Latem w Hjerkinn jest mnóstwo much, komarów i innego paskudztwa. Widok szefowej biegającej po kuchni z czerwoną packą na muchy i tłuczącą w ściany z triumfującym okrzykiem „I caught you!” - bezcenny. Wczoraj wchodzę do kuchni i widzę Anne. Szefowa klęczy w spódnicy na podłodze i grzebie packą pod regałem. Wygrzebała coś. Ogląda się na mnie, po czym z powrotem patrzy na to co wygrzebała i stwierdza: „Zabiłam muchę. Dlaczego wyciągnęłam spod regału rodzynkę? Gdzie jest mucha?” Jakiś czas później woła „Natasza – Ty się znasz na przyrodzie, mogłabyś przekonać go, aby poszedł sobie na trawę?” Idę sprawdzić kim jest "on". Okazało się, po podłodze łazi jakaś włochata, kolorowa gąsieniczka, którą należy przekonać do wyprowadzki z kuchni.
Szefowa pytała co słychać.
- Wszystko ok, wyszłam za mąż
- Naprawdę?! Gratuluję!
W tym momencie wchodzi Martin i słyszę Anne mówiącą:
- Natasza blablablabla (po norwesku)
Martin: „Blabla?” Are you crazy? It means congratulations! But are you crazy?”
Jak już pisałam Anne oświadczyła, że w tym roku nie będzie zwierząt w hotelu. W związku z tym byłam mocno zdziwiona, kiedy wróciłam wczoraj wieczorem z pracy, a Asia kazała mi spojrzeć za okno. Przy stajni zobaczyłam... osła. I małego osiołka. Rano zapytałam szefową o co chodzi, a ona stwierdziła: „A faktycznie, widziałam je wczoraj wieczorem. Nie wiedziałam, że mamy jakieś osły, ale najwidoczniej mamy. Ale ten mały jest słodki, prawda?”
Zaczęło się. Szybciej niż zwykle, szefowa już musi być zmęczona sezonem, chociaż trwa on dopiero miesiąc. Dzisiaj, jak już posprzątałam po śniadaniu, usłyszałam: „Ok, ja mam dużo papierkowej roboty. Jak tylko sobie pójdziesz, to na pewno przyjdą jacyś ludzie i będą chcieli kupić kawę, ciastka i inne rzeczy i nie będę mogła pracować. Zostajesz w recepcji do 15 (była 11), znajdź sobie coś do roboty. Umiałaś obsługiwać program fiskalny w zeszłym roku, na pewno wszystko pamiętasz. Pamiętasz? Proszę, to moja karta kredytowa, chcę kupić loda. I odbieraj telefony, a i jakbyś mogła pokroić za mnie warzywa na obiad.” W którymś momencie przyszedł facet i chciał kupić Fiskekort (czasową kartę wędkarską na różny czas bez której nie można łowić, bo jest to karalne). Ja oczywiście nie mam pojęcia akurat o tym dziale (zawsze jak tylko szefowa gdzieś pojedzie i zostawi mnie samą, albo jest bardzo zajęta, pojawi się ktoś, kto chce ode mnie coś, czego nie umiem mu sprzedać), więc zawołałam Anne. Przyszła, popatrzyła na mnie i stwierdziła: „Nie, to jest zbyt skomplikowane, nie będę Cię tego uczyć”. 10 minut później przyszło następnych trzech facetów, również chcących Fiskekart. Anne przyszła, popatrzyła na mnie, popatrzyła na nich, daje im druczki i stwierdza do mnie: „Muszę natychmiast coś załatwić, oni Ci pomogą to wypełnić.” Faceci patrzą z niedowierzaniem na szefową, która już prawie wychodząc stwierdza „Fiskekart jest w komputerze tu i tu” „A ile kosztuje?” „Och, oni Ci wyliczą, prawda?” I poszła.... Faceci na szczęście mieli z tego taki sam ubaw jak ja ;)
Taaaa...
OdpowiedzUsuń"Doświadczenie, to coś, co zdobywasz tuż po chwili w której go potrzebowałaś"
OdpowiedzUsuńzawsze gdy mój ojciec chciałby pójść sobie do kuchni zrobić śniadanie czy choćby kawę, to ZAWSZE jak jest w połowie roboty i choćby przez ostatnią godzinę nikt nawet nie pomyślał, żeby wejść do fotografa to nagle pojawia się stado chętnych do zrobienia im zdjęcia, sprzedania filmu, czegokolwiek... zawsze im się śpieszy i zawsze najchętniej chcieliby te zdjęcia na wczoraj...
Czy to też jest prawo Murphiego? :)
w każdym razie widać, że działa in the middle of every where & nowhere :)
co do mnie, to aktualnie pozostaję pod wszechogarniającym wpływem innego z jego praw: Konieczność znaczących zmian w projekcie jest odwrotnie proporcjonalna do czasu pozostającego do oddania tego projektu....
i pamiętaj: Komputer służy do tego aby ułatwić ci pracę, której bez niego w ogóle byś nie miała :)
Jednak w Hjerkinn jest teraz wiosna. Maj. Kwitną mlecze, jaskry, niezapominajki, dzikie bratki, łubiny... stop. Łubiny wczoraj chyba miały pełnię, dzisiaj już przekwitają. Zmiany następują szybko, przyroda ma mało czasu, aby zrealizować swój cykl wegetacyjny. W końcu osiem miesięcy trwa zima a pozostałe cztery, jak powiedział Martin, to "bad ski weather".
OdpowiedzUsuńKukułki, które gościły w Polsce na przełomie kwietnia i maja, tu zagnieździły się na dłużej. Kukają bez przerwy.
to gdzie te dwa osly byly? przy kasie fiskalnej? i ktory byl ten slodki :))
OdpowiedzUsuńSzefowa jest jak dojrzałe wytrawne wino o wyrafinowanym smaku. Nie dla każdego.
OdpowiedzUsuń