Jak już wspominałam, mamy 27 Niemców na wakacjach. Siedzą tu od tygodnia i posiedzą jeszcze do piątku. Są.... grupą wyjątkową. Trudną w rozpracowaniu. Od poniedziałku próbujemy z szefową rozgryźć ich menu obiadowe. Mniej więcej po 4 dniach udało mi się zrobić wystarczającą ilość sałatki, bo Niemcy wcinają niesamowite ilości zieleniny. Warzywa gotowane również znikają w przeciągu kilku sekund. A z kolei jak wczoraj stwierdziłyśmy, dobra to zapchamy ich sałatą i kalafiorem, to nie wyszło. Bo akurat wczoraj jedli coś innego. Z szefową miałyśmy już niezłą głupawkę wieczorem.
W grupie jest 7mioro wegetarian. Szefowa nie przejmuje się nimi aż tak specjalnie. Tylko że we wtorek przyjeżdża na jedną noc grupa Duńczyków, z których połowa jest wegetarianami. Szefowa się załamała, bo przecież cokolwiek zrobi dla nich, to mięsojadzi i tak to zeżrą, a nikt nie ma zamiaru robić naleśników dla 50 osób ;)
Idę zobaczyć co nasi goście wymyślą dzisiaj. Ja w każdym razie zamierzam im trochę utrudnić życie i zrobić dwa rodzaje sałatki (bo wczoraj została mi wersja z jajkiem, więc nie mogę jej zmieszać z owocami). Mam tylko nadzieję, że nie postanowią spróbować obu, bo wtedy na pewno będzie za mało a ja w końcu nie wytrzymam i zacznę do nich strzelać. ;)
Naleśniki to bym mógł pomóc robić bo ostatnio się wkręciłem ;) Tylko nie do końca okrągłe mi wychodzą ;)
OdpowiedzUsuńW klsztalcie linii Pentagonu? :D
OdpowiedzUsuńCo do trawożernych Dunczykow- ha! nic dziwnego: mięso przyrządzone po duńsku jest na pół surowe i niekiedy nadal jeszcze broczy posoką XD Sama z przymusu stałam się wegetarianką podczas pobytu w Bjerringbro :/
Może jak podasz im dobrze wysmażone i chrupiące mięsko, doznają objawienia? :D
..albo po prostu nie poznają ze to mięso.. :>
OdpowiedzUsuń