piątek, 3 lipca 2009

Hotel

Myślę, że większość zna opowieści o miejscu, w którym się znajduję, ale tym, którzy go nie znają postaram się w skrócie przybliżyć w czym rzecz.
Hotel Hjerkinn Fjellstue znajduje się w centralnej części Norwegii pomiędzy dwoma parkami narodowymi oraz poligonem wojskowym, niedaleko głównej (i prawie jedynej) drogi krajowej północ-południe. Tysiąc lat temu w tym miejscu szedł szlak pielgrzymkowy z Oslo do Trondheim, zwany Kongeveinen, ponieważ podróżowali tędy również królowie. W średniowieczu jeden z królów nakazał, aby w tym miejscu powstał zajazd dla podróżnych, więc hotel w tym miejscu jest od tysiąca lat. Środek gór, 1100m n.p.m., tundra, karłowate, brzozowe lasy, renifery i woły piżmowe.
Szefowie należą do rodziny, która jest właścicielem hotelu od ok 1670 roku. Miejscowość nazywa się Hjerkinn, a szefowa ma na nazwisko... Hjerkinn. Anne – szefowa ma dwójkę dzieci, Anne Stine i Martina, którzy mają już własne dzieci. Cała trójka doskonale mówi po angielsku, ma świetne poczucie humoru i wściekle niebieskie oczy i blond włosy.
Cały kompleks składa się z hotelu (drewniany i nowy, bo kilkanaście lat temu stuletni budynek poszedł z dymem), Anneksu (drewniany budynek z 1890 roku, tutaj mieszkamy) domu Anne, domu Anne Stine i Martina (jedno ma parter, drugie parter), dużej stajni (z wystawką powozów, bryczek i sań na strychu) oraz drobniejszych budynków gospodarskich (też starych i drewnianych).
Właściciele mają ok 200 owiec, które łażą samopas po górach i beczą przeraźliwie. Mają również dużo koni (koło 50tu). Ponadto lubią eksperymentować ze zwierzętami. Przez 4 ostatnie lata mieli dwie szkockie krowy. Kiedyś uciekł im byk i hasał po górach. W zeszłym roku mieli cielaka. W tym roku krów nie ma, bo sprzedali je za tą samą cenę, za którą je kiedyś kupili. Kiedyś mieli kozy: kozła z wielkimi rogami, mamę kozę i maleństwo. Maleństwo przełaziło przez dziury w płocie i zżerało kwiatki przed hotelem. Na koniec sezonu cała trójka uciekła ze swoich zagród i łaziła po całym terenie. W zeszłym roku było 8 osłów, 4 matki i 4 małe. Osły były własnością przyjaciela szefowej, który zimą je zostawił w stajni, żeby było im cieplej. Anne i Anne Stine stwierdziły, że są słodkie, więc osły zostały na cały sezon. Łaziły gdzie chciały zaglądając przy śniadaniu gościom do okien (nie zawsze stroną paszczy). Mają również lamę, która też kiedyś była własnością doktorka (ale była taka słodka) i króliki. To znaczy 5 lat temu króliki były w klatce. Klatka nie była wmurowana w ziemię, więc szybko króliki w klatce stawały się królikami na wolności. W tym roku klatka została zlikwidowana, natomiast populacja półdzikich królików stale się powiększa.

Na chwilę obecną nie zauważyłam nowych zwierzęcych nabytków, ale Asia rozmawiała z szefową pytając czy coś planują. Anne stwierdziła, że myśli o osłach, na co Asia, że skoro teraz osłów nie ma, to przynajmniej krzaki pod hotelem są ładnie zielone. A Anne: „A ja myślałam, że tak dużo martwych gałązek w tym roku, to z powodu mrozu! A to przecież osły je obgryzały. Dzięki, że mi przypomniałaś, to chyba jednak osłów w tym roku nie będzie”.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz