wtorek, 1 grudnia 2009

Barszcz czerwony...

... czyli:
kuchnia w kolorze buraczków
ściany w kolorze buraczków
podłoga w kolorze buraczków
cytryny i cebula w kolorze buraczków
dłonie w kolorze buraczków
paznokcie w kolorze buraczków (bardzo)
drewniana deska w kolorze buraczków (pewnie na najbliższy miesiąc)

mówiąc krótko Buraczki Są Wszędzie, czyli jak sparafrazował Alex mój mąż "Buraczki Cię widzą, Buraczki Cię śledzą, Buraczki Cię znajdą zabiją i zjedzą."

I żeby jeszcze było warto. Jeżeli ktoś ma dobry, sprawdzony sposób na barszcz czerwony to chętnie skorzystam. O ile oczywiście uda mi się znaleźć buraki (te akurat były przywiezione z Polski). Widziałam je raz w jednym sklepie tutaj. Parę sztuk. Następnym razem jak tam byłam to już ich nie widziałam. Za to zorientowałam się, że eksportujemy pieczarki do Norwegii.

W sobotę wsiedliśmy w samochód zabierając naszego zaprzyjaźnionego Litwina imieniem Vytas (już widzę uśmieszek na twarzy jednej z czytelniczek ;) ) i pojechaliśmy ...
całe 20km za miasto w celu pójścia na spacer :) Spacer zakładał wdrapanie się z poziomu 100-200 m n.p.m. na drobne 900 m n.p.m. Niech Was nie zwiedzie wysokość, to nie jest odpowiednik naszych Beskidów. Było stromo, były skały, kamienie, przepaście, bagna, wodospady i jeziora. Ogółem było super :)
Tylko... po raz pierwszy w życiu, kiedy ubłocona i zgrzana schodziłam z gór, usłyszałam "To co? Pizza i cola?" Po raz pierwszy zamiast siedzieć w jakimś schronisku zalewając wrzątkiem zupkę w proszku i ewentualnie pijąc grzańca wsiadłam w samochód, po niedługiej chwili znalazłam się w centrum miasta, po czym trafiłam do pizzerii. To było ... dziwne :)

Obecnie próbuję jakoś przeprosić moje buty. Moje 5letnie Chiruca z Goretexem postanowiły się na mnie śmiertelnie obrazić, za to, że nie chciało mi ich impregnować przez ostatnie 2 miesiące, a potem kazałam im przebywać głównie w mokrym śniegu albo kałużach. Dawno nie miałam tak mokrych butów. Dzisiaj w końcu wyschły ;)

Aha. Mała rada: nie dotykajcie rozgrzanej do 230st grzałki piekarnika (chociaż moja blizna z Hjerkinn powoli znika). Nagrzana do 200st blacha też nie jest dobrym pomysłem. Teraz już wiem po co trzymam lód w zamrażalniku :) 2h trzymania w lodzie i został tylko bąbel. I nie boli :)

5 komentarzy:

  1. O co chodzi z tymi buraczkami? Brakuje Ci witaminy A?
    I kto to jest "Alex mój mąż"???

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie, chodziło mi raczej to, że najpierw posprzątałam kuchnię, a potem zachlapałam ją sokiem z buraków.

    OdpowiedzUsuń
  3. W orginale było: "Wiewiórki cię widzą, wiewiórki cię śledzą, wiewiórki cie znajdą, zabiją i zjedzą." Tekścik zainspirowany bliskimi spotkaniami trzeciego stopnia z kilogramem orzechów laskowych i wiewiórkami z Łazienek

    alex ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. hmmm to rozumiem, że jedną z rzeczy jakie mam Ci zabrać będą buraki. Ogórki kiszone też zabrać?
    Aga

    OdpowiedzUsuń
  5. No właśnie, co Wam przywieźć? :-)

    OdpowiedzUsuń