Poszłam na grzyby. Tzn. poszłam ścieżką do Hageseter i razem z mamą zbierałyśmy grzyby. Żeby się specjalnie nie przemęczać zbierałyśmy tylko te rosnące najdalej 2 metry od ścieżki. W efekcie pół mojej ściany jest obwieszone grzybami, a poza tym wyszedł mi całkiem dobry sos grzybowy. I chyba odkryłam, która z dziwnych rzeczy na półce sklepowej to kasza jęczmienna.
Ja: Wiesz, znalazłam mnóstwo grzybów wczoraj, prawie nie mam miejsca na ścianie, żeby je wieszać.
Anne: Wieszać? Zaraz... pocięłaś je na kawałki...
Ja: ... nawlekłam na nitkę i powiesiłam na ścianie, żeby wyschły.
Anne: Acha. A nie mogłaś położyć je na raszce i włożyć do piekarnika?
Ja: W zeszłym roku próbowałam, ale coś było nie tak i wszystkie się poprzyklejały do metalu, więc postanowiłam zrobić tak jak mój dziadek zawsze robił.
Anne: Acha. No tak. Ja kiedyś próbowałam ususzyć grzyby w suszarce bębnowej.
Ja: ... ... znaczy ...
Anne: Tak, w takiej do ubrań.
Ja: ...
Anne (uśmiechnięta): Wszystko pachniało grzybami i musiałam ją umyć. Metoda nie działa, nie polecam :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz