niedziela, 20 czerwca 2010

Budzikowe ptactwo.

Będąc młodą studentką, lat temu kilka, tak chyba z pięć, mieszkałam sobie w akademiku. Po paru miesiąc znajomości i licznych wędrówkach do pani kierownik udało nam się zamieszkać z Rudą we wspólnym pokoju (z cyklu "I tak to się zaczęło"). Pokój ten mieścił się na pierwszym piętrze, od swojej strony. Mimo tym sprzyjających okoliczności w trakcie upałów bywało tam gorąco, co wydłużało siedzenie po nocach jak i poranny sen. No i te 5 lat temu, w miesiącu czerwcu, kiedy to nagle zaskoczyła nas (no a na pewno mnie) sesja. Pewnego, ciepłego poranka, kiedy to odsypiałyśmy z jakiegoś powodu obudził mnie chrobot z okolic ściany. Konkretniej z okolic kratki wentylacyjnej. Mimo odwrócenia się na drugi bok chrobot nie ustawał, a mój mózg obudził się wystarczająco, aby wykonać pewne analizy. Mianowicie przypomniało mi się jak przyjazny nam pan złota rączka z akademika zacementował ową kratkę dokładnie ze słowami "Żeby wam, dziewczyny, żaden szczur nie wszedł, bo to nigdy nie wiadomo". Na to wspomnienie, w połączeniu z chrobotem, mój mózg zaczął dzwonić na alarm. No dobra, zwlokłam się z łóżka, wzięłam krzesło i postawiwszy je pod ścianą, stanęłam na nim, bo końca niska osóbką jestem, a kratka wysoko. Spojrzałam w otwór. Zamknęłam oczy. Otworzyłam jeszcze raz. Zamknęłam i otworzyłam ponownie. Gapiąc się w przerażone stworzenie powiedziałam głośno:
- Ruuuudaaaa....
Brak odpowiedzi, chyba że odgłos przewracającej się na drugi bok osoby uznamy za odpowiedź.
- Ruuudaaaa! - powtórzyłam.
- Cooo... - odpowiedziała niechętnie.
- Mamy pustułkę w szybie wentylacyjnym.
- .... Słucham? - odpowiedziała już mniej zaspanym tonem.
- No... mamy pustułkę w szybie wentylacyjnym - powtórzyłam.
Ruda wstała, podeszła. Popatrzyła. Popatrzyła jeszcze trochę. Ciągle nie dowierzając poszłyśmy do pani kierownik.
- Dzień dobry, my bardzo przepraszamy, zdajemy sobie sprawę, że nie wolno trzymać zwierząt w akademiku... Ale mamy pustułkę w szybie wentylacyjnym. - stwierdziłyśmy na wstępie. Panie kierownik popatrzyła na nas wzrokiem pełnym zdziwienia i zagubienia.
- I co ja mam z tym teraz zrobić? - zapytała.
Dalej akcja potoczyła się sprawnie, przyjechał chłopak z towarzystwa ornitologicznego, wyciągnął biednego stwora z pułapki zaobrączkował i wypuścił przez okno. W sumie nie zdziwił nas fakt, że była to pustułka, ponieważ wiedziałyśmy, że gniazdują u nas na dachu. Ale jak tej młodej udało się dostać do szybu, spaść 9 pięter w dół i nie mieć nawet zadrapania?

Dlaczego o tym piszę? Ponieważ owa przygoda przypomniała się niedawno o poranku. Otóż jest czerwiec, wiadomo ciepło, śpimy przy otwartym oknie. Okna tutaj podnosi się do góry, aby je otworzyć. Otóż nagle o 5 rano obudził nas furkot skrzydeł i gruchanie. Gołębiowi spodobał się nasz parapet. Całe szczęście mamy zasłony, więc nie wpadł na pomysł latania nam po mieszkaniu. Piotr intruza przepędził, po czym przymknął okno zostawiając jakąś tam szparę. Zasnęliśmy. Przygoda nie byłaby tak niesamowita, gdyby dwie godziny później nie obudziło nas paniczne bicie skrzydłami o szybę. Od wewnątrz. Nie wiem jak mu się udało przejść przez ową szparę, ani właściwie po co, ale z pewnością skutecznie. Wstałam i wypuściłam biedaka na zewnątrz, zamykając uprzednio drzwi, aby w razie czego uganiać się za nim tylko po sypialnie a nie po całym mieszkaniu...

3 komentarze:

  1. Hehe, a mi to właśnie przypomniało scenkę z chińskiego akademika. W nocy mój współspacz, nota bene absolutny Mistrz Świata w Spaniu ocknął się i obudził mnie ze stwierdzeniem, że za jego szafką coś jest i chrobocze. Nic nie widziałem (co nie dziwne jak nie mam okularów na twarzy), jednak Olzas nie dawał za wygraną, wziął kawałek szczotki i zaczął szturchać "szmatkę co wydaje odgłosy". Szmatka nagle się poruszyła i wyskoczyła zza szafki. Oparła błoniaste skrzydła o parapet, popatrzyła na nas mysią mordą i powiedziała "Khaaaaa!". Wyraz pyska zdenerwowanego nietoperza jest doprawdy przerażający. Jeszcze nie widziałem tak szybko poruszającego się Olzasa... sam zresztą też szybko zmykałem (on miał miotłę). Po tym jak wygnaliśmy wreszcie bestię z pokoju, opowiedziałem Kazachowi kilka historyjek o wampirach. Kolejne dwa dni spaliśmy przy zamkniętym oknie.

    Tak mi się przypomniało.

    OdpowiedzUsuń
  2. Moja Była Ciotka woła na takie ptaki "Ratunku".

    OdpowiedzUsuń
  3. Proszę; ja zakomunikowałabym pani że w szybie siedzi ptak, bo po dziś dzień nie wiem jak wygląda pustułka. :>

    OdpowiedzUsuń