środa, 13 stycznia 2010

Matt vs. Baterie

Dla wszystkich narzekających na śnieg zalegający na chodnikach w Polsce. Śnieg w Bergen spadł 19 grudnia i leży do tej pory. Śnieg z chodników zniknął po Nowym Roku. Znam 4 osoby, które osobiście zaciągnęłam na pieszą wycieczkę do sklepu, mogące zaświadczyć, jak fatalnie się chodziło.
Zniknął, znaczy został zepchnięty pługiem/łopatą i koparką ładowany na wywrotki, które z kolei wywiozły go w siną dal. Z chodników, znaczy z części teoretycznie uważanej za główne chodniki. To znaczy, że na przystanek już da się przejść normalnie, do sklepu Safari jest dalej trudno, a mniejsze uliczki w centrum Bergen pokrywa warstwa ubitego śniegu pokrytego na powierzchni warstwą lodu.
Inna sprawa, że Norwedzy tej chwili chodzą głównie w porządnych burach z goretexem i antypoślizgową podeszwą. Samobójców na obcasach nie widziałam, co oczywiście nie jest dowodem, że nie istnieją.
Dla kontrastu dodam również, że dzisiaj Karen, żona Matta, uświadomiła mi, że niektóre chodniki w centrum są.... podgrzewane. Jako niedowiarek oczywiście musiałam dotknąć. SĄ. Owszem, zastanowiło mnie dlaczego niektóre chodniki są suche, bez śniegu, błota czy lodu. Ale ogrzewanie nie przyszło mi do głowy jako rozwiązanie zagadki.

Oczywiście ma to swoje dobre strony. Np. kiedy mała Ronja (dwuletnia córka wcześniej wspomnianych) postanowiła okazać swoje niezadowolenie spowodowane byciem wyniesioną pod pachą z księgarni poprzez tarzanie się po chodniku.


W zeszłą niedzielę poszliśmy z Mattem w góry. Wykazałam się szczytem inteligencji zabierając ze sobą aparat i obiektywy, ale zapominając o takim drobiazgu jak karta pamięci. Jak tylko zaczęłam się na górze nad sobą użalać, Matt wyciągnął swój aparat ze słowami "O, jaki ładny widok, chyba zrobię zdjęcie". Jak wiadomo, (czasami) jest sprawiedliwość na tym świecie, więc długo tych zdjęć nie porobił, ponieważ rozładowały mu się baterie. Ale miał zapasowe, więc oczywiście natychmiast je wymienił. Okazało się jednak, że aparat nie działa. Zrzuciwszy na zimno, stare baterie czy inne chochliki schował aparat do plecaka i nie denerwował mnie więcej.

A lato było piękne tego roku... Znaczy się zima. Widoki również :)

Anyway, jak już zeszliśmy z gór, tudzież miejscami zjechaliśmy na naszych tyłkach przy pomocy plastikowych jabłuszek, usiedliśmy na przystanku i czekaliśmy na autobus, Matt wyciągnął aparat. Otworzył pojemnik na baterie. Popatrzył. Przełożył baterie tak, żeby jednak były plusem do plusa i minusem do minusa. Uruchomił aparat. Wyobrażacie sobie moją satysfakcję malującą się na twarzy?
Oczywiście, jak już dojechaliśmy do ich mieszkania posiedzieć jeszcze z całą trójką, była to jedna z pierwszych historii dnia opowiedzianych jego żonie :)

10 komentarzy:

  1. To ja sobie ponumeruję, bo inaczej się pogubię:

    1. Obcasy na śniegu i lodzie. Dla mnie błogosławieństwo w 50% przypadków. Wielokrotnie uratowały mnie od rozbicia sobie głowy o kant chodnika, czy np. schody jak to miało prawie miejsce w ten wtorek, kiedy szarpałam się z bagażami na schodach przed dworcem Stargardzkim. Gdyby nie fakt, że 2razy(!) instynktownie zaczepiłam/zahaczyłam się obcasem o metalowe listwy na krańcach pojedynczych schodków leżałabym teraz prawdopodobnie na intensywnej ze wstrząsem mózgu, zszytą głową i złamaną przynajmniej 1 kończyną (wnioskuję to z przerażonych min przypadkowych świadków). Plus, jak ostatnio po jakiś 3-4 latach założyłam ponownie glany na śnieg i lód to wyglądałam jak kot na łyżwach (serio, to trzeba było zobaczyć na żywo XD).

    2. Ciśnie mi się na usta wiele ciekawych epitetów dotyczących tarzania się dzieci po chodniku w akcie buntu i wyrażania niezadowolenia, ale nie wiem czy masz cenzurę na blogu włączoną czy nie, więc się powstrzymam.

    3. Zdjęcie jest fenomenalne. Ale w małej wersji. Jak powiększyłam to dużo straciło, bo wydaje mi się, że dysonans w DoFie jest nieco zbyt silny. Ale i tak jest zaaaaaaczepiste (*_*).

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurzyki! Biale kurzyki! :D Sliczne zdjecie.

    OdpowiedzUsuń
  3. @Mo. Nie wiem czemu, ale miałam jakoś przeczucie, że akurat Ty się odezwiesz w kwestii obcasów ;P Ale faktem jest, że glany się średnio sprawdzają na lód. A w ogóle to znam osobę, która wyszła z założenia, że pójdzie w obcasach do sklepu, bo będą się przecież wbijać w śnieg, więc nie będzie się ślizgać. Potem narzekała, że kostkę przed domem skręciła ;)

    A co do dzieci... Znając Ciebie teraz śmiem twierdzić, że nie byłaś zawszę aniołkiem :P Więc się nie czepiaj ;) Moja mama w ramach protestu przeciwko ubraniu w niebieską sukienkę i kapelusik poszła się wypluskać w kałuży. A chodnik przynajmniej suchy był :)

    @Mari - co to są ... "kurzyki"?

    No i dziękuję za uznanie :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmmm, wiesz... jakby to tutaj ująć :D. Też miałam swojego czasu pomysł z wbijaniem się obcasami w śnieg :D. Z tym, że mi się zasadniczo nawet udało XDDDD. Zasadniczo... ^_-.

    Co zaś tyczy się mojego dzieciństwa, wierz mi, że nie było szans na tupanie/rzucanie się na glebę/tarzanie w kałużach. Of koz robiłam duuuużo głupich rzeczy, za który dostawałam porządnie w dupsko (np. rozwalenie drzwi wejściowych do domu ostrą stroną młotka gdy zostawiono mnie w domu samą na noc), ale nigdy nie walnęłam "bahorowego focha". Zbyt wysoko miałam rozwiniętą świadomość dotyczącą tego, jak się to skończy. I mam nadzieję wpoić tę samą świadomość w swoje przyszłe dzieci.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ej! Mo! Nie zwróciłaś uwagi na najważniejszą część tego zdania: wyniesioną pod pachą Z KSIĘGARNI. No proszę Cię - rodzice zastosowali czyn karany Konwencją Genewską :D

    OdpowiedzUsuń
  6. @Mo. Skoro miałaś świadomość czym to się skończy, to znaczy, że jakoś tej świadomości musiałaś nabrać. A nie sądze, żeby dwulatkowi wystarczyło samo opisanie możliwych konsekwencji ;)

    @Jo Miała całe 15 minut na chodzenie po księgarni i zapoznania się z zawartością półek na wysokości 70cm nad ziemią ;) Tam i tak rzadko jest coś ciekawego.

    OdpowiedzUsuń
  7. To są kurzyki: http://bit.ly/6NquKO

    Shin

    OdpowiedzUsuń
  8. -> Natasza
    Eeee, wierz mi - wystarczyło jedno spojrzenie lub słowo mojego taty. Doświadczenia empiryczne były wtedy całkowicie zbędne. Poza tym - nie ten model. Ja byłam z tych co potrafiły stwierdzić: "sru te foremki i piaskownicę! Idę na drugie osiedle do samu poobcować z obcymi, podejrzanymi ludźmi bez niczyjej wiedzy". Ale tupanie i tarzanie się? Pliiiiiiz.

    ->Jo.
    Hmmm, no tak, tego nie wzięłam pod uwagę. Z drugiej strony jak W. może wyjść z księgarni bez tupania i fochowania, to każde dziecko też powinno ;).

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurzyki to takie smieszne, czarne, pomponiaste stworki z filmow MIyazakiego (nie jestem pewna, czy na tym linku od Shina widac, ze sa bardzo milusie :D )

    OdpowiedzUsuń
  10. Czy to oznacza, że w tym wypadku nazywają się "masshiro shirosuke"? XD.

    OdpowiedzUsuń