środa, 3 marca 2010

Podróż

Samolot mam jutro o 12.20. Lot trwa 2 godziny i 5 minut. Na miejscu jestem o 15.25 czasu lokalnego. Mam godzinę, żeby złapać pociąg, w przeciwnym razie spędzę 9 godzin na lotnisku czekając na następny. I nie mam ochoty dojechać do Hjerkinn o 4.30 rano... znowu... Bo chyba tylko raz w życiu byłam tam o normalnej porze. A tak to zawsze w okolicach 4.30.

Przed południem można do mnie dzwonić na numer irlandzki.
Po południu można do mnie dzwonić na nr norweski.
Smsy można przysyłać na nr polski.

Czuję się chora, co mnie się bardzo nie podoba. Idę pożreć jaką polopirynę.
Następna notka już z Middle of Nowhere. Taki jest plan. Bo jeżeli notka pojawi się wcześniej to będzie znaczyć, że nie zdążyłam na wcześniejszy pociąg ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz