czwartek, 25 marca 2010

Stres i Norwegowie

W jednej z poprzednich notek napisałam, że najbliższy szpital położniczy jest w Trondheim. 160 km stąd. Jo skomentowała to stwierdzeniem, że mam się szykować na odbieranie porodu. Otóż pewnego pięknego dnia, kiedy zamiast pracować siedziałam z szefową i Lilian pijąc kawę, doszłyśmy do wniosku, że na pewno w święta będzie wielka śnieżyca, w związku z czym zamkną drogi i: goście nie dojadą, dzieci utkną w szkole w Dombas, a Hege w tym momencie zacznie rodzić. Anne (matka dwójki dzieci i babcia 3ga wnucząt - lub 5ciorga, jeżeli liczyć te przyszywane) stwierdziła z rozbrajającym uśmiechem, że ona zamierza szykować gorącą wodę, bo widziała na filmach, że tak się powinno robić i to wszystko, bo nie ma pojęcia co dalej. Doszłyśmy jednak do wniosku, że nie ma się co martwić, w końcu to trzecie dziecko Hege, a poza tym ona przecież jest pielęgniarką, to na pewno wie co robić. A ponadto Martin ma wprawę w przyjmowaniu porodów jagniąt, więc sobie poradzą. Tyle jeśli chodzi o przejęcie przyszłej babci.

Przy okazji zapytałam Hege i Martina, czy planują jechać kilka dni wcześniej, czy cokolwiek... Popatrzyli na mnie dziwnie z miną "Ale o co Ci, dziewczyno, chodzi?" lekko wzruszając ramionami. Powiedziałam, że no w sumie tak, nie ma się co martwić, przecież Hege jest pielęgniarką, a Martin ma wprawę w odbieraniu porodów owiec. Hege się roześmiała, a przyszły ojciec powiedział ze stoickim spokojem "Jasne, a jak dziecko ułoży się nieprawidłowo to wepchnę z powrotem i odwrócę".

Poza tym zarówno Hege, jak i Anne, jak i Lilian wyraziły (niezależnie) tą samą opinię:
"Przecież do Trondheim jedzie się tylko 2,5 godziny. Jak (Hege) poczuje, że się zaczyna, to wsiądą w samochód i pojadą, przecież poród zazwyczaj trwa kilka godzin"

Jeżeli ktoś z Was, moi drodzy, nie miał jeszcze do czynienia ze skandynawską mentalnością, to proszę być przygotowanym na tego typu niespodzianki. Poza tym nic dziwnego, że Norwedzy są całkiem zdrowym narodem, skoro słowo "stres" jest dla nich pojęciem obcym...

A termin porodu zbliża się nie ubłagalnie, zostało 9 dni. A jeszcze wczoraj widziałam Hege przesuwającą ciężką donicę ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz