Ustalmy fakty.
Po pierwsze: powinnam wyjść z domu dawno temu. Ot, nowość.
Po drugie: idziemy do kina na 18.30. Miałam połazić po sklepach zanim mąż mój skończy pracę, a czyni to teoretycznie o 17.
Po trzecie: wyjście do kina oraz znaczne ocieplenie spowodowało, że wymyśliłam sobie, że jest okazja, żeby ubrać się wreszcie inaczej niż tylko przeciwdeszczowo i przeciwwietrznie od stóp do głów. Prognoza pogody od kilku dni głosiła, że we wtorek ma być słonecznie. Ucieszyłam się, zasnęłam z planami krótkiej pseudowojskowej spódniczki i glanów, bo nie chciało mi się w kozakach na obcasie latać po sklepach.
.... No więc.... wstałam. Spojrzałam za okno. Zrobiłam sobie kawę, aby chwilowo zająć się czymś innym. I tak siedzę sobie od dłuższego czasu patrząc to na monitor z prognozą pogody, to za okno. Bo na yr.no twierdzi, że aktualnie w Bergen jest bezchmurne niebo i słońce. Okno natomiast twierdzi, że są wyjątkowo niskie chmury, mgła i pada deszcz. Oczywiście nadal jest biało, bo taka ilość śniegu tak łatwo nie stopnieje. Nawet makijaż się boję zrobić przy takiej wilgoci w powietrzu...
Co ciekawe, jutro podobno też ma być słońce...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz