Poczułam się szczęśliwa. Odkryłam z zasobach internetu moje ukochany bajki, czyli Gumisie, Kacze Opowieści i Brygadę RR. Są całkiem niezłym podkładem do haftowania. Na zmianę z South Parkiem ;) Co prawda muszę powiedzieć, że jako dziecku, bajki te wydawały mi się bardziej interesujące. Chociaż dialog między Chipem i Dalem "Ścisz tę muzykę, przy niej w ogóle nie da się myśleć!" "To jest muzyka Heavy Metalowa! Ona jest do słuchania, a nie do myślenia." mnie rozłożył :)
Goście pojechali, zostałam sama w przepastnym budynku hotelowym. Uciekam na spacer, bo się rozpogodziło, a Martin coś mówił, że powinni znaleźć dla mnie jakieś biegówki :)
niedziela, 7 marca 2010
sobota, 6 marca 2010
Spaghetti
Jako gości mamy między innymi 10 nastolatków płci męskiej (uczestnicy zawodów narciarskich).
Anne: "Położę spaghetti w tym dużym, płaskim pojemniku i poleję go sosem z wierzchu."
Ja: "Świetnie... Czyli dzisiaj będziemy sos pomidorowy wszędzie dookoła?" (odwołując się do wczorajszego drobnego makaronu, który zawsze komuś uciekał z łyżki jak próbowano go nałożyć, więc w rezultacie makaron był w innych potrawach, na ladzie grzejnej, pod ławą, na podłodze dookoła i jeszcze pod stołami)
Anne: "Tak, dzisiaj będą mieli dłuuugie nitki do rozrzucania i chlapania sosem"
Ja (z wyrzutem): "Musiałaś?"
Anne: "Oczywiście! Przecież inaczej zanudziłybyśmy się na śmierć! Musimy mieć coś do roboty"
Ja: "Hm... To może następnym razem podamy im żywego kurczaka złap-go-sam? Będzie mnóstwo sprzątania i rozrywki"
Anne: Nie bój się, oni są zdolni. Spaghetti im wystarczy"
Anne: "Położę spaghetti w tym dużym, płaskim pojemniku i poleję go sosem z wierzchu."
Ja: "Świetnie... Czyli dzisiaj będziemy sos pomidorowy wszędzie dookoła?" (odwołując się do wczorajszego drobnego makaronu, który zawsze komuś uciekał z łyżki jak próbowano go nałożyć, więc w rezultacie makaron był w innych potrawach, na ladzie grzejnej, pod ławą, na podłodze dookoła i jeszcze pod stołami)
Anne: "Tak, dzisiaj będą mieli dłuuugie nitki do rozrzucania i chlapania sosem"
Ja (z wyrzutem): "Musiałaś?"
Anne: "Oczywiście! Przecież inaczej zanudziłybyśmy się na śmierć! Musimy mieć coś do roboty"
Ja: "Hm... To może następnym razem podamy im żywego kurczaka złap-go-sam? Będzie mnóstwo sprzątania i rozrywki"
Anne: Nie bój się, oni są zdolni. Spaghetti im wystarczy"
Myszka Miki
Tych, którzy nie pamiętają, jak wygląda życie i praca w Hjerkinn, albo zaczęli czytać tego bloga później, zapraszam do przeczytania notek z lipca, sierpnia i września. Będzie Wam łatwiej zrozumieć sytuacją i wydarzenia :)
Pracuje popołudniami. Szefowa gotuje.
Moje drugie spotkanie z szefową wyglądało następująco: wchodzę do kuchni gotowa do pracy. Szefowa buszuje w lodówce wyciągając przydatne rzeczy na obiad. Podchodzę do drzwi, aby się przywitać i zapytać jaki dzisiaj jest plan działania. W tym momencie szefowa się prostuje i odwraca do mnie... a ja zamiast się odezwać stoję z otwartymi ustami i się gapię. Po chwili udaje mi się wykrztusić:
"Dzień dobry. Anne... masz bardzo ładne okulary"
Anne: "Tak?"
Ja: "Tak. Są takie... różowe."
Anne (uświadamiając sobie co ma na twarzy) "Ach, te! Ale one nie są różowe!"
Patrzę na nią z rozbawieniem.
Anne (kontynuując): "One są... (zdejmuje okulary, patrzy na nie przez chwilę)... one są... no dobrze. Są bardzo różowe"
Trochę później tłumaczyła mi coś w recepcji. Stała blisko. Okulary są jasno różowe dookoła szkieł i mają ciemno różowe ... no, te długie co się zakłada za uszy.
Ja: "Anne, wiesz, że te okulary mają Myszki Miki na bokach?"
Anne: "Co mają?"
Ja: "Główki Myszki Miki na bokach"
Anne zdejmuje okulary: "Gdzie?"
Pokazuję jej palcem na rząd kolorowych główek na boku "Tutaj"
Anne: "Naprawdę? Przykro mi nie widzę ich bez okularów!"
Generalnie praca upłynęła nam na plotkach. O tym, że Hege i Martin spodziewają się syna i że poród nastąpi w przeciągu miesiąca. Najbliższy szpital położniczy jest w Trondheim, czyli 160km stąd. O tym, że Norwedzy już nigdy nie uwierzą w globalne ocieplenie. O tym, że szefowa była na nartach w Dombas, na stoku ze slalomem i jest z siebie dumna, że nadal potrafi jeździć.
I przy okazji dowiedziałam się, dlaczego cały parking (między hotelem a budynkiem campingu) jest pokryty grubą warstwą lodu. Przekonałam się o tym wczoraj jak wywinęłam to niezłego kozła. Otóż z góry płynie sobie strumyk. Strumyk pod parkingiem przepływa rurą, po czym płynie sobie dalej. Cały bajer polega na tym, że rura zamarzła, więc woda ze strumyczka poszła górą, po parkingu. Oczywiście teraz strumyk jest w fazie stałej i problemu nie ma. Natomiast jak cały śnieg zacznie się topić, to cała woda pójdzie parkingiem, ponieważ rura, która jest głębiej i nie działają na nią takie pomocne rzeczy jak ciepłe promienie słoneczne, będzie się rozmrażać zdecydowanie wolniej. Mam jednak nadzieję, że mnie już wtedy tu nie będzie ;)
Pracuje popołudniami. Szefowa gotuje.
Moje drugie spotkanie z szefową wyglądało następująco: wchodzę do kuchni gotowa do pracy. Szefowa buszuje w lodówce wyciągając przydatne rzeczy na obiad. Podchodzę do drzwi, aby się przywitać i zapytać jaki dzisiaj jest plan działania. W tym momencie szefowa się prostuje i odwraca do mnie... a ja zamiast się odezwać stoję z otwartymi ustami i się gapię. Po chwili udaje mi się wykrztusić:
"Dzień dobry. Anne... masz bardzo ładne okulary"
Anne: "Tak?"
Ja: "Tak. Są takie... różowe."
Anne (uświadamiając sobie co ma na twarzy) "Ach, te! Ale one nie są różowe!"
Patrzę na nią z rozbawieniem.
Anne (kontynuując): "One są... (zdejmuje okulary, patrzy na nie przez chwilę)... one są... no dobrze. Są bardzo różowe"
Trochę później tłumaczyła mi coś w recepcji. Stała blisko. Okulary są jasno różowe dookoła szkieł i mają ciemno różowe ... no, te długie co się zakłada za uszy.
Ja: "Anne, wiesz, że te okulary mają Myszki Miki na bokach?"
Anne: "Co mają?"
Ja: "Główki Myszki Miki na bokach"
Anne zdejmuje okulary: "Gdzie?"
Pokazuję jej palcem na rząd kolorowych główek na boku "Tutaj"
Anne: "Naprawdę? Przykro mi nie widzę ich bez okularów!"
Generalnie praca upłynęła nam na plotkach. O tym, że Hege i Martin spodziewają się syna i że poród nastąpi w przeciągu miesiąca. Najbliższy szpital położniczy jest w Trondheim, czyli 160km stąd. O tym, że Norwedzy już nigdy nie uwierzą w globalne ocieplenie. O tym, że szefowa była na nartach w Dombas, na stoku ze slalomem i jest z siebie dumna, że nadal potrafi jeździć.
I przy okazji dowiedziałam się, dlaczego cały parking (między hotelem a budynkiem campingu) jest pokryty grubą warstwą lodu. Przekonałam się o tym wczoraj jak wywinęłam to niezłego kozła. Otóż z góry płynie sobie strumyk. Strumyk pod parkingiem przepływa rurą, po czym płynie sobie dalej. Cały bajer polega na tym, że rura zamarzła, więc woda ze strumyczka poszła górą, po parkingu. Oczywiście teraz strumyk jest w fazie stałej i problemu nie ma. Natomiast jak cały śnieg zacznie się topić, to cała woda pójdzie parkingiem, ponieważ rura, która jest głębiej i nie działają na nią takie pomocne rzeczy jak ciepłe promienie słoneczne, będzie się rozmrażać zdecydowanie wolniej. Mam jednak nadzieję, że mnie już wtedy tu nie będzie ;)
Trzy kolory: Niebieski.
Latem błękitne niebo odbija się w wodzie czyniąc ją równie błękitną. Zimą woda jest biała. Pokryta lodem i śniegiem.
Zimą poranki są niebieskie. Zwłaszcza przed wschodem słońca.
Błękit nieba poprzecinanego obłokami. Błękit cieni. Bo w dzień nawet cienie są niebieskie. Tak samo jak niebieskie są góry po zachodzie słońca. Śnieg staje się niebieski. Czerń ma niebieski odcień.
Czerń przeradza się w błękit, błękit przeradza się w biel, biel przeradza się błękit, który stopniowo przechodzi w czerń.
I tak codziennie. Całą zimę.
Bo prawdziwa zima, zima pierwotna, zima bez ludzi, ma trzy kolory.
Biały, Czarny, Niebieski.
Innych nie ma. Kolorowe ptaki odleciały. Zostały czarne gawrony. I sroki. Czarno-białe.
Pierwotna zima jest piękna. Ale czasami trzeba daleko pojechać, żeby to odkryć.

Zimą poranki są niebieskie. Zwłaszcza przed wschodem słońca.
Błękit nieba poprzecinanego obłokami. Błękit cieni. Bo w dzień nawet cienie są niebieskie. Tak samo jak niebieskie są góry po zachodzie słońca. Śnieg staje się niebieski. Czerń ma niebieski odcień.
Czerń przeradza się w błękit, błękit przeradza się w biel, biel przeradza się błękit, który stopniowo przechodzi w czerń.
I tak codziennie. Całą zimę.
Bo prawdziwa zima, zima pierwotna, zima bez ludzi, ma trzy kolory.
Biały, Czarny, Niebieski.
Innych nie ma. Kolorowe ptaki odleciały. Zostały czarne gawrony. I sroki. Czarno-białe.
Pierwotna zima jest piękna. Ale czasami trzeba daleko pojechać, żeby to odkryć.

piątek, 5 marca 2010
Trzy kolory: Czarny.
Czerń dwojaka. Czerń dzienna i czerń nocna. Punktowa i dominująca.
Czerń dzienna jest dodatkiem. Istnieje tylko po to, aby podkreślić biel.
Czerń bezlistnych drzew. Czerń cieni. Czerń płotów. Czerń krzewów i krzaków. Czerń lasów.
Po prostu jest.
Rzuca się w oczy.
Kontrastuje.
Czerń nocna dominuje nad wszystkim. Nawet w świetle księżyca.
Nieprzenikniona. Niezakłócona. Cicha.
Czasami roziskrzona gwiazdami.
Utracona w mieście.
Odzyskana na wsi.
Czerń dzienna jest dodatkiem. Istnieje tylko po to, aby podkreślić biel.
Czerń bezlistnych drzew. Czerń cieni. Czerń płotów. Czerń krzewów i krzaków. Czerń lasów.
Po prostu jest.
Rzuca się w oczy.
Kontrastuje.
Czerń nocna dominuje nad wszystkim. Nawet w świetle księżyca.
Nieprzenikniona. Niezakłócona. Cicha.
Czasami roziskrzona gwiazdami.
Utracona w mieście.
Odzyskana na wsi.
Trzy kolory: Biały.
Wydaje mi się, że wiem skąd się wziął przymiotnik "śnieżnobiały".
Dokoła jest biel. Jest jasność. Jest czystość. Jest cisza.
Śnieg, który skrzypi pod nogami.
Śnieg, który nie jest brudnym błotem.
Śnieg nieprzetarty, nietknięty niczyją stopą.
Dominuje w krajobrazie.
Uspokaja krajobraz.
Skrzy się w słońcu.
Dokoła jest biel. Jest jasność. Jest czystość. Jest cisza.
Śnieg, który skrzypi pod nogami.
Śnieg, który nie jest brudnym błotem.
Śnieg nieprzetarty, nietknięty niczyją stopą.
Dominuje w krajobrazie.
Uspokaja krajobraz.
Skrzy się w słońcu.
czwartek, 4 marca 2010
W środku zimy.
Czuję się trochę tak jakbym wróciła do punktu wyjścia.
Jak ostatni raz widziałam dworzec kolejowy w Hjerkinn to było ciemno, zimno i leżało sporo śniegu. Było to na początku października. Jak dzisiaj widziałam ten sam dworzec, było, surprise, zimno, ciemno i sporo śniegu.
Zastanawiam się czy to już jest reguła, że w każdej podróży samolotem muszę połamać sobie paznokcie.
Generalnie skończywszy śniadanie o 9 poszłam zapakować bagaż podręczny i udałam się na lotnisko. Dotarłam tam 2h przed czasem, odprawiłam bagaż i siebie i powłóczyłam się dookoła. Niezwykle łatwo stracić 1,5h łażąc po sklepach bezcłowych. Nic nie kupiwszy poszłam pod bramkę zastanawiając się czy uda im się zapakować mój bagaż do samolotu (bo bagaże typu "plecaki" ze sprzączkami i pasami i w ogóle nie są odprawiane normalnie, tylko jako "over-size" - a przynajmniej na lotnisku w Dublinie). Po starcie podziwiałam wyspę Howth, na której byliśmy ostatnio. Zasnęłam w okolicy Glasgow. Jakby ktoś się zastanawiał to ta część Wielkiej Brytanii nad którą lecieliśmy była biała. I nie były to chmury. W Oslo zaczęłam się zastanawiać czy mój bagaż wyjedzie na standardowej taśmie, czy może na taśmie przeznaczonej dla bagaży nadwymiarowych. Zanim jednak zaczęłam się poważniej martwić tymże problem plecaczek mój, a właściwie to Piotra, podjechał grzecznie do moich łapek, bodajże jako 5 w kolejności. Pozostało 28 minut do pociągu. Teoretycznie najtrudniejsze było za mną. Zapomniałam jednak, że to Norwegia. Że jak pociąg ma wszystkie miejsca zajęte, to kasjerka nie sprzeda Ci biletu. Poinformowano mnie, że muszę się spytać konduktora czy mi pozwoli wejść na pokład pociągu. No więc... zapytałam. Po tym jak już wsiadłam i przejechałam dobre 20 minut ;) A konduktor był nawet na tyle miły, że wskazał mi przyjemne miejsce do rozbicia biwaku zamiast siedzenia na korytarzu. Resztę podróży spędziłam więc ... w bawialni (tak, pociągi w Norwegii mają miejsce do zabaw dla dzieci), rozłożona wygodnie na ławce pod wielkim oknem :)I dokładnie wtedy... mój żołądek przypomniał sobie, że nie dostał nic do jedzenia od wspomnianego wcześniej śniadania.
Anne jeszcze nie widziałam, bo poszła szybko do domu. Próbowałam dowiedzieć się czegoś od Anne Stine. Np
Ja: jaki jest plan na najbliższy miesiąc?
AS: "No idea, ask my mum".
Ja: "ok.... Czy jutro pracuje?"
AS: "Nie mam pojęcia, ale Lilian ma pierwszą zmianę, więc na pewno nie pracujesz rano"
Ja: "aha... a co to była za dziewczyna, która mi się przedstawiała?"
AS: "Karoline? Pracuje w Hjerkinn Hus. Dzisiaj nam pomagała, bo był obiad na 80 osób"
Ja: "Ile?"
AS: "No, pogrzeb był i goście mieli obiad"
Ja: "... uhm... a poza tym co słychać?"
AS: "Zimno było, -35st. I nie było wiatru przez ostatnie dwa miesiące"
Ja: "To chyba dobrze?"
AS: "Nie, mam nadzieję, że teraz po pełni wreszcie zmieni się pogoda i zacznie wiać"
Ja: "Ale przecież jak wieje to bardziej odczuwasz mróz"
AS: "To co! Ale bez wiatru nie możesz uprawiać ... (tu padła nazwa sportu, której nie znałam i nie zapamiętałam). No wiesz, zakładasz narty na nogi, przyczepiasz się do latawca i jedziesz!"
Czyli generalnie ... poziom abstrakcji tego miejsca utrzymuje się na takim samym poziomie co zwykle.
Jak ostatni raz widziałam dworzec kolejowy w Hjerkinn to było ciemno, zimno i leżało sporo śniegu. Było to na początku października. Jak dzisiaj widziałam ten sam dworzec, było, surprise, zimno, ciemno i sporo śniegu.
Zastanawiam się czy to już jest reguła, że w każdej podróży samolotem muszę połamać sobie paznokcie.
Generalnie skończywszy śniadanie o 9 poszłam zapakować bagaż podręczny i udałam się na lotnisko. Dotarłam tam 2h przed czasem, odprawiłam bagaż i siebie i powłóczyłam się dookoła. Niezwykle łatwo stracić 1,5h łażąc po sklepach bezcłowych. Nic nie kupiwszy poszłam pod bramkę zastanawiając się czy uda im się zapakować mój bagaż do samolotu (bo bagaże typu "plecaki" ze sprzączkami i pasami i w ogóle nie są odprawiane normalnie, tylko jako "over-size" - a przynajmniej na lotnisku w Dublinie). Po starcie podziwiałam wyspę Howth, na której byliśmy ostatnio. Zasnęłam w okolicy Glasgow. Jakby ktoś się zastanawiał to ta część Wielkiej Brytanii nad którą lecieliśmy była biała. I nie były to chmury. W Oslo zaczęłam się zastanawiać czy mój bagaż wyjedzie na standardowej taśmie, czy może na taśmie przeznaczonej dla bagaży nadwymiarowych. Zanim jednak zaczęłam się poważniej martwić tymże problem plecaczek mój, a właściwie to Piotra, podjechał grzecznie do moich łapek, bodajże jako 5 w kolejności. Pozostało 28 minut do pociągu. Teoretycznie najtrudniejsze było za mną. Zapomniałam jednak, że to Norwegia. Że jak pociąg ma wszystkie miejsca zajęte, to kasjerka nie sprzeda Ci biletu. Poinformowano mnie, że muszę się spytać konduktora czy mi pozwoli wejść na pokład pociągu. No więc... zapytałam. Po tym jak już wsiadłam i przejechałam dobre 20 minut ;) A konduktor był nawet na tyle miły, że wskazał mi przyjemne miejsce do rozbicia biwaku zamiast siedzenia na korytarzu. Resztę podróży spędziłam więc ... w bawialni (tak, pociągi w Norwegii mają miejsce do zabaw dla dzieci), rozłożona wygodnie na ławce pod wielkim oknem :)I dokładnie wtedy... mój żołądek przypomniał sobie, że nie dostał nic do jedzenia od wspomnianego wcześniej śniadania.
Anne jeszcze nie widziałam, bo poszła szybko do domu. Próbowałam dowiedzieć się czegoś od Anne Stine. Np
Ja: jaki jest plan na najbliższy miesiąc?
AS: "No idea, ask my mum".
Ja: "ok.... Czy jutro pracuje?"
AS: "Nie mam pojęcia, ale Lilian ma pierwszą zmianę, więc na pewno nie pracujesz rano"
Ja: "aha... a co to była za dziewczyna, która mi się przedstawiała?"
AS: "Karoline? Pracuje w Hjerkinn Hus. Dzisiaj nam pomagała, bo był obiad na 80 osób"
Ja: "Ile?"
AS: "No, pogrzeb był i goście mieli obiad"
Ja: "... uhm... a poza tym co słychać?"
AS: "Zimno było, -35st. I nie było wiatru przez ostatnie dwa miesiące"
Ja: "To chyba dobrze?"
AS: "Nie, mam nadzieję, że teraz po pełni wreszcie zmieni się pogoda i zacznie wiać"
Ja: "Ale przecież jak wieje to bardziej odczuwasz mróz"
AS: "To co! Ale bez wiatru nie możesz uprawiać ... (tu padła nazwa sportu, której nie znałam i nie zapamiętałam). No wiesz, zakładasz narty na nogi, przyczepiasz się do latawca i jedziesz!"
Czyli generalnie ... poziom abstrakcji tego miejsca utrzymuje się na takim samym poziomie co zwykle.
środa, 3 marca 2010
Podróż
Samolot mam jutro o 12.20. Lot trwa 2 godziny i 5 minut. Na miejscu jestem o 15.25 czasu lokalnego. Mam godzinę, żeby złapać pociąg, w przeciwnym razie spędzę 9 godzin na lotnisku czekając na następny. I nie mam ochoty dojechać do Hjerkinn o 4.30 rano... znowu... Bo chyba tylko raz w życiu byłam tam o normalnej porze. A tak to zawsze w okolicach 4.30.
Przed południem można do mnie dzwonić na numer irlandzki.
Po południu można do mnie dzwonić na nr norweski.
Smsy można przysyłać na nr polski.
Czuję się chora, co mnie się bardzo nie podoba. Idę pożreć jaką polopirynę.
Następna notka już z Middle of Nowhere. Taki jest plan. Bo jeżeli notka pojawi się wcześniej to będzie znaczyć, że nie zdążyłam na wcześniejszy pociąg ;)
Przed południem można do mnie dzwonić na numer irlandzki.
Po południu można do mnie dzwonić na nr norweski.
Smsy można przysyłać na nr polski.
Czuję się chora, co mnie się bardzo nie podoba. Idę pożreć jaką polopirynę.
Następna notka już z Middle of Nowhere. Taki jest plan. Bo jeżeli notka pojawi się wcześniej to będzie znaczyć, że nie zdążyłam na wcześniejszy pociąg ;)
Ostatnie godziny wiosny...
Przygotowywanie się do zmiany strefy klimatycznej z +7 na -10 st. C.
Pakowanie w trakcie. Samolot jutro. Rzeczy chyba nadal w Bergen. Np. mój krem na zimę, który tam wsadziłam w szale pakowania nie pomyślawszy, że mogę go jeszcze potrzebować. Lecę na zakupy.
Pakowanie w trakcie. Samolot jutro. Rzeczy chyba nadal w Bergen. Np. mój krem na zimę, który tam wsadziłam w szale pakowania nie pomyślawszy, że mogę go jeszcze potrzebować. Lecę na zakupy.
poniedziałek, 1 marca 2010
Skrótowo.
Znaleźliśmy mieszkanie. Dzisiaj poszły referencje i inne kopie dokumentów. Czas na kaucję i umowę. Wygląda na to, że już nikt się wycofać nie zamierza, więc mogę o tym pisać. Mieszkanie jest w Dublinie 6, 15 minut piechotą od Piotra pracy, 10 minut od pani Melon, co powinno ucieszyć Tenel :P Przy okazji wszystkich tęskniących za ogrodem zapraszam na tymczasowo prawie własny kawałek trawnika ;) Oferuję kawę, kocyk (jak jakiś kupię) i inne dobroci. Parę książek też się znajdzie... jak tylko przyjadą z Bergen.
Mieszkanko jest ładne, wydaje się ciut większe niż to w Bergen. Pomijając łazienkę, która jest malutka. A może nie. W każdym razie salon wydaje się być bardziej przestronny. No i jest dostęp do ogrodu. Jest w kamienicy na pierwszym piętrze.
W czwartek lecę do Norwegii. Tutaj jest wiosna na całego. W miejscu, w które jadę jest -10.
Wycieczka do Howth była bardzo udana. Co prawda przed wyjazdem nie planowaliśmy 10km marszu, ale tak nam jakoś wyszło. Vytas początkowo trochę marudził, ale potem zobaczył widoki i przestał.
Mówiąc krótko: jeżeli ktoś ma ochotę spędzić weekend majowy w Dublinie i okolicach to zapraszamy :) Liczba miejsc w salonie ograniczona, więc radzę szybko się namyślać ;)
Mieszkanko jest ładne, wydaje się ciut większe niż to w Bergen. Pomijając łazienkę, która jest malutka. A może nie. W każdym razie salon wydaje się być bardziej przestronny. No i jest dostęp do ogrodu. Jest w kamienicy na pierwszym piętrze.
W czwartek lecę do Norwegii. Tutaj jest wiosna na całego. W miejscu, w które jadę jest -10.
Wycieczka do Howth była bardzo udana. Co prawda przed wyjazdem nie planowaliśmy 10km marszu, ale tak nam jakoś wyszło. Vytas początkowo trochę marudził, ale potem zobaczył widoki i przestał.
Mówiąc krótko: jeżeli ktoś ma ochotę spędzić weekend majowy w Dublinie i okolicach to zapraszamy :) Liczba miejsc w salonie ograniczona, więc radzę szybko się namyślać ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)