środa, 2 września 2009

Spokojny dzień

Między 14 a 16 przewalały się nad nami dwa fronty, jeden po jednej stronie doliny, drugi po drugiej. Kłęby chmur, od bardzo ciemnogranatowych do białych, otaczały nas ze wszystkich stron, a nad hotelem świeciło słońce. W końcu fronty się połączyły i nastąpiło oberwanie chmury. W międzyczasie stało się coś, co pewnie spowodowałoby atak paniki u Mo. Mianowicie szczęśliwa szefowa oznajmiła nam z uśmiechem, że dzisiaj jest bardzo spokojny dzień, ponieważ telefon nie działa. Rozwiała również moje obawy, że zepsuła mi się komórka. Nie było zasięgu w całej okolicy (mieli naprawić koło 23, udało im się ciut wcześniej). Byliśmy jednak jedynymi szczęściarzami, którzy mieli internet, ponieważ nie miał go nikt z sąsiadów. I całe szczęście, bo bez netu nie działa program do księgowania i obsługi kasy fiskalnej. W każdym razie przez chwilę byliśmy odcięci od świata. Czy to nie cudowne?

Wieczór już był mniej spokojny. Żołnierze postanowili, że dzisiaj jest ten wieczór, kiedy piją. Pili. Dużo. I długo. Pan R. zapytał: "Natasza, a mogłabyś mnie jutro obudzić o 6 rano?" Popatrzyłam w jego proszące oczka: "Niestety, jutro pracuję po południu i nie zamierzam wstawać o 6 rano, ale zapytam Asię." "Acha, powiedz jej, że jak mnie obudzi, to ją przytulę w ramach podziękowania". Powiedziałam Asi, że R. prosi o pobudkę. Nie zdążyłam już jej powiedzieć, że zamierza ją przytulić, bo o tym powiedział mi jak już zamykałam, a ona już spała. Mam nadzieję, że jakoś sobie jutro poradzi ;)

2 komentarze: