W raz z końcem zimy udało mi się skończyć szal. Źródło tutaj
Poza tym u nas dobrze. Weekend spędziliśmy w górach, ucząć się nawigacji z kompasem, w dzień, w nocy, we mgle, na stromych zboczach, na bagnach (ale te w tym kraju są wszędzie, więc to nie nowość). Przez dwa dni zdążyłam się utaplać w błocie bardziej niż kiedykolwiek a jednocześnie w niedzielę okazało się, że przyszło lato i nawet się trochę opaliłam na twarzy.
W przyszły weekend, długi, znaczy trzydniowy spadamy do Walii, więc nas nie ma. Mieliśmy jechać ze znajomymi do Kerry zdobywać najwyższy szczyt Irlandii, ale znajomi są tak samo narwani jak my, więc w ciągu 15 minut zmieniliśmy plany :)
Piekne kolory :) Ale tym szalem to sie chyba mozesz owinac trzy razy co najmniej, co? :D
OdpowiedzUsuńI tak, i nie :)
OdpowiedzUsuńNatomiast siedząc na podłodze i obejmując kolana rękoma, mogę owinąć ramiona, ręci, kolana, a nawet stopy :)
No proszę, prawdziwa szkoła przetrwania. Wygląda na to, że jesteście gotowi na apokalipsę i czas po niej. Czy te wszystkie treningi, nauki i kursy to przygotowanie do wyprawy wysokogórskiej?
OdpowiedzUsuńA szal zaiste zacny.