... i trochę narzekania.
W ciągu ostatniego miesiąca:
- raz widziałam się z mężem
- miałam 7 dni wolnych (w tym 2 na podróż tutaj)
- większość czasu spałam
- dwa razy miałam gości :)
- były białe noce, ale się skończyły
- ani razu nie byłam w sklepie
- tylko raz miałam migrenę
- moje włosy są na etapie zsianowienia (zazwyczaj pod koniec mojego pobytu tutaj mają tendencję do wypadanie garściami
- przez większość czasu padało, a jak nie padało to było mgliście i zimno
- kilka razy biegałam
- 3 razy piłam alkohol, 2 razy kupiłam lody w hotelu, zjadłam 2 paczki ciastek
- przeczytałam 2 książki i obejrzałam kilka filmów
- zrobiłam bardzo niewiele zdjęć
- wielokrotnie nie chodziłam na śniadania i wielokrotnie nie chodziłam na obiady
- żywiłam się głównie żółtym serem
- moje dłonie usiłują się na mnie mścić za niewłaściwe traktowanie (a co ja za to mogę, że praca w kuchni bardzo wysusza ręce)
- skończyła się wiosna
- pojawiły się pierwsze grzyby
- podobno zaczęła się jesień
Pewnego poranka ostatnio było strasznie mgliście i ciemno. Marudziłam Linn, że pogoda nadaje się wyłącznie do spania.
Linn: No chcesz, przecież już się jesień zbliża.
Ja: Jaka jesień! Przecież jest środek lata!
Linn: Jakiego lata. Sierpień się zbliża. Lato było w zeszłym tygodniu.
Dzisiaj pierwszy raz od przyjazdu byłam w sklepie. Miałam wolne, wyciągnęłam mamę i pojechałyśmy pociągiem do Oppdal (50km na północ). Mama tęskniąca za słodyczami kupiła mnóstwo ciastek. Ja, tęskniąca do normalnego jedzenia, starałam się kupić coś, z czego można by ugotować obiad jaki znam. A w ogóle to tutaj jest zdecydowanie łatwiej kupić mąkę żytnią (i razową i zwykłą) niż w Polsce! Dostałam żytnią razową i zobaczę czy mi zakwas wyjdzie. A jak już mi zakwas wyjdzie to chleb też (o ile piekarnik będzie ze mną współpracował, bo ten w anneksie żyje własnym życiem jeśli chodzi o dłuższe pieczenie).
Miałam sobie też kupić wino. Przy okazji odkryłam, że wina w hotelu są 3 razy droższe niż w normalnym sklepie. Ale najpierw poszłyśmy zrobić rozpoznanie w Vinmonopolet, ale nie kupiłyśmy myśląc, że najpierw zrobimy normalne zakupy, a potem wrócimy i wino kupimy na samym końcu. Ale oczywiście Norwegia rządzi się własnymi prawami czyli: jeżeli całe centrum handlowe (no, nazwijmy to centrum handlowym) jest otwarte do 18 w sobotę, to wcale nie oznacza, że wszystkie sklepy są czynne do 18. 2/3 z nich jest zamykana każdy o swojej porze. A ponieważ w Norwegii cięższy alkohol (czyli wszystko oprócz piwa i cydru) może być sprzedawane tylko w specjalnym sklepie, zwanym właśnie Vinmonopolet i ten akurat jest czynny w sobotę do 16, więc... nie kupiłam sobie wina. Bo oczywiście w całym Oppdal jest tylko jeden. Tak samo jak jest jedna apteka, 3 markety spożywcze, 2 sklepy z ciuchami, 1 meblowy (w końcu Oppdal to spora miejscowość ;) ), widziałam nawet jakąś księgarnię, ze dwóch fryzjerów, z 2-3 kaffeterie i 1 pizzeria. To miałam na myśli mówiąc "centrum handlowe". Ale mają tam też podobno dobrą chińszczyznę. Wiem, bo pamiętam jak Anne Stine 5 lat temu jechała do Oppdal po chińskie żarcie na kolację. Razem drobne 100km.
Aha. Oczywiście wystarczy pojechać od nas w którąkolwiek stronę i zjechać trochę niżej z gór, żeby okazało się, że słońce i temperatura 20st Celcjusza nadal istnieją.
Znajomy już mi kiedys strasznie narzekał na te norweskie sklepy z %, więc akurat to mnie nie ździwiło. bardziej te odległości... 100 km żeby zjeśc chińszczyznę?! To już jest pzresada :)
OdpowiedzUsuńA tak poważnie - cieszę się Nataszko, że udało Ci się wytrzymać pierwszy miesiąc. Teraz już z górki (ups!) A na ręce polecam choć najzwyklejszy tłusty kremik, przed snem porządna warstwa i łapki owinąć w coś ciepłego ;) Trzymam kciuki!