sobota, 6 marca 2010

Myszka Miki

Tych, którzy nie pamiętają, jak wygląda życie i praca w Hjerkinn, albo zaczęli czytać tego bloga później, zapraszam do przeczytania notek z lipca, sierpnia i września. Będzie Wam łatwiej zrozumieć sytuacją i wydarzenia :)

Pracuje popołudniami. Szefowa gotuje.
Moje drugie spotkanie z szefową wyglądało następująco: wchodzę do kuchni gotowa do pracy. Szefowa buszuje w lodówce wyciągając przydatne rzeczy na obiad. Podchodzę do drzwi, aby się przywitać i zapytać jaki dzisiaj jest plan działania. W tym momencie szefowa się prostuje i odwraca do mnie... a ja zamiast się odezwać stoję z otwartymi ustami i się gapię. Po chwili udaje mi się wykrztusić:
"Dzień dobry. Anne... masz bardzo ładne okulary"
Anne: "Tak?"
Ja: "Tak. Są takie... różowe."
Anne (uświadamiając sobie co ma na twarzy) "Ach, te! Ale one nie są różowe!"
Patrzę na nią z rozbawieniem.
Anne (kontynuując): "One są... (zdejmuje okulary, patrzy na nie przez chwilę)... one są... no dobrze. Są bardzo różowe"

Trochę później tłumaczyła mi coś w recepcji. Stała blisko. Okulary są jasno różowe dookoła szkieł i mają ciemno różowe ... no, te długie co się zakłada za uszy.
Ja: "Anne, wiesz, że te okulary mają Myszki Miki na bokach?"
Anne: "Co mają?"
Ja: "Główki Myszki Miki na bokach"
Anne zdejmuje okulary: "Gdzie?"
Pokazuję jej palcem na rząd kolorowych główek na boku "Tutaj"
Anne: "Naprawdę? Przykro mi nie widzę ich bez okularów!"

Generalnie praca upłynęła nam na plotkach. O tym, że Hege i Martin spodziewają się syna i że poród nastąpi w przeciągu miesiąca. Najbliższy szpital położniczy jest w Trondheim, czyli 160km stąd. O tym, że Norwedzy już nigdy nie uwierzą w globalne ocieplenie. O tym, że szefowa była na nartach w Dombas, na stoku ze slalomem i jest z siebie dumna, że nadal potrafi jeździć.

I przy okazji dowiedziałam się, dlaczego cały parking (między hotelem a budynkiem campingu) jest pokryty grubą warstwą lodu. Przekonałam się o tym wczoraj jak wywinęłam to niezłego kozła. Otóż z góry płynie sobie strumyk. Strumyk pod parkingiem przepływa rurą, po czym płynie sobie dalej. Cały bajer polega na tym, że rura zamarzła, więc woda ze strumyczka poszła górą, po parkingu. Oczywiście teraz strumyk jest w fazie stałej i problemu nie ma. Natomiast jak cały śnieg zacznie się topić, to cała woda pójdzie parkingiem, ponieważ rura, która jest głębiej i nie działają na nią takie pomocne rzeczy jak ciepłe promienie słoneczne, będzie się rozmrażać zdecydowanie wolniej. Mam jednak nadzieję, że mnie już wtedy tu nie będzie ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz