czwartek, 12 listopada 2009

Skatteetaten

Przeżyłam. Łatwo nie było. Znaczy było, ale w stronę TAM. Droga powrotna okazała się, zgodnie z przypuszczeniami, pod górę. Ale spoko - jeszcze miesiąc i też będę śmigać jak mieszkańcy tegoż pięknego miasta.

Bergen okazało się wyjątkowo malowniczym miastem, jeżeli tylko nie pada. A ostatnio nie pada wcale. Tylko są przymrozki, co zresztą wydaje się nikomu nie przeszkadzać. Zdjęcia niedługo. Jest to również miasto niespodzianek. Zwłaszcza dla kierowców. Ale o tym innym razem, bo ja również usłyszałam, że piszę za długie notki ;)

Wyjątkowo zaskoczył mnie dzisiaj Urząd Podatkowy (będący jednocześnie Urzędem Imigracyjnym, Urzędem Statystycznym i w ogóle niezłym kombo). Mianowicie: prawie wszystkie ogłoszenia i formularze są w 3 językach: norweskim, angielskim i ... polskim. Serio. Nie, panie i panowie w okienku nie mówią jeszcze po polsku, aczkolwiek mówią świetnie po angielsku, czego nie można powiedzieć ani o naszych urzędach (ostatnio robiłam za tłumacza w Urzędzie Komunikacji dla dwójki Azjatów, którzy rejestrowali samochód, bo pani w okienku najpierw próbowała do nich mówić po polsku tylko, że wolniej, a później stwierdziła "Niech ktoś mu powie to i to"!) ani o naszych rodakach za granicą. Chłopak próbował łamanym angielsko/norwesko/polskim, a pani była bardzo cierpliwa.

4 komentarze:

  1. Nie ma czegoś takiego jak przydługa notka. Huh, też bym sobie pośmigał na rowerku. Zdecydowanie był to mój ulubiony środek transportu w Cn, aczkolwiek jak się ma pas rowerowy szerokości pasa samochodowego - wszędzie prawie, to sama przyjemność.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tia, tylko tam pewnie z kolei tworzą się korki rowerowe?

    OdpowiedzUsuń
  3. Tylko z Chińczyków podążających przed siebie "pierwszą żółwiową" i wożących na rowerach absolutnie wszystko, od wielkich donic z palmami zaczynając a na szafach i innych gabarytowo niestandardowych rzeczach kończąc.

    Nawykły do szybkiej jazdy obcokrajowiec nie posiadający działających hamulców, uczy się szybko slalomu i pokrzykiwania i w żadnym korku nie stoi :D

    A w Norwegi jak jeżdżą?

    OdpowiedzUsuń
  4. Ponieważ większość domów mieszkalnych znajduje się na otaczających wzgórzach, znaczy stromych skalistych górach, a większość miejsc pracy znajduje się gdzieś bliżej centrum (które jest zaraz na wybrzeżu), więc generalnie do pracy jeżdżą bardzo szybko a do domu bardzo sapiąc.

    Raczej nie przewożą nic dziwnego, poza plecakami, zakupami w torbach na kierownicy i przyczepkami z dziećmi w środku. No i jeżdżą niezależnie od pogody.

    OdpowiedzUsuń