Dostałam kartony. Pakowanie w trakcie.
Poślizgnęłam się na lodzie. Siniak wielkości pięści pojawia się na nodze.
Pocięłam sobie łapę kartonem.
Podgrzałam obiad, żeby go zjeść, żeby móc umyć garnek, żeby go spakować. Aby umilić sobie życie garnek przypaliłam.
Nie wiem gdzie mój mąż chce spakować miecz.
Nie wiem gdzie wyrzucić całą stertę słoików.
Słońce świeci, ptaszki śpiewają. Wieczorem Finnegan's.
Przepis wrzucę jak zakończę sajgon.
Miecza się nie da do bagażu podręcznego? ;)
OdpowiedzUsuńTrzymam kciuki za przeprowadzkę!