Miałam napisać odkrywczą notkę, ale ktoś mnie uprzedził.
Dostałam już dwa telefony proszące o ustosunkowanie się do powyższego artykułu. Zacznę może od tego, że widzieliśmy chodnik posypany kocim żwirkiem.
Śniegu spadło w sumie może ze 30 cm, ale w związku za wahaniami temperatury + i - zamienił się zbitą skorupę. Na chodnikach i schodach deptany przez ludzi stworzył po prostu grubą warstwę śniegu i lodu. Podobnie jak na większości ulic, z wyjątkiem tych bardzo głównych, gdzie w dzień była woda a wieczorami ze dwa cm lodu. W przeciwieństwie do Polski właściciele posesji nie mają obowiązku sprzątać śnieg sprzed swoich budynków (tak samo jak śniegu i sopli z dachu). Ba, nawet nam zaprzyjaźniona Irlandka powiedziała, że zeszłej zimy jeżeli ktoś ZGARNĄŁ śnieg z chodnika a coś się komuś stało w tym miejscu, to poszkodowany miał prawo pozwać właściciela. W związku z tym śnieg i lód zalegają wszędzie. W połowie tygodnia Piotr się wkurzył, wziął saperkę i wykuł wąską ścieżkę na schodach, którą ja później poprawiłam wspomnianą saperką w nocy podczas opadów. (Tak, mamy saperkę. Mamy również piłę i siekierę, a czemu? Nie mamy natomiast skrobaczki do szyb i na dodatek nie można takowej kupić) Szufle do śniegu i miotły tu nie istnieją, więc jak już miasto zabrało się do czyszczenia chodników (a raczej odkuwania, bo tak to jest jak się nie sprząta śniegu kiedy jeszcze jest sypki i miękki) to wyposażyli swoich pracowników w szpadle, takie jak przekopywania ogródka. Chociaż może faktycznie przy tym lodzie się lepiej sprawdziły...
Od środy do niedzieli nasze centrum sportowe ze ścianką było zamknięte na 4 spusty (z powodu "extremely heavy weather conditions"). Sklepy w centrum handlowym czynnym do 21 przez 2-3 dni były zamykane koło 18-19 (z powodu "extremely heavy weatherconditions"). W czwartek w połowie dnia Dublin Bus wywiesił na stronie, że z powodu "extremely heavy weather conditions" zawiesza kursowanie większości autobusów, więc Ci, którzy zostawili swoje samochody w domach i nie zerwali się z pracy utknęli w centrum miasta. No fakt, sypało w czwartek. Nawet nam się samochód ślizgał przy ruszaniu czy hamowaniu. Raz na jakiś czas.
Przez 3 dni po Dublinie jeździło się cudowanie. Prawie żadnych korków. Mały ruch, zwłaszcza wieczorami, kiedy ścinało. Dundrum (centrum handlowe. Wielkie. Zatłoczone. Przeraźliwie zatłoczone, głośne i skomplikowane, gubię się w nim, przez co czasami chodzę "kilometry" zanim się znajdę) jest cudownie przyjaznym miejscem kiedy jest opustoszałe.
Odnośnie "extremely heavy weather conditions". W ciągu ostatniego tygodnia temperatura dwa razy spadła do -7. Poza tym oscylowała pomiędzy +2 a -4. Śnieg padał w soboty na niedzielę przez kilka godzin. Potem sobie leżał, coś tam może przyprószyło raz czy drugi. W czwartek sypało w ciągu dnia aż do późnego wieczora. Wtedy to śnieg na naszym parkingu za domem zaczął mi sięgać tak trochę mniej niż do połowy łydki. W połączeniu z tym pierwszym opadem oczywiście. Oprócz tych dwóch razy trochę prószyło jeszcze potem (na przykład wczoraj, ale roztapiało się rano (i zamarzało wieczorem). To byłoby na tyle.
A. O ile śmieciarka w ogóle dojedzie naszą tylną uliczką, która jest pokryta wyślizganym śniegiem to jestem bardzo ciekawa jak ekipa da radę przepchnąć dwa ciężkie duże śmietniki przez ten zaśnieżony parking. Bo ja im saperką drogi wykopywać nie zamierzam.
PS. W Bergen na nasze wzgórza śmieciarka przez miesiąc przyjeżdżała z łańcuchami na kołach ;)
Ciekawe czy wiedzieliby do czego może służyć to cudo z Wolsztyna:
OdpowiedzUsuńhttp://picasaweb.google.com/lh/photo/Sadh55llRzRy_SAMKrvcKQ
Chociaż szczerze mówiąc to chyba bym nie chciała takiej zimy, żeby pkp musiało aż takiego używać...