czwartek, 16 lipca 2009

Martin

Ogólnie cały czas pada, z pewnymi przerwami na słońce, albo brak deszczu. Czasami nawet potrafi być na tyle ciepło, że w słońcu i w miejscu osłoniętym od wiatru można stać w krótkim rękawku i nie zamarzać.

Martin, syn szefowej, ostatnio coraz częściej pojawia się w hotelu w recepcji. Pewnie dlatego, że Tom, kucharz, wreszcie wrócił z wakacji (dla wyjaśnienia: jak nie ma kucharza to gotuje Anne), więc szczęśliwa szefowa zabrała 3 litry czerwonego wina, wsiadła w samochód i tyle ją widzieliśmy. Ktoś musi w końcu pracować w recepcji i padło na Martina. Martin, ze stoickim spokojem siedzi sobie przed komputerem i przegląda zdjęcia różnego rodzaju maszyn (zapytany: "bo przecież są takie fajne"). Mają tu największy traktor jaki w życiu widziałam. Dobrze go opisuje komentarz Pyskatej, która najpierw poszła zapytać o mnie w hotelu, a dopiero potem przyszła do anneksu: "W recepcji siedzi jakiś młody chłopak" "Tak Magda, młody, 40letni syn szefowej". "Że co? Dałabym mu jakieś dwadzieścia kilka". Dzisiaj, mając wolne, zeszłam na dół do hotelu między innymi po kawę. No i widzę, że kawy prawie nie ma. "Martin, wiesz, że kawa Ci się skończyła?" "O, faktycznie... Ale może gdybyś zrobiła, to już bym miał"

Anne narzekając na rosomaki i wilki zjadające młode jagnięta mówiła, że wydała już pół miliona koron na ogrodzenie (grodziła całkiem spory teren dookoła). Dlatego, też zdziwiłam się widząc stadko jej owiec (mają znakowane uszy) wygrzewające się tuż przy drodze (głównej, asfaltowej i uczęszczanej przez samochody), która zdecydowanie nie należy do ogrodzonego przez nią terenu. No więc... Anne powiedziała, że Martin robiąc ogrodzenie zapomniał postawić bramy przy takiej bocznej, żwirowej drodze, która jest koło nas. Czyli... jest płot, płot, płot... dziura... płot, płot, płot. Owce są głupie, ale nie aż tak i znowu się rozlazły po całym terenie :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz