wtorek, 9 lutego 2010

Misie koala.

Doba ma 24 godziny. Fakt bezsprzeczny. Pomimo wielu wysiłków próby zmienienia owego spełzły na niczym. Efektem jest niewyspanie, mieszkanie w dalszym czasie pamięta o piątkowej imprezie, a puma musi znosić moją głupawkę i coraz ciekawsze pomysły.

Ale: to nie ja zostawiłam włączone żelazko i to nie ja wstawiłam szampana do zamrażarki... na dwa dni. Żeby nie było ;)

Kupiłam natomiast sól do moczenia stóp. Taką zieloną, o mocnym zapachu eukaliptusa. W międzyczasie Agata została poinformowana, że nie wiem co z tą kawą, ale może po prostu przyjechać i zostać na noc. Ruda, która przyjechała do Poznania w sobie znanym celu (dobra, nam też, ale nie muszę koniecznie o tym pisać, prawda?) rozsądnie założyła, że planowanie wieczoru nie ma sensu, bo na pewno już go jej jakoś zorganizowałyśmy zapominając o tym poinformować. A ja przede wszystkim chciałam mieć w domu towarzystwo, bo wtedy mogę sprzątać i gadać czyli dwa w jednym.

Więc... co mogą zrobić 3 baby mając trochę fondee czekoladowego, pomarańcze i wiśnie i dobry humor? Jeżeli pomyśleliście po prostu, że zjeść, to nas nie doceniacie.

Bo te 3 baby postanowiły zwabiać misie koala (które jak wiadomo lubią liście eukaliptusa). Czyli: napuściły sobie wody do wanny, tak 1/3, wsypały zieloną sól, wstawiły w sam środek metalowy taboret, który robił za stolik, usiadły na brzegu wanny i raczyły się pomarańczami w czekoladzie mocząc stópki. Mina teścia - bezcenna :)

2 komentarze:

  1. Zapomniałaś o miodówce z sokiem pomarańczowym !!
    Mina Piotra seniora była faktycznie bezapelacyjne wspaniała.
    Czekam na zdjęcia!!! Albo dzisiaj sama je wezmę siłą ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Musze przyznać, że miodówka brzmi jako bardzo istotny element całego wieczoru, który nie powinien zostać pominięty w całej notce :>

    OdpowiedzUsuń