czwartek, 20 sierpnia 2009

Norweskie okna

W tym tygodniu było tyle atrakcji, że jutro niedługo chyba umrzemy z nadmiaru wrażeń. Dziewczyny w poniedziałek były w Oppdal na zakupach (Rasvita i ja zostałyśmy z braku miejsc w samochodzie), we wtorek leciałyśmy helikopterem, wczoraj mama, Rasvita i ja po pracy pojechałyśmy stopem do Dombas do sklepu (rekord łapania stopa w Norwegii - 15 minut), a dzisiaj poszłyśmy na 12km wycieczkę po górach. Anne Stine zawiozła nas do Kongsvoll (drugi hotel w pobliżu) i wracałyśmy stamtąd przez góry.

Dzisiaj przez góry przewalają się ogromne masy chmur. Przez większość dnia nie mogły przejść, tylko trzymały się na łańcuchu górskim, który graniczy z doliną. Dolina Gubransdalen jest jedną z większych dolin w Norwegii ciągnącą się z południa na północ - tędy idzie E6, linia kolejowa, jest sporo miejscowości m.in. Lillehammer, jak i nasz hotel. Nie mam odpowiedniego zdjęcia, ale fala chmur nad górami wygląda zazwyczaj tak. Tutaj dosyć często jest tak, że chmury zbierają się nad południowym łańcuchem i nie mogą przejść dalej. Szczególnie widoczne jest to wczesnym rankiem (zrobię zdjęcie jak tylko będzie powtórka). Dzisiaj właśnie taki front próbował przejść przez jedno pasmo gór, a jak już mu się to udało, to pojawił się następny.
Ogólnie dzisiaj mocno wiało jak byłyśmy na spacerze, a teraz zrobiła się porządna wichura. Wszystko szumi, cały drewniany budynek się trzęsie, szyby wentylacyjne wyją, okna dzwonią, drzwi się trudno otwierają a przeszklona weranda jest miejscem gdzie hula wiatr i strach siedzieć blisko szyb. Jednym słowem jest jak w upiornym zamczysku, gdzie na dodatek straszy. Będąc w Polsce bałabym się, że jakiś konar na mnie spadnie. Ale tu nie ma drzew, a jak są to maja 2-4 metry wysokości. Że jakiś komin może się rozpaść. Że dachówka może spać mi na samochód. Ale nie ma kominów, nie ma dachówek i nie mam samochodu. Jedyna na co trzeba naprawdę uważać to na okna, ponieważ większość okien w Norwegii jakie widziałam (i wszystkie w hotelu) otwierają się na zewnątrz budynku. Efektów jest kilka:
1. Wyobraźcie sobie silny wiatr i otwarte okno (5 lat temu u nas w pokoju poszła szyba, bo okno przypieprzyło w ścianę razem z zabezpieczeniem od takich sytuacji).
2. Wyobraźcie sobie mycie okien na drugim piętrze. Mam na myśli stronę zewnętrzną oczywiście. Nie wspominam tu nawet o pieprzonych oknach w hyttach, które są dzielone na małe szybki, rozkładają się na 4 części i oczywiście też na zewnątrz. Doprowadzały mnie do szału w zeszłym roku, kiedy je myłyśmy, bo w rezultacie jedno okno myjesz z czterech stron, stojąc na krześle na dworze w temperaturze 2 st C i jeszcze zaczyna padać śnieg (to był koniec września).
3. Dodajcie do tego silne wiatry, śnieżyce i inne nie lubiące okien warunki pogodowe.
Czy też Wam się wydaje, że pomysł jest lekko ... niecodzienny? Norwedzy, pytani dlaczego mają okna otwierane na zewnątrz, nie umieją odpowiedzieć. Chyba to jest coś w stylu: a to może być inaczej?

Mama ugotowała zupę jarzynową. Mój chleb (podejście drugie) jest właśnie w piekarniku i wygląda ślicznie. Dyplomatycznie nie wspominam o poprzednim, norweskie warunki robienia zakwasu są nieco inne niż polskie ;) Metoda prób i błędów zawsze skuteczna.

3 komentarze:

  1. Oknom otwieranym do wewnątrz mówimy stanowcze NIE! Do diabła z nimi!
    W starych domach okna otwierały się na zewnątrz i są przynajmniej trzy zalety takiego rozwiązania. Po pierwsze: wiejący w okno wiatr dociska je do ramy i tym samym uszczelnia. Po drugie, nawet silny wiatr nie jest w stanie wyrwać skrzydła z zawiasów i "wepchnąć" go do wnętrza budynku (a zdarza się to niestety, w oknach otwieranych do wewnątrz). Po trzecie, otwarte na zewnątrz okno nie zabiera przestrzeni w pomieszczeniu, można zagospodarować parapet, zainstalować przy oknie blat, stół itp.
    Mycie też nie jest skomplikowane, tego typu okna bywają wyposażone w mechanizm obracania skrzydeł w poziomie, tylko trzeba znaleźć odpowiednią dźwigienkę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No i oczywiście pozdrawiam zza drzwi :)

    OdpowiedzUsuń
  3. W Wielkiej Brytanii tez sie wszystkie okna otwieraja na zewnatrz. W czasie wiatru to tez moze miec sens bo wiejacy wiatr dociska okno do futryny i w ten sposob polepsza sie jego szczelnosc.

    Dodam jeszcze jedno - dzieki temu rowniez kwitnie biznes firm myjacych okna i dzieki temu Norwegia jest taka bogata ;-)

    OdpowiedzUsuń