Siedzisz sobie na werandzie i gadasz, bo przecież po co iść spać, skoro jest jeszcze jasno. W końcu patrzysz na zegarek i stwierdzasz, że jest północ. Jeszcze chwila przy komputerze, na południowo-zachodnim niebie robi się wreszcie ciemny zmierzch. Jest pierwsza. Ha! Namiastka nocy, można iść spać. Idziesz do pokoju. Pokój wychodzi na północny-wschód. I nagle się okazuje,że zaczęło świtać...
Coś takiego najprawdopodobniej uczyniłoby ze mnie zombie. Zwłaszcza, gdybym w pomieszczeniu do snu nie miał zasłon (tak jak tu w mieście Toruń). Może i potrafię zasnąć przy straszliwych łomotach, wszaskach itp... ale za to najmnijeszy promień światła sprawia, że natychmiast otwieram oczy. Jak jakiś anty-wampir.
OdpowiedzUsuńNajgorsze jest to, że człowiek siedzi zamiast iść spać, bo skoro jest jasno to wydaje się, że jest jeszcze wcześnie. A potem jest niewyspany.
OdpowiedzUsuń