Tutejsze góry uznały, że widocznie jesteśmy znudzeni ciągłym patrzeniem na nie i postanowiły się schować. Świat wygląda teraz trochę bardziej płasko, ponieważ chmury utrzymują na wysokości jakiś 1100 m n.p.m. czyli trochę powyżej hotelu. I tak cały dzień.
Jak wiadomo jednym z najbardziej popularnych zwierząt tego terenu jest wół piżmowy. W Dovrefjell National Park występuje jedyna na świecie tak duża populacja tych zwierząt (jakieś 200 sztuk). Oprócz tego jest kilka osobników na Grenlandii i kilka w Kanadzie. Zwierzę potrafi być niebezpieczne, ponieważ nie boi się człowieka. Jest w końcu wielkości żubra i ma spore rogi. Z reguły trzymają się jakieś kilka km stąd, a trasa E6 i linia kolejowa (ogrodzona i w dużym wykopie na większości trasy) jest dla nich trudna do przebycia. No ale pewnego dnia dawno temu jeden z wołów postanowił zwiedzać świat i sprawdzić co jest za tymi wszystkimi górami, drogami i linią kolejową (okazało się, że kolejne góry). Więc... pojawił się na pastwisku dla koni. Pastwisko jest zaraz koło hotelu, po drugiej stronie lokalnej drogi asfaltowej do Foldall. A. I oczywiście jest ogrodzone na całej długości. W każdym razie wół doskonale się czuł na tym terenie, problem polegał na tym, że za kilka dni na mieli pojawić się konie na pastwisku. Więc Martin wziął specjalną broń i postanowił woła przestraszyć... Zabrał z kuchni dwie pokrywki, poszedł na pole i zaczął tłuc i robić hałas... Wół ani myślał uciekać. Martin się nie poddał i wziął swój duży, zielony traktor... Ale wół postanowił, że nie będzie uciekał przed wielkim, zielonym czymś i stanął naprzeciw. W końcu Martin się poddał i zadzwonił na policję, że ma zwierzę będące gatunkiem pod ochroną na swoim terenie. Policja stwierdziła, że trzeba będzie stwora odstrzelić. Wzięli sprzęt, przyjechali... a tu woła nie ma. Widocznie stwierdził, że czas zwiedzać dalej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz