poniedziałek, 1 lutego 2010

Krótka relacja

Jesteśmy na promie.
Wyszliśmy za fjordy, więc zaczęło mocniej bujać. Zaraz nie będzie netu.

Wczoraj udało nam się pierwszy raz w życiu zabrać z domu oba kluczyki do samochodu i jednocześnie oba zatrzasnąć w samochodzie. Jeden w stacyjce, więc przy okazji teŋo, że samochód był zamknięty, to jeszcze miał włączony silnik. Fakt, że był zakopany w śniegu pomijam jako nieistotny.

Pojechaliśmy grzecznie na odprawę promową. W rezultacie byliśmy pierwsi. Przystań promowa w Bergen jest dokładnie w centrum miasta. W pewnym momencie stojąc i czekając na otwarcie bramek usłyszeliśmy trąbienie dobiegające z głównej drogi. Zobaczyliśmy niebieski samochód, a za kierownicą machającego nam Matta. W końcu pracuje w dokach. Godzine później, po odprawie, czekaliśmy, również pierwsi, na pozwolenie na wjazd na pokład. Inni pasażerowie za nami byli trochę zaskoczeni, w momencie kiedy przyszedł pracownik portu kierujący ruchem, ale zamiast rozpocząć załadunek, przywitał się wylewnie z pasażerami pierwszego samochodu i uciął sobie pogawędkę. Ciekawa jestem czy Matt zazwyczaj kieruje ruchem czy tylko specjalnie dla nas ;)

Jutro Kopenhaga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz