień sparaliżowania miasta pewnie jest większy, bo przecież śnieg w Irlandii nie występuje, a poza tym padał zeszłej zimy! Prawie 15cm! To niemożliwe, żeby takie opady wystąpiły dwie zimy pod rząd! ... A jednak... ;) CDN