czwartek, 9 lipca 2009

Lepszy seks

Szefowa w ramach pracy dodatkowej postanowiła dać nam... sprzątanie strychu stajni. Nie za bardzo wiem, jak Wam przedstawić grozę sytuacji... Wyobraźcie sobie stajnię 2 lub 3 razy większą niż taka jaką zwykle widujecie w Polsce. Potem sobie wyobraźcie ogromny strych z mnóstwem starych bryczek, sań, powozów, sprzętu rolniczego z początku XX w., następnie wyobraźcie sobie wielkiego, kudłatego kota, który spał na tych wszystkich bryczkach i zostawiał tonę sierści, na koniec to co uzyskaliście przemnóżcie jeszcze przez mnóstwo kurzu i siana.... i mniej więcej uzyskacie obraz tego... molocha. Tak więc dzisiaj po południu wreszcie się za to zabierzemy, bo w końcu ile można to odkładać. Zwłaszcza, że pogoda jest brzydka.

Przez ostatnie 3 lata Martin w zakresie swoich obowiązków (oprócz zajmowania się farmą, przecierania zimą szlaków pieszych i biegowych, odśnieżania drogi itd.) miał konserwację radiostacji znajdującej się... na szczycie Snohetty. Była to najwyższa góra w Norwegii, zanim nie zmieniono narzędzi pomiarowych i nie okazało się, że już nie jest. Na jej szczycie znajduje się (ściśle tajna wg szefowej, ale mimo to szukała jej zdjęcia w folderze o poligonie) stacja radiowa, która ma duże znaczenie dla obrony narodowej Norwegii. Tak więc Martin musiał ją konserwować i raz na jakiś czas jeździć tam zimą skuterem. Snohetta wygląda tak:

więc nie wiem jak on to robił. Wyobrażam sobie natomiast jego wyszczerzoną minę jak musiał tak sobie jeździć i jeszcze mu za to płacili. Nie był sam. Okazało się, że razem z nim jeździł Bjorn (były facet Anne Stine), który z kolei jechał tylko po to, żeby sobie zjechać na dół na desce snowbordowej. Anne stwierdziła, że wojsko widocznie uznało, że chłopaki mieli za dużo frajdy i teraz kontrolują urządzenia zdalnie. Aha, zdjęcie jest z zeszłego roku, z końca września, widać też hotel. Z hotelu do podnóży Snohetty jest jakieś 11km. Jak będzie ładniejsza pogoda to zrobię jakieś ładniejsze zdjęcie.

Przy okazji wywiązała się kolejna rozmowa z szefową o owcach. Jak wiadomo co roku narzekam na owce w Norwegii, że gdzie nie pójdziesz tam małe, białe głupie zwierzęta i zamiast ciszy i spokoju słyszysz ciągłe „beeee! beeeee! beeeeeeeeeeeeee!” czasem poprzedzone „dzyń dzyń”. Wszystko dlatego, że Norwedzy hodują owce w sposób klasyczny dla ich mentalności – czyli wypuszczają swoje stado, żeby sobie hasało gdzie chce i się nimi nie martwią (dla nieświadomych - Norwegowie są absolutną oazą spokoju i życia bezstresowego). No i właśnie Anne narzekała, że mają problem z wilkami, rysiami i rosomakami, ponieważ zjadają jagnięta. Mówiła, że dawniej (w latach 80tych) było mniej drapieżników, a nawet za strzelenie wilka dostawało się pieniądze. Potem się zmieniły przepisy i część farmerów zrezygnowała z hodowli, bo przestało się to opłacać. Najbliższy nam ryś mieszka 15 km od nas, w Dalholen. Pytałam Anne, dlaczego w takim razie nie pasą zwierząt na ogrodzonych pastwiskach, tylko puszczają je luzem w tundrę. Okazało się, że mają tak mało pól w górach (czyli praktycznie w całej Norwegii), że nie mogą pozwolić zwierzętom jeść trawy z pastwisk, ponieważ nie mieliby gdzie zebrać siana na zimę. Dlatego puszczają owce w góry, a sami koszą trawę na pastwiskach. Żeby nie było owce w okolicy mają wszyscy, nie tylko Anne. Jesienią owce zaczynają się kręcić w pobliżu farm, więc regularnie są telefony „Hej, wasze owce przyszły do nas, a nie wiedzieliście przypadkiem naszych?” Więc zawsze jak widzimy we wrześniu jakieś paskudy gdzieś w górach, to informujemy Anne, że było stadko z dzwonkami i żółtymi znaczkami (te są z Folldal, 15 km). Oprócz tego są znaczki niebiesko-czerwone (Anne) oraz zielone, czerwone, a pewnie jeszcze jakieś się trafią. W którymś momencie września wszyscy farmerzy z okolicy idą ławą z Folldall do Oppdal (linii prostej, bo ja wiem? Koło 40-50km?) i zganiają wszystkie owce, a potem każdy zabiera swoje.

Przy okazji – uważajcie co czytacie w trakcie rozmawiania z kimś przez telefon. Wysłałam Aśce link do artykułu, który miał tytuł „Seks pomaga na...” czy coś tam takiego. A Asia z kolei dogadała się z szefową i zmieniła pokój, z którego ma ładniejszy widok i dzisiaj się przeprowadzała. W którymś momencie Aśka wypada zapłakana z pokoju i przybiega do nas. Między jednym atakiem płaczu, który się okazał śmiechem, a drugim udało jej się wykrztusić, że rozmawiała z tatą jednocześnie siedząc przy komputerze i otworzyła artykuł, który jej wysłała. Więc rozmowa wyglądała tak: „Hej tato! Bo wiesz, udało mi się dogadać z szefową i zamieniłam pokój na taki z ładniejszym widokiem i teraz mam lepszy seks. To znaczy pokój!!!” Cisza w słuchawce, więc Asia postanowiła pogrążyć się jeszcze bardziej „Bo wiesz, bo Natasza podesłała mi taką świńską stronę. To znaczy artykuł!” :D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz