sobota, 20 lutego 2010

Przemyślenia

Wczoraj, siedząc w pubie i żegnając się ze znajomymi (którzy już kombinują jak dostać się do Dublina), doszłam do wniosku, że mamy jakąś taką zdolność do przyciągania ludzi. I co najlepsze, przyciągania bardzo sympatycznych ludzi. Patrząc na nich wszystkich pomyślałam, że chyba faktycznie otworzenie gospodarstwa agroturystycznego vel schroniska jest całkiem niezłym pomysłem. Wróciwszy do domu przeczytałam maila, którego dostałam od przyjaciółki Tenel. Ubawiłam się nieźle dochodząc do wniosku, że to może być początek ciekawej znajomości, skoro jeszcze dziewczyny na oczy nie widziałam, a już ją lubię. Przeczytałam maila mężowi. Popatrzył na mnie z przerażeniem "Jezu. Jeszcze nie pojechaliśmy do Dublina, a już mamy tam znajomych?".

Siniak robi się coraz bardziej kolorowy.
Rozcięta łapa boli.
Dla poprawienia sobie nastroju poparzyłam sobie palec wskazujący wyjmując pieczywo z piekarnika (250st).
Ptaszki śpiewają za oknem. Woda kapie z kranu w łazience. Bałagan nie maleje.

2 komentarze:

  1. Melon jest zajebista. Jest moim Lustrem ;).
    I tak, macie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Hehe. A co było w tym mailu? Bo już zdążyłam zapomnieć :D

    OdpowiedzUsuń