Przy okazji pochwalę się zbiorem grzybów i pokojem:

A to jest widok z werandy :)

Wreszcie się zebrałam i wrzuciłam zdjęcia na Picasę. To, że na nich nie pada oznacza, że robiłam je głównie w ciągu 2 pierwszych dni w lipcu i kilku następnych, kiedy było trochę cieplej, albo ładniej, albo po prostu nie padało i trzeba było się w końcu ruszyć z pokoju, bo ile można siedzieć przed kompem. Zapraszam do oglądania i komentowania, a ja tymczasem spadam do pracy ;)
Aaaaaa!!!! Tam nie ma NIC! Tylko cisza i przyroda i świeże powietrze!!! Tak właśnie wyobrażam sobie piekło...
OdpowiedzUsuńTo mi się podoba takie piekło, przynajmniej na zdjęciach, LB
OdpowiedzUsuńMo., powiedziałabym tak, jak mawia w takich momentach Hanka, moja przyjaciółka: Kocham Cię, wyjdź za mnie, ale się spóźniłam jakieś dziesięć dni :D
OdpowiedzUsuńTaa no właśnie. Wszystko pięknie ale po paru dniach mogłabym zwariować. Nie że zaraz piekło ale... spokój i dzwoniąca w uszach cisza. I ziąb.
OdpowiedzUsuńAle na zdjęciach wygląda ładnie.
Eeee tam. W Montanie też nic nie było a jakoś 4 miesiące wytrzymałem. A jaki "świat-przez-różowe-okulary-widzący" wróciłem. No, ok, przyznaję, że ja miałem dookoła jakieś 200 dusz pozostałych pracowników.
OdpowiedzUsuńAle ładnie te zdjątka wyglądają. Nie ma co.