czwartek, 6 sierpnia 2009

Poligon

Jak już mówiłam obecnie jako gości mamy wojskowych. U nas mieszka kadra, a w hotelu 1km od nas mieszka 110 niższych stopniem żołnierzy. Zwłaszcza że tamten hotel do zeszłego roku był własnością armii. Kilometr od nas znajduje się poligon wojskowy. W zeszłym roku przez tydzień latały nad nami F-16, dokładnie nad hotelem schodziły poniżej poziomu okolicznych gór i zrzucały bomby na specjalne pole odległe od nas o 3 km. Huk był nieziemski. Śmialiśmy się, że gdyby poślizgnąłby im się palec o sekundę wcześniej to byłoby po nas. Wybyliby sobie również sporą część oficerów, co nas trochę pocieszało.
Anyway... Żołnierze przyjeżdżają do nas odkąd tutaj pracuję. Połowę pamiętam z zeszłych lat, młodzi w drugim hotelu pewnie się zmieniają. Od 5 lat słyszę, że poligon ma zostać zlikwidowany, żeby go włączyć do terenu parku narodowego. Szefowa kiedyś się śmiała, że rząd norweski zamierza wydać kilkanaście milionów koron i rozbrajać ten teren przez kilka dobrych lat, mimo że w okolicy jest cała masa ładnych gór, które aż się proszą, żeby zostać włączone do parku narodowego bez żadnych ceregieli. Pewnie cała akcja przez woły piżmowe, które sobie upodobały akurat poligon jako miejsce pobytu.
Na poligonie nie prowadzi się obecnie (odkąd pamiętam) żadnych działań (poza F-16 w zeszłym roku). Po poligonie chodzą turyści, myśliwi w poszukiwaniu reniferów itd. Nie ma tam również zakopanych min ani innych tego typu niebezpiecznych pułapek. Trzeba po prostu cały teren oczyścić z różnych małych rakietek, które kiedyś nie trafiły do celu i nie wybuchły, a cały czas mogą to zrobić.
Więc... wiecie jak oni rozbrajają ten teren? Ta cała gromada 110 żołnierzy idzie tyralierą i szuka niewybuchów. Jak coś znajdują to wołają pirotechników, którzy jadą za nimi. I tak od poniedziałku do piątku. Od 5 lat...

Mówiłam, że turyści chodzą po poligonie, nie? Żołnierz, na pytanie czy się nie boją, że ktoś wejdzie na taką uzbrojoną rakietę, powiedział ze stoickim spokojem: "Nie, można je spokojnie zobaczyć (faktycznie, w tej wyższej kamienistej części idzie to zrobić), a jest zasada, że zakrzaczenia się omija szerokim łukiem.".... Well... Dobrze wiedzieć. Zwłaszcza jak sobie przypomnę jak się w zeszłym roku przebijaliśmy z Niemcami przez wierzbę lapońską sięgającą do pasa. Nie mówiąc już o wracaniu po zmroku....

2 komentarze:

  1. O czym już zresztą wspominałem Ci, że nie było to najlepszym pomysłem. Jeszcze się tym chwalisz...

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam wrażenie, że u ciebie w tej dziczy dzieje się więcej niż w Poznaniu. Wprawdzie też mamy F-16 ale niczego nam nie zrzucają

    OdpowiedzUsuń