Po zapisaniu się na angielski (z miesiąc temu jakoś) wyruszyłam na poszukiwanie zeszytu. W normalnym świecie napisałabym "poszłam kupić zeszyt", ale moje zakupy okazały się praktycznie 4-dniową wyprawą z chodzeniem po wszystkich możliwych sklepach papierniczych w okolicy i w centrum,wielkich, dużych i małych...
A wszystko dlatego, że... chciałam kupić zeszyt w kratkę! Nie w linie, w kratkę, nie wkłady do segregatora (które w większości też są w linie), tylko zeszyt, nie A4 tylko A5 lub B5...
Wszyscy sprzedawcy patrzyli na mnie ciut dziwnie, bo przecież nie ma takich zeszytów. Bo u nich się w takich nie pisze, przecież do pisania są linie. A na matematyce to nie wiem w czym piszą.
Udało mi się znaleźć JEDEN zeszyt A5 w kratkę, ale z jakiejś ekskluzywnej serii, który kosztował 16 euro. Stwierdziłam, że NIE kupię zeszytu za 62 zł...
W linie też nie kupiłam, ponieważ nienawidzę linii. Udało mi się gdzieś w jakiejś sieciówce odzieżowej znaleźć (dzięki podpowiedzi koleżanki) gładki.
Uuu, a wydawałoby się, że na zachodzie tak zwane "stationary" czyli wszelkie dobra papiernicze i piśmienne są licznie reprezentowane. Huh. Któż by się spodziewał.
OdpowiedzUsuńUbodzy są tam na zachodzie ;) U nas wszystkie formaty są i gdyby robili zeszyty w kółka to też by pewnie były ;)
OdpowiedzUsuńAle linie nie są najgorsze. Szczególnie jeśli chodzi o zeszyt do języków... matematyka, fizyka, chemia zdecydowanie lepiej w kratce - chyba rzeczywiście muszą się tego nie uczyć ;)
A u mnie na półce zalega stosik zeszytów w kratkę bo po studiach jakoś mniej się z nich korzysta. Chcesz trochę? ;)
Było powiedzieć, przywiozłabym :*
OdpowiedzUsuńTo straszne, czy tego języka nie można się kiedyś nauczyć ? Trzeba się uczyć i uczyć ciągle?
OdpowiedzUsuńTT
Każdego języka trzeba się uczyć i uczyć i uczyć i uczyć i tak do końca...
OdpowiedzUsuń