Obiad miał być o godzinie 17.00. Zaczęło się od tego, że o godzinie 16.20 przyszła do nas szefowa i powiedziała, że o 16 mamy zacząć rozstawiać wino na stołach. Popatrzyłyśmy na nią, popatrzyłyśmy na siebie... "Ale przecież jest 16.20!" "Nie, jest 15.20..." i pokazała nam swój zegarek. Zgłupiałam. Poszłyśmy do kuchni, gdzie zegar wskazywał 16.25. Anne: "O. To dlatego przez cały dzień wydawało mi się, że mam tak strasznie dużo czasu na wszystko... Chyba musimy się pośpieszyć". Szampan postanowił nas jednak trochę spowolnić, ponieważ pienił się gorzej niż wstrząśnięte piwo. Sam obiad składał się z przystawki (melon z szynką), dania głównego i deseru oraz dużej ilości przemów. Szefowa się zmyła jakoś koło 18, zostawiając nas z AnneStine, która nam pomagała roznosić talerze i z Martinem, który pomagał kucharzowi.
Ogólnie przez większość czasu nudziliśmy się jak mopsy, siedząc w kuchni i czekając, aż wreszcie będzie można zanieść/zebrać talerze. A podczas obiadu ciągle tylko przemowy i przyśpiewki na melodie pogrzebowe o tym jak żył sobie jeden góral, który znalazł sobie żonę, ale ta go zdradziła i odeszła do kogoś z miasta. Albo jakoś tak. Inna piosenka była o Ingrid (imienniczce panny młodej), która była bardzo biedna i nie miała srebra na posag, więc babcia zrobiła jej czapeczkę z wełny i coś tam coś tam i Ingrid umarła.
Wreszcie wszyscy zjedli i poszli potańczyć do stajni, a my mieliśmy rozłożyć ciasta (w większości home-made by różne ciocie). Zaczęło się od tego, że Anne Stine posypała czekoladą ciasto cytrynowe, które już wcześniej zostało oblane białą czekoladą i wcale nie potrzebowało dodatkowego zdobienia. Chwilę później okazało się, że tradycyjne ciasto norweskie wygląda jak bożonarodzeniowa choinka, smakuje jak makaroniki (ciastka w Poznaniu), wtyka się w nie cukierki z wróżbą i papierową koroną a na dodatek ktoś wymyślił, że na czubku ma stać figurka państwa młodych. Plastikowa. Z materiałowym welonem. Anne Stine spędziła jakieś 10 minut próbując sprawić, żeby panna młoda przestała być Murzynką, po tym jak wcześniej wrzuciła wspomnianą figurkę w sam środek ciasta z czekoladowym kremem na wierzchu. Stała przy zlewie ze szmatką w jednej ręce, parą młoda w drugiej i płacząc ze śmiechu. Nie ona jedna zresztą. Postanowiliśmy postawić ciasto gdzieś trochę dalej od źródeł światła, ponieważ welon nadal był lekko brązowy, a dodatkowo w trakcie mycia materiał zacząć się strzępić, więc wyglądało jakby panna młoda miała siwą grzywkę. Następnie dziewczyny wyjęły z zamrażarki kamienne ciasto lodowe i... sorbet truskawkowy włożony w okropną aluminiową formę od babki. Oczywiście również kamienny. Na fali głupawki zastanawiałyśmy się czy go w tej formie nie zostawić na zasadzie "Wydłub sobie sam". Skończyłyśmy wynosić ciasta, wyszłyśmy na jadalnię, popatrzyłyśmy na dwie lady, na których stały i Anne Stine stwierdziła... "Hmm... A gdzie postawimy tort weselny?" No więc dziewczyny wpadły na pomysł, żeby postawić go na wózku, czyli stole z kółkami. Co prawda któraś się pomyliła i zamiast stwierdzić, że wózek ma hamulce, powiedziała, że wózek ma pedały, więc kolejne minuty zwijałyśmy się ze śmiechu wyobrażając sobie odjeżdżający tort. Podczas gdy reszta próbowała zasłonić obrusem szkaradność wspomnianego wehikułu ja próbowałam znaleźć jakieś noże do krojenia ciast. Niestety pomysł z położeniem wielkiego tasaka przy torcie weselnym nie przeszedł. Nie wiem czemu...
Pracę skończyłyśmy o 2.30 po to, aby iść spać na 4h i zacząć znowu o 7.00. Goście weselni ochoczo stawili się na śniadanie, w większości nawet koło 8. Panna młoda z panem młodym przebrali się w ciuchy trekingowe, rodzina zabrała niemowlęta (których było sporo) na nosidełka i większość po śniadaniu poszła w góry.
Okazało się, że zostało 5 butelek otwartego wina z obiadu. Anne sprytnie je ukryła, żeby się nikomu nie rzucało w oczy, ze stwierdzeniem, że może sobie nie przypomną, to będzie je można wypić. Posprzątałyśmy, szefowa zamknęła hotel o 16.00. Wieczorem dostałam sms'a: "Remember the redwine." Miałyśmy klucze i poszłyśmy zabrać prezenty. Było to bardzo miłe zakończenie wesela.
Jako podsumowanie powiem, że państwo młodzi byli zadowoleni z imprezy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz