niedziela, 9 sierpnia 2009

Uroczysty obiad

Obiad na 80 osób. 3 imprezy naraz: 60te urodziny jakiejś kobiety, impreza dla byłych pracowników i jakaś szesnastoosobowa grupa Francuzów. Plan był taki, że urodziny rozpoczynają się o 18.00 a Francuzi przychodzą o 19.15, więc nie będzie tłoku przy bufecie. W międzyczasie może zjedzą pojedynczy goście, bo inaczej nie mają szansy na wolny stolik...

Plan planem, życie życiem. 22 gości urodzinowych zaczęło jeść koło 19, bo jubilatka postanowiła rozpakować wszystkie prezenty przed obiadem. Chwilę później przyszli Francuzi, którzy byli bardziej zakręceni niż można by się spodziewać. Szefowa na wszelkie pytania zadawane przez nas (a co z tortem, czy Francuzi mają wspólny rachunek itd) odpowiadała z niewinną miną: "Nie wiem", "Nie mam pojęcia", "Nie chcę nic wiedzieć o żadnym torcie". Pomijam już fakt, że w momencie kiedy w salonie goście pili szampana za zdrowie jubilatki, Anne ze standardowym dla siebie urokiem, zaczęła szorować lodówkę do lodów, robiąc przy tym trochę hałasu i latając z mopem. Lodówka jest trochę głęboka i trzeba się schylić, żeby się do niej dostać, więc wystawał z niej tylko jej... tyłek.

Dokładnie w środku obiadu, w czasie kiedy wszyscy okupowali bufet i zamawiali litry alkoholu (w końcu 80 osób przyszło na imprezę, co z tego, że 3 różne) Anne postanowiła wymienić beczkę z piwem, bo akurat się skończyła. Anne zawsze ostrzega każdego, kto wymienia beczkę, żeby był bardzo ostrożny,bo bardzo łatwo jest coś zepsuć, a tak naprawdę woli zrobić to sama. Poprzednim razem ułamała jakąś część w beczce, więc 20 litrów piwa poszło do śmieci. Tym razem "ułamało się" coś w dystrybutorze. Efekt: kran był zamknięty, a całe 20 litrów piwa ciekło ciurkiem po całym barze. Anne zachowała całkowity spokój. Z miną pod tytułem "nic już dzisiaj nie jest w stanie mnie zadziwić" przyniosła 10 litrowe pudełko po dżemie i podstawiła je pod piwo. Chciałam zaznaczyć, że nikt z pracowników nie spowodował żadnych tego typu strat w tym sezonie, a beczka jest wymieniana kilka razy w tygodniu ;)

W międzyczasie w jadalni 22 osobowy stolik absorbował uwagę wszystkich gości, ponieważ najpierw podpita jubilatka śpiewała różne piosenki (pytane Norweżki nie były w stanie mi powiedzieć o czym), a później ktoś wygłaszał przemowę do całej jadalni. Francuzi słuchali jej z miną pełnego niezrozumienia, więc zbierając talerze powiedziałam im, żeby się nie martwili, bo ja również nie rozumiem o czym jest mowa. Wyraz twarzy z jakim pytali "Co? Ale jak?" - bezcenna.

Mieliśmy również dwoje gości - duchów. Ich rzeczy były w pokoju, tylko nikt poza Linn ich na oczy nie widział, a sama Norweżka w ogóle nie pamiętała jak wyglądają. Szefowa zwróciła na nich uwagę w momencie kiedy okazało się, że jutro muszą zwolnić pokój. Zaśmiałam się, że może to duchy, po czym zobaczyłam, że facet ma na nazwisko Kasper, co nieodzownie kojarzy z bajką o duchu zwanym Kacprem. Sytuacja przestała być zabawna, kiedy zorientowaliśmy się, że w sumie to oni wynajęli ten pokój 3 dni temu na jedną noc, więc wychodziłoby na to, że poszli w góry i nie wrócili, co już nie jest śmieszne. Ale z ostatnich wieści wiem, że chyba się znaleźli. Znaczy pali się światło u nich w pokoju ;)

2 komentarze:

  1. Hmmm. Już wiem dlaczego wielu pisarzy wybiera się z pisaną właśnie książką od hotelików na uboczu - przecież, to co czytam w twoich relacjach z dalekiej północy, to kopalnia pomysłów :D

    Może czas byś zabrała się za jakieś wwiekopomne dzieło i opisała je tak jak Bruczkowski. Niby pisze o zwykłych wydarzeniach w niezwykłaych krajach, a ponoć czyta się to doskonale (choć to tylko opinia zasłyszana z ust drugich).

    OdpowiedzUsuń
  2. O mamo, ile komplikacji.
    Jeszcze morderstwa do tego wszystkiego brakuje i juz byscie mieli kryminała jak się patrzy.

    Z innej beczki mój młodszy brat ma na imię Kacper i w chwilach gdy jako dziecko irytował mnie maksymalnie (to były częste chwile, żadna z nas łatwym charakterem nie grzeszy i nie grzeszyło) proponowałam mu że zrobię z niego ducha Kacpra. On był nawet zainteresowany (Casper był jego ulubioną bajką) ale nie wiedzieć czemu matka stawała okoniem. Nadwyraz zagadkowe muszę rzec.^^

    OdpowiedzUsuń