piątek, 26 marca 2010

Pyrkon

Nie sądziłam, że tak będzie. Czułam się tu dobrze. Czuję się tu akceptowana, mogę pogadać, pożartować, posiedzieć z kimś z rodziny i wypić kawę. Mogę iść do stajni, mogę pójść na spacer z Caroline. Żadnych gierek, zawiści czy walki między kimkolwiek. Jest fajnie.

Ale dzisiaj, mając świadomość, że wszyscy przyjaciele i znajomi właśnie dobrze się bawią, na wydarzeniu, które bardzo lubię, czuję się samotna. Jest mi smutno. Sama chciałam. Wydawało mi się, że to nic takiego. Ale jednak bycie z nimi jest dla mnie ważne. Nawet jeżeli pada się na pysk i zapieprza przez kilkadziesiąt godzin na okrągło.

3 komentarze:

  1. Heh, też chciałem się tam wybrać. Już drugi rok z rzędu akurat robię coś innego. W zeszłym roku Br, w tym roku ganiam na targach w Niemczech. Heh. Marność...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ty wiesz, że ja wiem jak się czujesz ;) Za bardzo nie ma jak pocieszać w takiej sytuacji. Dzisiaj pada. Jest szaro, buro i ponuro. Nie będę też Ci narzekać na kiepską organizacje z akredytacją i przeładowany program bo to i tak Ciebie nigdy nie dotyczyło, bo zawsze i tak musiałaś być wszędzie. Znajomych jest trochę ale raczej widać ich przelotem bo każdy gdzieś biegnie. Jak już wrócisz do Piotra, to naciesz się nim tak z 2 tygodnie, spędźcie jakoś fantastycznie Waszą pierwszą rocznicę albo (skoro to akurat będzie weekend :>) wpadnijcie do Poznania i zróbcie jakąś fajną imprezę :) Albo jeśli chcecie, to na pewno znajdzie się tu trochę chętnych żeby coś wykombinować. Na wszystkie smutki zawsze znajdzie się sposób, okoliczności i towarzystwo ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. I know what you mean... Staram się nie myśleć o Pyrkonie, zwłaszcza że zrządzeniem losu i innych czynników wyląduję w Poznaniu akurat trzy dni po jego zakończeniu...
    Ściskam mocno i ciepło!

    OdpowiedzUsuń