Program fiskalny służy do tworzenia rachunków dla gości, sprzedaży czegokolwiek itd. Jest oczywiście po norwesku, ale można go przestawić na angielski (wtedy tylko połowa rzeczy jest po norwesku). Jak zaczęłam pracę przestawiłam sobie program na angielski. Jakiś czas później szefowa tworzyła rachunek dla Holendrów i coś tam jej nie działało, więc pomyślała, że może jak przestawi na norweski to będzie lepiej. Przestawiła, potwierdziła zezwolenie na restart programu. Zdziwiona patrzy na monitor "Dlaczego się wyłączył?" "Anne, to okienko przy którym nacisnęłaś "yes" to było pytanie, czy może się zrestartować." Spojrzała na mnie ze zdziwieniem i rozbawieniem mówiąc "Naprawdę?"
Kolejna mucha została uśmiercona w sposób niehumanitarny. Wpadła do sosu, więc Anne wyłowiła ją szczypcami i z uśmiechem na twarzy wrzuciła do pojemnika z wodą stojącego w zlewnie, z triumfującym "Acha!". Chwilę patrzyła jak mucha macha nogami po czym stwierdziła: "I hope you will not survive", ale żeby być pewną odkręciła wodę.
Jak wiadomo nie znam norweskiego, ale wyłapuje sens zdania, jeżeli są w nim słowa kluczowe. Więc jeżeli słyszę (a słyszę kilka razy dziennie) "blablabla Norsk" to wiem, że pytają czy mówię po norwesku. Ciekawsze są sytuacje, kiedy ktoś przychodzi i mówi np. "blablabla lunch blabla", a ja mu odpowiadam "Przykro mi, nie serwujemy lunchu i niestety nie mówię po norwesku." Zazwyczaj się umie parę słów z innego języka, zwłaszcza często używanych w środowisku. Zastanawiałyśmy się, więc dzisiaj z Asią co musiało się stać, że jeden z naszych gości zapamiętał akurat te słowa z języka polskiego. No bo zdarza się, że goście umieją "dziękuję" czy "dzień dobry". Ale dzisiaj starszy pan jak usłyszał, że jestem z Polski (bo pytał) to zamilkł, chwilę pomyślał i powiedział niewyraźnie "Pięć minut?" ...
Hmm, dobrze, że nie było to "Pięć złotych (full service") XD hehe. Z drugiej strony jak był choć trochę w PL to założę się, że wszędzie kazano mu czekać to nasze polskie 5 min więc trudno było nie zapamiętać -_- (sic).
OdpowiedzUsuńAAaaaaaaaaaaa ROTFL
OdpowiedzUsuńFacet podróżował pociągiem z Niemiec do Czechosłowacji, 2 dni spędził w Warszawie. Może pociąg miał wieczne 5 minut opóźnienia?
OdpowiedzUsuńA może w hotelu w Pl, ktoś mu kazał czekać "5 minut" na zameldowanie i na przykład zasnął podczas owego oczekiwania? Teraz na hasło Polska/Polka automatycznie włącza mu się "najdłuższe 5 minut w moim życiu". :D
OdpowiedzUsuńJeszcze sporo zależy od tego czy podczas wypowiadania owych "5 minut" na jego twarzy zagościł cierpiętniczy wyraz? :P
Nie, mówił to raczej z uśmiechem :)
OdpowiedzUsuńMoże wypadł przez okno, wisiał jedną ręką trzymając się parapetu, korzystając z tego, że druga ręka była swobodna zadzwonił z komórki na policję i dowiedział się, że ma poczekać pięć minut. A uśmiechał się dlatego, że odpowiedzieli po trzech....
OdpowiedzUsuńHmmmmmmmm.... To mogłoby być niezłe, chociaż podejrzewam, że w czasach istnienia Czechosłowacji mógł być problem z telefonami komórkowymi. A przynajmniej z zasięgiem w Polsce :)
OdpowiedzUsuń