czwartek, 8 kwietnia 2010

Wpadł pies do kuchni...

... i porwał mięsa ćwierć....

Ostatni obiad w najbliższym miesiącu. Gości 6ciu. Nie robimy bufetu, tylko podajemy do stołu. Ziemniaki, mięso, warzywa i surówka. No, i brązowy sos, oczywiście, w końcu Norwegowie żyć bez niego nie umieją. Obiad bez brązowego sosu to prawie taka sama katastrofa jak śniadanie bez brązowego sera.

Goście jeszcze nie przyjechali. Sprzątam jadalnie. Szefowa krząta się po kuchni. Obie nie zauważamy, jak Leo z gracją otwiera sobie drzwi do środka, po czym cicho przemyka do kuchni. Po chwili widzę jak Leo wybiega przerażony z kuchni i leci do wyjścia. Szefowa za nim. Wydaje się być zła. Więc szukam sobie dodatkowego zajęcia z dala od niej, coby miała czas ochłonąć.

A było z czego. Też bym była wściekła, jak wychodząc z toalety nagle zobaczyła ślicznego pieska opierającego się przednimi łapami o blat i zżerającego mięso przeznaczone dla gości na obiad. Zwłaszcza, że ilość mięsa była akurat na 6 osób i ani grama więcej.

5 komentarzy:

  1. Jest jakiś epilog historii? Goście zadowolili się ziemniakami w brązowym sosie? ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pewnie wszystkie steki, które przeżyły pozszywała szczypiorkiem, zrobiła jednego wielkiego kotleta, usmażyła i pokroiła na 6 równych części ;P A jeśli nie bawiła się w w Igora, to rozbiła mięso na cieńsze kawałki i podzieliła na mniejsze porcje :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brazowy sos O_O Wciaz mam traume z Danii.
    A jak, ze tak z ciekawosci zapytam, lubia Norwegowie swoje mieso przyrzadzone? Takie na pol surowe jeszcze? Bo Dunczycy take uwazaja za rarytaz XD Najlepiej ,zeby jeszcze nieco ociekalo krwia.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdążył zeżreć tylko 1 kawałek, więc resztę jakoś podzieliła. Chyba. Nie wnikałam w szczegóły, wolałam zniknąć z pola widzenia. I zasięgu patelni ;)

    Trzymam się z daleka od tutejszego mięsa, pomijając renifera. Ale wydaje mi się, że takie krwiste w środku lubią, sądząc po tym czerwonym mazidle, które zostaje na talerzach.

    Trauma mówisz.... Wiem coś o tym. Jak czuję ten zapach to mi się niedobrze robi. A największa panika szefowej ostatnimi czasy to czy na pewno wystarczy sosu, bo przecież Norwegowie nie umieją bez niego żyć.

    OdpowiedzUsuń