Entliczek pentliczek czerwony stoliczek.
W Bergen powolna odwilż. Z Polski wróciłam podziębiona, co nie jest specjalnie dziwne jak człowiek nie dosypiał przez dobry tydzień. Pociąg powrotny o 5.40 rano, pakować skończyłam się jakoś o... 4.45, prawda? Na szczęście Ruda zadbała o to, abym miała ciepłą herbatę w termosie, za co bardzo dziękuję :)
Samolot w Gdańsku miał opóźnienie, sypali piaskiem płytę jak już byliśmy na pokładzie. Nad miastem śnieżyca. Ale poza tym bez większych przygód.
Mieszkanie wyglądało jakby przeszedł przez nie huragan - a konkretniej jakby Piotr zapraszał kolegów na obiad przez ostatnie 4 dni. Oczywiście w związku z tym nie zdołał się rozpakować, o złożeniu prania nie wspomnę. Bez obaw - nadrobił ;)
Dostałam od Babci książkę o pieczeniu chleba. Właśnie wyjęłam z pieca własnej produkcji bagietki. Jeszcze tylko dopracuję wygląd i będzie super :) Nie byłabym sobą gdybym nie przemyciła mąki razowej do środka, no nie? Jakby ktoś chciał, to przepis jest trywialny, a wykonanie błyskawiczne (zarobienie ciasta 10min, uformowania bagietek 5 min - czasu pomiędzy na wyrośnięcie i na pieczenie nie liczę, bo można go spożytkować na inne czynności). Zdjęć nie załączę, bo 1. jestem leniwa i mi się nie chce ich robić, 2. jak wspomniałam muszę popracować nad wyglądem.
Walentynkowy spacer zakończony został obejrzeniem przepięknego zabytkowego drewnianego kościółka, który jest w pobliżu. Cukierkowy zachód słońca wyszedł nam przypadkiem ;)
Ja poprosze przepis na chlebek :D
OdpowiedzUsuń