W związku z wczorajszym świętowaniem urodzin mojego męża i zarazem moich imienin dzisiejszy poranek powitaliśmy jako zło konieczne. Kiedy o 8.20 wyjrzeliśmy za okno okazało się, że widać za nim jeszcze mniej niż zazwyczaj o tej samej porze - nie dość, że prawie zupełnie ciemno, to jeszcze cały świat pokryła gęsta mgła. Poranek wypełzał spod kołdry równie powoli jak mój umysł. Około 9 zrobiło się w miarę szaro, koło 10 zupełnie jasno. Lotnisko miało trochę problemów, samoloty krążyły nad miastem.
W ramach drobnych przyjemności kupiłam wczoraj mrożoną mieszankę jeżynowo-malinowo-jagodową. Dawniej w każde wakacje objadałam się jeżynami, zwłaszcza w sierpniu w Bieszczadach, ale odkąd zaczęłam spędzać wakacje w Norwegii zostały mi tylko wspomnienia. Drugim z moich wczorajszych zakupów było mleko kozie. Postanowiłam sobie przypomnieć jak smakuje, bo moje ostatnie doświadczenie w tym temacie miało miejsce z ponad 10 lat temu. Co ciekawe, też w Bieszczadach. Anyway, zrobiłam sobie kawę z przyprawami (w tym miejscu pragnę wyjaśnić pewne nieporozumienia. Owszem, robię dobrą kawę. Ale robię ją dlatego, że nauczyła mnie tego Ruda jakiś czas temu podczas wspólnego mieszkania w akademiku i próbach przetrwania sesji letniej na pierwszym roku. Więc generalnie to raczej JEJ kawa niż moja, chociaż wprowadzam do niej czasami różne zmiany ;) ).
Tak więc dzisiejsze przedpołudnie upłynęło mi na pałaszowaniu owoców z owsianką, patrzeniu przez okno na zamglony świat oraz piciu kawy o zapachu kozy, znaczy wróć, chciałam powiedzieć kardamonu :)
Co ciekawe - mleko krowie pachnie mlekiem. Tak przynajmniej mam zakodowany zapach mleka. Mleko kozie pachnie kozą. Mocno. Nie jestem do tego jakoś super przekonana, aczkolwiek myślę, że można się do tego przyzwyczaić. A poza tym - kozy są słodkie, więc i tak zamierzam je kiedyś hodować :)
Jeśli Cię to pocieszy to w tym roku była straszna bieda z jeżynami w Bieszczadach. Było ich bardzo malutko, byly mizerne i jeszcze zielone. A 2 lata wcześniej jak byliśmy w tym samym czasie to krzaki byly czarne od owoców.
OdpowiedzUsuńZa to kóz było dużo, dorodne jak nigdy ;-)
OdpowiedzUsuńWell... NIE pociesza mnie, że co roku jeździcie na wakacje w moje ukochane góry, podczas gdy ja, z własnej nieprzymuszonej woli oczywiście, siedzę na księżycu, znaczy chciałam powiedzieć w Hjerkinn. Ale jeszcze się zemszczę, może nawet już niedługo, jak tylko pogoda dopisze :P
OdpowiedzUsuńCo do kóz - całe szczęście, że były dorodne, bo gdyby były zielone i niedojrzałe to zaczęłabym się niepokoić ;)