środa, 22 lipca 2009

Deszczowy horror

Dzisiejszą notkę sponsoruje literka "M" jak morderstwo i mama.

Przedwczoraj spadło z nieba więcej deszczu niż średnia roczna ilość opadów dla tego miejsca a w hotelu pojawił się gość. Zachowywał się dziwnie, nie bardzo wiedział jak zapełnić sobie czas, dużo mówił, był męczący, próbował zaintrygować personel swoją osobą i udało mu się to na tyle, że Linn, która pracowała wieczorem w recepcji poprosiła koleżankę aby została razem z nią do zamknięcia hotelu. Następnego dnia rano ów crazy man wyjechał. Około południa Asia dokonała makabrycznego odkrycia: wszystkie kury leżały martwe w kącie zagrody. Początkowa wersja była taka, że zagryzł je pies. Ale Anne stwierdziła, że musiał to zrobić człowiek, bo żaden pies nie posiada umiejętności otwierania a tym bardziej zamykania za sobą furtki.
Po południu odkryłyśmy wpis w hotelowej księdze gości:
"It is journey. That counte! Stepen King."
Cóż, na pewno nie był to sam mistrz horroru, bo chyba nie popełniłby błędu w swoim imieniu. Czy to jeden z jego mrocznych fanów? To mógłby rozstrzygnąć chyba tylko Herkules Poirot. Ale nie rozstrzygnie, bo nie ma żadnych śladów. Martin zakopał kury, gość wyjechał – sprawa rozpłynęła się w deszczu.

8 komentarzy:

  1. Hej, Nataszo!
    Przedziwne rzeczy zdarzają się w miejscu Twojego pobytu i ciekawie je opisujesz. Pozdrawiam, LB

    OdpowiedzUsuń
  2. Czy wydarzenia te są ze sobą skorelowane? A jeśli tak, to w jakim stopniu...
    Być może zachodzi tu jakaś korelacja ukryta, którą można wyjaśnić jedynie zmieniając metodę badawczą ....
    ....
    tak, ja także zostałam Paniąmagisterinżynier :)
    i tak, obiecuję w ciągu najbliższego miesiąca nie używać słowa korelacja ... ale po prostu nie mogłam się powstrzymać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nieźle...
    Jak z dobrego horroru :|
    Ja już bym się bała...

    OdpowiedzUsuń
  4. Biorąc pod uwagę pustkowie, na jakim mieszkacie/pracujecie, nie dziwię się, że pojawiają się jacyś szaleńcy.

    Pamiętaj... on może wrócić po owce.

    OdpowiedzUsuń
  5. Zastanawiałam się raczej czy następne nie będą osły. Natomiast nasz gość najpierw próbował udusić Linn. Najpierw jej opowiadał, że idzie pobiegać i jak ważny jest codzienny trening, potem wyszedł przed hotel, wystartował, przebiegł sprintem z 50 metrów i wrócił. Po czym usiadł w salonie w hotelu niedaleko Linn i rozmawiając z nią zdjął buty i skarpetki.

    OdpowiedzUsuń
  6. A nie lepiej było rosól zrobić a nie zakopywać? :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Tenel, ja niestety mam wrażenie, że oni mogą nie wiedzieć co to rosół. Owszem widziałam tu kilka razy w życiu zupę pomidorową. Z proszku. I od 5 lat nie widziałam tutaj selera i korzenia pietruszki. Mam nadzieję, że Piotr coś w Bergen znajdzie :)

    OdpowiedzUsuń