W skrócie:
- jesteśmy w Dublinie
- mieszkamy w hotelu, za który płaci firma (do 7 marca). Mamy apartament z kuchnią i łazienką. Jest tam zimno.
- szukamy mieszkania
- nasze rzeczy są w Bergen i jeszcze nie wiadomo kiedy i jak przyjadą.
- czuję się "światowcem". Mam 3 numery telefonu, każdy z innego kraju, a w portfelu mam korony norweskie, korony duńskie, polskie złotówki i euro.
- sklepy są otwarte w niedzielę
- ludzie mówią w języku, który rozumiesz
- za 1,5 tygodnia wracam do Norwegii, bo szefowa napisała, że nagle ma hotel pełen ludzi na cały marzec i żadnej obsługi.
- czas jest godzinę do tyłu w stosunku do Polski i Norwegii.
Piątek, 19.02.2010. Bergen
Pakowałam rzeczy przez dzień cały. Mieliśmy 10 kartonów, w które powinniśmy się zmieścić. Skończyłam o 19.30 pakując siódmy i stwierdzając, że czas wreszcie pójść do pubu. Było miło. Poznałam szefa Piotra. To znaczy najpierw podeszłam do stolika, przywitałam się, padło jakieś zdanie o firmie i szefach, które skwitowałam "I hate them." Po czym Piotr przedstawił mi swojego szefa, który stał obok.
Pożegnałam się z Palestyńczykiem. Znajomi Austriacy odprowadzili nas na autobus. Autobus nam uciekł, następny był jakoś po godzinie, więc zaprosili nas do siebie na herbatę, bo było zimno. Była 1.30 w nocy. Następny autobus też nam uciekł, więc w domu byliśmy o 3.40.
Sobota, 20.02.2010 Bergen
Wstaliśmy na dobre koło 12. Koło 13 i śniadaniu spakowałam kolejne 2 kartony. Został 1 i rzeczy na przynajmniej 2. Popatrzyłam na to wszystko i powiedziałam "Możemy gdzieś iść? Ja nie chcę na to wszystko patrzeć". Więc pojechaliśmy do miasta, do pubu obok Finnegans'a, ponieważ wiedzieliśmy, że akurat tam Matt pracuje w tym momencie. Wchodzimy do pubu, witamy się z Mattem... witamy się z Philem, szefem Piotra, który akurat ogląda tam mecz i pije piwo... "Jesteście spakowani?" "Nie..." Posiedzieliśmy tam z 1,5 godz. Wszyscy goście wyszli, Matt zamknął lokal i zabrał nas do domu na obiad. W tym czasie jak plotkowałam z Karen, a Piotr przeżywał atak Ronje, która w końcu przestała się go bać. A ponieważ mnie zna i kojarzy, więc już nie jestem tak atrakcyjna. W efekcie czego Piotr został przygniecony setką zabawek, które Ronje po kolei wyciągała z pudła i mu przynosiła :)
Wróciliśmy o 21 do domu. Nie, o 21 wyszliśmy od nich. Wzięliśmy jedno pudło od Matta, drugie przywiózł nam Dirceu. Chłopaki przywieźli nam swoje rzeczy, ponieważ cały bagaż do przewiezienia został w naszym mieszkaniu. Ktoś go stamtąd odbierze i przewiezie do Irlandii. Nie mamy pojęcia kto. Ale jest szansa, że Matt, ale o tym później.
Skończyliśmy pakować i sprzątać do 3.40. o 4.47 mieliśmy autobus na lotnisko. Odprawiliśmy bagaż. Kupiliśmy sobie kawę. Przyjechał Dirceu i Vytas (którzy przylecieli z nami) i Monika z Romanem, którzy ich przywieźli i przyjechali się pożegnać. Muszę mówić, że mieliśmy najwięcej energii z nich wszystkich? Dobra, można to też nazwać głupawką.
Niedziela 21.02.2010 Bergen/Oslo/Dublin
1. Nie lubię latać.
2. No dobra, nie lubię startować i lądować. Mieliśmy przesiadkę w Oslo, co oznacza podwójną dawkę lądowania i startowania.
3. W Norwegii sypało śniegiem, lotnisko było białe.
4. Pierwszy samolot był prawie pusty, wschód słońca nad chmurami i górami pozwalał zapomnieć o niewyspaniu.
5. Lotnisko w Oslo jest wielkie. Zwłaszcza jak się łazi przy transferze w kółko. Chłopaki polecieli do bezcłowego. Piotr kupił sobie whisky. Zobaczyłam cenę. Zmęczona i zirytowana poszłam między półki i włożyłam mu czekoladki do koszyka. Belgijskie trufle. Piotr stwierdził (po ang, bo chłopaki byli obok) "O, będą świetnie pasować do whisky" "Nie. Są moje. Wybrałam najdroższe jakie mogłam".
6. Czekając na drugi samolot Vytas stwierdził, że średnia wieku dla obsługi SASa to chyba koło 50tki i że szkoda, bo nie ma na co popatrzeć. Piotr natomiast stwierdził, że ten samolot raczej też nie będzie zbyt zatłoczony. I dzięki temu po chwili pojawiły się dwie wycieczki szkolne. Jedna z Irlandii wracająca do domu, a druga norweska lecąca na wakacje. Spokojnie nie było, a Vytas dostał "słodkie czternastki" do popatrzenia. Więc zasnął w samolocie.
7. Dublin. Wsiadając do taksówki poczułam się zdziwiona, że Dirceu siada za kierownicą. Spowolniona praca mojego zmęczonego mózgu sprawiła, że chwilę mi zajęło przypomnienie sobie, ze Irlandia ma ruch lewostronny. Później już było tylko gorzej.
8. Pokój w hotelu nie był gotowy, była 12. Poszliśmy więc na obiad. Poczułam się jak w mieście... Tramwaje... Sklepy otwarte w niedzielę (w Norwegii można o tym zapomnieć). Alkohol w sklepach. Ludzie na ulicach. Wręcz tłumy na ulicach. W niedzielę, podkreślam. Bergen w niedzielę jest wymarłe. Pudliszki i chrzan w Tesco. I polskie kabanosy. Skrzypce w co drugim pubie. Zrozumiałe napisy na sklepach. W ogóle dużo różnych bodźców.
9. W hotelu uświadomiliśmy sobie jedno. Że gniazdka są ciut inne, o czym nie pomyśleliśmy. Ale przynajmniej mają jedną przejściówkę w hotelu. Natomiast jak chłopaki podłączą część sprzętów w firmie, które dostali od szefa to nie mam pojęcia.
10. Spaliśmy od 17 do 7.30 rano.
11. Internet jest tylko w części jadalniano-salonowej hotelu. I mają tutaj totalnego bzika na punkcie kominków. Które są w większości atrapami.
12. Mentalność ludzi jest inna. Inna niż polska. I zdecydowanie inna niż norweska. Norwedzy są zamknięci i z dystansem. W celu szybkiego zrozumienia proponuję obejrzeć poniższą scenkę.
Irlandczycy... Przykładowo, siedzę w salonie, zrobiłam się dostępna na komunikatorach. Mój błąd. Wszyscy zaczęli się odzywać i pytać o różne rzeczy. Napisałam, że piszę notkę na bloga i zaraz będą wiedzieć. Więc zamiast tego zaczęli mnie zagadywać kelner na przemian z jednym z gości. I głównym zdaniem dookoła jest "How are you?"
Na razie tyle. Idę do pokoju ukryć worki pod oczami i lecę na miasto. Następna relacja wkrótce.
Poważnie nie pamiętaliście o innych gniazdkach elektrycznych? ^_^
OdpowiedzUsuńPoważnie. Pamiętałam ostatnio o wielu rzeczach, ale gniazdka nawet mi przez myśl nie przyszły. Poza tym pamiętaj, że ja jestem pierwszy raz w życiu w Irlandii, a nigdy również nie byłam w Wielkiej Brytanii. W międzyczasie dodałam filmik do notki, jeżeli czytałeś wcześniej ;)
OdpowiedzUsuńCudna ta scenka :DDD Norwegowie muszą mieć coś wspólnego z Estończykami :DDD
OdpowiedzUsuń